levi's tailor truck przedstawia: chodząc własnymi ścieżkami

Fajnie mieć pracę, która daje satysfakcję… na wszystkich etapach. Fajnie wyrażać siebie, poznawać ciekawych ludzi i realizować własne pomysły. Jak to zrobić? Spytaliśmy fotografa, galerzystkę, projektantkę mody, parę muzyków i redaktorkę o ich...

tekst Basia Czyżewska
|
30 Czerwiec 2016, 12:50pm

Kacper Szalecki (20 lat)
Miesiąc temu pisał maturę i został okrzyknięty odkryciem krakowskiego Miesiąca Fotografii. Robiąc zdjęcia na bloga najprostszą małpką nawiązuje do dzieł Maneta i Katarzyny Kozyry.

Kiedy zacząłeś robić zdjęcia i prowadzić bloga?
Zdjęcia do bloga Olympia's Diary zacząłem robić w lipcu 2015. Podczas zakończenia roku dostałem od kolegi aparat, który podobno należał do jego babci. Kupiłem kliszę i założyłem, że będę robić jedną 36 klatkową rolkę filmu miesięcznie. Rodzaj takiej dyscypliny narzucił rytm powstawania zdjęć. Naturalnie zacząłem uwieczniać bardziej interesujące, ważne, nietypowe czy absurdalne momenty, odrzucając całą masę niepotrzebnych ujęć, które do tej pory pojawiały się, gdy robiłem zdjęcia telefonem. Przypadek sprawił, że pierwsze zdjęcie, które zrobiłem w lipcu to leżąca w pozie Manetowskiej Olimpii malarka Sasa Lubińska. (W moim pokoju miałem wtedy akurat naklejony na ścianę wycinek z Olimpii Kozyry). Wtedy stwierdziłem, że leitmotivem całego pamiętnika stanie się właśnie ta poza.

Jaki jest twój pomysł na fotografię?
Chyba bardziej sama poza niż cały bagaż znaczeń z nią związany. Pozując w następnych zdjęciach ja, jak i moi przyjaciele, a teraz inni ludzie nie myślą raczej o tym, iż punktem wyjścia był skandalizujący portret prostytutki czy choroba nowotworowa Katarzyny Kozyry. Zastanawiałem się, dlaczego ludzie w tak łatwy sposób przyjmują tę rolę. Podejrzewam, że większość jest zupełnie świadoma kontekstów związanych z Olimpią. Obecnie nie ma to jednak znaczenia, poza weszła pomiędzy zdjęcie w „słowiańskim przykucu", a selfie z dziubkiem. Olympia's Diary to jednak w większości zdjęcia mojej codzienności, czasem lekko podkoloryzowanej. Próbuję wyszukać w niej klasycznych, uświęconych przez historię sztuki tematów takich jak martwa natura, portret, akt i mieszam je dowolnie z kwaśnymi, prozaicznymi sytuacjami. Część powstaje po prostu jako dobra zabawa, samoistnie bez zastanowienia. Praca zaczyna się po wywołaniu, kiedy decyduję o kadrze, kolorach etc.

Zdjęcie, z którego najbardziej jesteś dumny to…
Bardzo lubię zdjęcia nieolimpie. Szczególnie Coco ze szczypiorem we włosach. Dosyć nudny wieczór w Łodzi i duży bajzel w kuchni.

Co chciałabyś powiedzieć młodym ludziom, którzy chcą robić zdjęcia na poważnie?
Nie róbcie ich na poważnie!

Jak scustomizowałeś swoje ubranie, co chciałaś przez to wyrazić?
Orzełek jest częścią projektu, w którym buduję utopijny, różowo-żółty obraz Polski.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Kaja Werbanowska (30 lat)
Jest modelką i dziennikarką, od roku prowadzi Galerię Promocyjną, w której konsekwentnie promuje najciekawszych młodych artystów.

Jak wpadłaś na pomysł, żeby prowadzić galerię?
Zawsze śmieję się, że trochę nie miałam wyboru — sztukę i jej historię mam we krwi, bo zajmuje się nią prawie cała moja rodzina! Dowiedziałam się, że Staromiejski Dom Kultury rozpisał konkurs na kierownika Promocyjnej. Choć moje doświadczenie z wystawami nie było duże, dzięki studiom w Warszawie i Londynie, pracy w magazynach - pisaniu o sztuce, foto edycji i produkcjach sesji, czy tworzeniu relacji z wystaw i wernisaży, postanowiłam, że spróbuję. Miałam też poczucie, że jeśli nie ja to program Promocyjnej, który według mnie ma ogromną wartość, może się zmienić. W sierpniu zeszłego roku okazało się, że wygrałam konkurs, a we wrześniu otwierałam już swoją pierwszą wystawę.

Jaki jest twój pomysł na to miejsce?
Chciałam rozwinąć dotychczasowy program, który zakładał promowanie artystów najmłodszego pokolenia. Od dawna obserwuję rynek galeryjny i widzę jak niewiele jest w Polsce miejsc, które pokazują wystawy artystów zaraz po Akademii. Zależy mi też na tym, aby przychodziło do nas więcej młodszych odbiorców, dlatego zaczęłam od zaistnienia Promocyjnej w mediach społecznościowych, które najlepiej trafiają do najmłodszego pokolenia.

Z którego projektu jesteś szczególnie dumna?
Wystawa Piotra Młodożeńca, który swoje obrazy pokazał w Promocyjnej po 30 latach. I to dokładnie, bo nawet miesiąc (kwiecień) się zgadzał. Pokazaliśmy, że to, co robimy ma sens! W końcu Piotr właśnie w Promocyjnej miał jedną ze swoich pierwszych wystaw.

3 największe zalety twojej pracy to...
Przede wszystkim kreatywność, bo oprócz decydowania, o jakich tym artystów pokażemy, wieszam wystawy i piszę do nich teksty. Mam też poczucie, że robię coś ważnego, bo promując młodych twórców daję im możliwość startu w świecie sztuki. I ostatnia zaleta, a zarazem wada, to odpowiadanie samej przed sobą za to, co robię. Z jednej strony daje to ogromną satysfakcję i poczucie odpowiedzialności, z drugiej - wiem, że sama dla siebie jestem czasem najsurowszym sędzią.

Co chciałabyś powiedzieć młodym ludziom, którzy chcieliby zawodowo zajmować się sztuką?
W sztuce najważniejsze są ciężka praca i pokora. Czasem odnoszę wrażenie, że młodzi twórcy mają poczucie, że wszystko im się należy. Dopiero później zderzają się z rzeczywistością i rynkiem sztuki, który dla początkującego artysty nie jest łatwy. Znam naprawdę niewielu młodych twórców, którzy są w stanie utrzymać się tylko ze sprzedaży swoich prac. Myślę jednak, że tak jak w budowaniu kariery zawodowej jest to pewien proces, czasem lepiej na początku zarabiać mniej, ale rozwijać się zawodowo, niż od razu rościć sobie prawa do wielkiej kariery. Ważne jest wytworzenie własnego języka artystycznego, czyli po prostu bycie sobą, a nie kopiowanie innych. To chyba też trochę ogólnożyciowe prawdy.

Jak scustomizowałaś swoje Levisy, co chciałaś przez to wyrazić?
W życiu jestem raczej minimalistką, co też odbija się na moim stylu ubierania. Zatem „im mniej, tym lepiej", dlatego poprosiłam Oskara Podolskiego, żeby pomógł mi przetrzeć moją kurtkę i zrobić w niej „kontrolowane" dziury, dodałam do nich piny i patche, które w zależności od tego, co będę miała na sobie, mogę dopinać i odpinać.

Sandra Kpodonou (26 lat)
Założyła własną markę. Swoim nazwiskiem sygnuje prawdziwą modową wizję i rozmach.

Kiedy zaczęłaś zajmować się modą i postanowiłaś założyć własną markę?
Sześć lat temu postanowiłam założyć własną markę — najpierw była to Le Gia, rok temu została to zmieniona na Sandra Kpodonou.

Projekt, z którego jesteś najbardziej dumna to…
Patchworkowy komplet ze skóry, który zrobiłam bardzo spontanicznie korzystając z różnych resztek. Po wypuszczeniu kolekcji spodnie z kompletu wylądowały w sesji niemieckiego Vogue'a. Jestem bardzo dumna!

Co najbardziej lubisz w swojej pracy?
Moment, kiedy mogę założyć już uszyty projekt. Ale z najlepszą częścią w mojej pracy uważam chwilę, kiedy zaczynam przygotowania do sesji i planuję zdjęcia i stylizacje razem z Eweliną Gralak. Bez jej wsparcia i współpracy nie wyobrażam sobie kampanii.

Co chciałabyś powiedzieć młodym ludziom, którzy zaczynają przygodę z modą?
Nie mam dużego doświadczenia, ale jeśli wierzysz w to, co robisz i to jest w 100% twoje, bezkompromisowe, to się uda.
Moje Levisy to męskie 501, które rozcięłam po bokach i przeplotłam jeansowym sznurkiem dodając kilka metalowych kołek. Wyprułam kieszenie, które przeszyłam kilka centymetrów niżej tak, aby miały bardziej chłopięcy wygląd, lekko przecięłam nogawki. W kurtce rozprułam wszystkie szwy zewnętrzne. Z tyłu przyszyłam moje ulubione zdjęcie Basquiata z Madonną.

Lena i Sonar
Wokalistka i producent projektu Sonar. Mogliście usłyszeć ich na Openerze, jesienią wydają pierwszą płytę.

Lena Osińska (21 lat)
Kiedy zaczęłaś zajmować się muzyką i pomyślałaś, że to coś na poważnie ?
Gdy po 9 latach odeszłam ze szkoły muzycznej. Byłam w klasie fortepianu, grałam Chopina, Bacha, Beethovena - zawsze klasykę, zawsze zamknięta w interpretacjach, którą narzucali nam profesorowie. W pewnym momencie poczułam, że to nie dla mnie i w trzeciej klasie gimnazjum po prostu nie podeszłam do egzaminów końcoworocznych. Kiedy w wakacje po raz pierwszy wolna od obowiązków i przymusu siadłam do pianina, ćwiczenie zamieniło się w zabawę, a z tej zabawy powoli zaczęły wyłaniać się pierwsze piosenki. O muzyce zaczęłam myśleć poważniej, gdy zobaczyłam jak entuzjastycznie na te moje pierwsze próby reagują najbliżsi znajomi i rodzina. Te parę pozytywnych słów od ważnych dla mnie osób sprawiło, że uwierzyłam w to, że rzeczywiście mogę tworzyć, a nie tylko odtwarzać.

Kawałki, z których jesteś najbardziej dumna to…
Na pewno jestem bardzo dumna z „Run", bo była to moja pierwsza autorska piosenka. Kiedy wstawiałam ją na YouTube'a, nie spodziewałam się, że tak chwyci. A chwyciła, bo wciąż dostaję wiadomości od osób, których w jakiś tam sposób poruszyła lub zainspirowała. Dlatego kocham muzykę. Jest najlepszym nośnikiem emocji.

Co najbardziej lubisz w swojej pracy?
To, że fascynuję mnie każdy jej etap - czy tworzę, nagrywam w studiu, czy wychodzę na scenę, czy przez media społecznościowe nawiązuję kontakt z ludźmi, którzy mnie słuchają. Chcę się uczyć i rozwijać na każdym polu, dlatego często mam ambicje, by wszystko robić sama. Sonar pokazał mi, że warto połączyć siły, zaufać innym i oddać kontrolę.

Co chciałabyś powiedzieć młodym ludziom, którzy chcieliby zawodowo zajmować się muzyką?
Żeby słuchali dużo muzyki i nigdy nie ograniczali się do jednego gatunku. Najfajniejsze, najciekawsze rzeczy powstają na granicy, dzięki współpracy osób z różnych światów muzycznych. Warto znaleźć własne, oryginalne brzmienie i jakoś wyróżnić się z tysiąca zespołów.

Jak zcustomizowałaś swoje Levisy, co chciałaś przez to wyrazić?
Zależało mi na tym, żeby ta kurtka była rzeczywiście moja. Wybrałam jedynie jedną, małą naszywkę, na której jest napisane „The good life", bo lubię podchodzić do życia pozytywnie. Na plecach postanowiłam naszyć biały, prosty symbol oka, kojarzy mi się z opieką jakiejś boskiej siły, a tego nigdy nie za wiele. Teraz mam oczy dookoła głowy.

Sonar (35 lat)
Kiedy zacząłeś zajmować się muzyką i pomyślałeś, że to coś na poważnie?
Pod koniec lat 90. zafascynowany techniką samplingu i możliwościami z niej płynącymi. Wtedy na topie był trip hop, big beat i jungle. Stylistyki, które dziś wracają do łask, co mnie bardzo cieszy. Na początku, zabawy z muzyka były tylko zabawa. Przez długi czas używałem shareware'owego programu, który nie miał opcji „save" co zupełnie mi nie przeszkadzało. Każde odpalenie sesji było jednorazową przygodą, do której nigdy nie dało się powrócić. Na serio zacząłem podchodzić do tematu w momencie podjęcia pracy nad albumem Namaste - „Lot76" (wydanego w 2001). Wtedy odkryłem, jak dużą frajdę sprawia realizowanie spójnej wizji większego projektu i praca z ludźmi. Do tej pory uważam to za najbardziej fascynujący element mojej muzycznej pasji.

Kawałki, z których jesteś najbardziej dumny to…
Sonar Soul — „The Dive", to pierwsza współpraca z Justyną Święs, wyznacznik kierunku, w którym działamy obecnie jako Sonar. Rysy - „The Fib" , instrumentalny, taneczny przebój Rys, w którym wraz z Wojtkiem daliśmy upust naszym wiksiarskim fascynacjom. Sonar — „Pętle" najbliższy memu sercu, tytułowy utwór z nadchodzącego albumu Sonar. Powstał kilka miesięcy temu już po dołączeniu Leny do składu.

Co najbardziej lubisz w swojej pracy?
Ciągle zaskakiwanie siebie i odkrywanie nowych muzycznych terytoriów. Pracę z ludźmi.

Co chciałabyś powiedzieć młodym ludziom, którzy chcieliby zawodowo zajmować się muzyką?
Róbcie, róbcie i jeszcze raz róbcie. Zaufajcie sobie. Jeśli będziecie to robić dostatecznie długo, to w końcu się uda!

Jak scustomizowałeś swoje Levisy, co chciałaś przez to wyrazić?
Fascynuję się architekturą i lubię proste, czytelne formy dlatego zadziałałem dyskretnie. Jedna oldskulowa naszywka na ramieniu (skojarzyła mi się z naszywkami na kombinezonach mechaników samochodowych — moja kolejna pasja to auta) i kilka klasycznych pinów na kieszeni. W myśl zasady „Less is more" oderwałem zamknięcia kieszeni upraszczając ich wzór (w ich miejscu pozostały tylko ciemne, podłużne przebarwienia).

Paulina Puchalska (21 lat)
Od pół roku razem z Moniką Kucel tworzy Element Żeński — alternatywny portal o fajnych dziewczynach i ich kosmetykach.

Kiedy zaczęłaś zajmować się urodą i postanowiłaś, że trzeba zacząć inaczej pisać o
kosmetykach?

Samą urodą i cielesnością w ogóle zaczęłam się interesować dość szybko. Myślę, że jak wiele dziewczyn podglądałam mamine rytuały pielęgnacyjne i nie mogłam się doczekać, aż sama sięgnę po te wszystkie mazidła. Potem był okres nastoletniego buntu i pierwszy trądzik — na twarz nakładałam wszystko, co wpadło mi w ręce. Teraz się to zmieniło. Od czasu, kiedy w końcu zdecydowałam się uporać z problemami skóry, zaczęłam bardziej świadomie dbać o siebie. Nauczyłam się słuchać sygnałów, które wysyła mi ciało, czytam też składy produktów, które mam w to ciało wklepać. Kosmetyki kolorowe nie służą mi już do kamuflażu, a do zabawy. Nie mam problemu, żeby pokazać się ludziom bez makijażu. Nie zawsze tak było. Moja relacja z kosmetykami trwa więc dość długo. Teraz bez obciachu mówię, że lubię o siebie dbać i że sprawia mi to przyjemność. Życzę tego wszystkim dziewczynom. Pielęgnacja nie jest powodem do wstydu.

Materiał, z którego najbardziej jesteś dumna do tej pory to…
Na pewno jednym z moich ulubionych tekstów jest wywiad z Agatą Napiórską. Świetnie mi się z nią rozmawiało, a jeszcze lepiej redagowało i układało pod publikację. Czuję, że dobrze się czyta i odpowiedzi Agaty, i moje pytania. Poza tym na jego przykładzie widać, jak bardzo ewoluowały nasze wywiady. Choć formuła się nie zmieniła, teksty zrobiły się dłuższe, pytania bardziej dociekliwe i złożone. Cieszę się też z artykułów dla Wysokich Obcasów, bo to tytuł, po który sama chętnie sięgam i który czytałam jeszcze na długo przed naszą współpracą. Dostałyśmy rubrykę, w ramach której ukazał się na razie wywiad z Martą Wajdą. Fajnie jest zobaczyć swoją pracę w druku, nie tylko na stronie, do której jesteśmy już przyzwyczajone.

Co najbardziej lubisz w swojej pracy?
Swoją pracę mogę podzielić na trzy części. Każda z nich jest tak samo ważna i każdą z nich lubię za coś innego. Wywiady dają mi możliwość poznawania fantastycznych dziewczyn, które w jakimś stopniu, mniejszym lub większym, się przed nami otwierają. Często te spotkania przeradzają się w formę kumpelskich pogaduch, daleko im do sztywnych rozmów o określonych ramach. Nasze bohaterki wpuszczają nas do swoich mieszkań, częstują herbatą, a rozmowy przeciągają się do kilku godzin. To bardzo miłe.

Kolejna sprawa to Element Żeński w mediach społecznościowych. Nie ograniczamy się jedynie do naszej witryny, aktywnie działamy na Facebooku i Instagramie. To owocuje stałym kontaktem z czytelniczkami. Wydaje mi się, że udało nam się zbudować całkiem fajną, dziewczyńską platformę, gdzie poruszamy przeróżne kwestie. Kosmetyki schodzą wtedy na drugi plan.

I wreszcie praca nad tekstem, czyli spisywanie nagrań i redakcja. To dla mnie największa frajda. Z każdą publikacją uczę się czegoś, rozwijam co raz to nowe umiejętności.

Co chciałabyś powiedzieć młodym ludziom, którzy chcieliby zawodowo zajmować się
pisaniem?
Nie czuję się w tym specjalistką, a na pewno nie do tego stopnia, żeby dawać wskazówki, ale najważniejszy jest dla mnie szacunek do języka i odbiorcy.

Warto dużo czytać i pielęgnować poprawność językową od najmłodszych lat. To potem procentuje sprawnym posługiwaniem się językiem mówionym i płynnymi, sensownymi wypowiedziami pisemnymi. Dobrze jest też być maksymalnie skupionym, zwracać uwagę na szczegóły, wyłapywać powtórzenia. Tu właśnie wychodzi nasza relacja z czytaniem — im bardziej jesteśmy oczytani, tym bogatsze jest nasze słownictwo i popełniamy mniej błędów. Za bardzo ważny uważam dystans do własnego tekstu. Ja nie robię wszystkiego na raz. Podchodzę do pracy w racjonalnych odstępach czasowych. Każdy materiał daję Monice do przeczytania po pierwszej redakcji, dalej w miarę możliwości kombinujemy razem. To działa w dwie strony i jest ogromną zaletą pracowania w duecie.

Jak scustomizowałaś swoje Levisy, co chciałaś przez to wyrazić?
Pocięłam jedynie spodnie wzdłuż zewnętrznego szwu — z prostych nogawek wyszły za długie i rozszerzane. Kurtka podoba mi się taka, jaka jest. Bomba!

Levi's Tailor Truck, czyli przyczepa, w której możesz scustumizować swoje ciuchy Levi's, jeździ po Polsce od 17 czerwca do 7 sierpnia. Można go spotkać na trzech muzycznych festiwalach oraz w Warszawie w Lake Park Wilanów, Iskra na Polu Mokotowskim, Plażowej, Na Lato. Pełny rozkład jazdy poznasz klikając TU i TU.

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Grzegorz Broniatowski
Make up i włosy: Iza Kućmierowska

Tagged:
sonar
lena osińska
łukasz stachurko
kaja werbanowska
kacper szalecki
levi's tailor truck
sandra kpodonou