owoce kontra cenzura

Rozerotyzowana papaja. I co ty na to, Instagramie?

tekst Mateusz Góra
|
17 Czerwiec 2016, 10:30am

Pewnego dnia Stephanie Sarley, feministyczna artystka, którą na Instagramie obserwowało 10 osób, wróciła z zakupów ze swoim chłopakiem. Kupili soczyste pomarańcze, którymi Stephanie zaczęła się bawić. Nagrała kilkunastosekundowy filmik i podzieliła się nim na swoim koncie. Teraz, 24 tygodnie od tamtego dnia, liczba jej followersów to 134 tysiące, a krótkie nagrania, które regularnie wrzuca, stały się symbolem walki z cenzurą w mediach społecznościowych. I chociaż niewinna zabawa z owocami przypomina erotyczne igraszki już na pierwszy rzut oka, Stephanie twierdzi, że to było spontaniczne, dopiero ludzie nadali jej znaczenie manifestu.

Coraz więcej osób idzie w ślady Sarley i zaczyna publikować podobne nagrania, które na razie nie doczekały się reakcji Instagrama, w przeciwieństwie do pierwszej odsłony walki o nasze ciała, którą była akcja #freethenipple. Mimo zaangażowania choćby Naomi Campbell, w dalszym ciągu kobiece sutki to za dużo dla twórców mediów społecznościowych (taka sama polityka dotyczy Facebooka). Oczywiście w „fruit fingering" nie chodzi o chęć zamieszczania erotycznych nagrań publicznie, ale o otwartą dyskusję nad naszą seksualnością, która, choć w latach 60 przestała być na świecie tematem tabu, to jednak wciąż poddawana jest ostrej cenzurze.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Szczególnie znaczący jest fakt, że używane przez Stephanie owoce przypominają waginę. To właśnie dziewczynom o wiele częściej niż mężczyznom odmawia się prawa do cieszenia się swoim ciałem, bez konieczności wchodzenia w sztywne ramy narzucone przez społeczeństwo. Z jednej strony kobiety sprowadza się do roli obiektów seksualnych, a z drugiej odmawia się im wyrażania własnej seksualności na swój sposób. Taki właśnie przekaz stara się zbudować Sarley, przekraczając granicę tego, co jest dozwolone, a co już nie. 

Niestety, chociaż sam projekt jest radosny, przewrotny i działa na wyobraźnię, wiążą się z nim przykre konsekwencje. Obok fali entuzjazmu pojawiło się mnóstwo hejterskich wiadomości, artystka ma problemy z prawami autorskimi. Skontaktowała się w tej sprawie z ekipą Instagrama, która zamiast jej pomóc, rozważa zamknięcie konta za treści „obraźliwe seksualnie". Kiedy Nick Knight powiedział, że reguły kierujące mediami społecznościowymi przypominają mu średniowiecze, miał najwyraźniej więcej racji, niż mogliśmy przypuszczać... Tym mocniej trzymamy kciuki, żeby owocowe szaleństwo Sarley trwało nadal.

@stephanie_sarey

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra

Tagged:
Kultura
płeć