reni jusis: „coraz bardziej staję się feministką”

Z okazji premiery jej nowego albumu, „Bang”, rozmawiamy z Reni o sile dziewczyn w branży muzycznej.

tekst Mateusz Góra
|
15 Kwiecień 2016, 9:55am

Jesteś trochę artystycznym kameleonem. Cały czas się zmieniasz, muzycznie i wizerunkowo. Boisz się czasem, że tym razem się nie uda?
Kiedy nagrywam nie zastanawiam się nad tym, jestem tym typem charakteru, który pod skórą czuje, że zabawa jest tylko wtedy, kiedy jest ryzyko. Nie odnalazłabym się w przewidywalnej sytuacji - dlatego pracuję w weekendy, a nie od 9 do 17 (śmiech). Często też pracuję w nocy a w dzień jestem nieprzytomna. To wymaga predyspozycji psychicznych do życia na granicy ryzyka. Na scenie wszystko dzieje się intensywniej, niż w życiu. Skoro zdecydowałam się na taki zawód, tym bardziej korci mnie aby eksperymentować na scenie. To wynika też poniekąd stąd, że jeden konkretny styl muzyczny nigdy nie był dla mnie celem samym w sobie. Nie obrałam jednej drogi. To tylko narzędzie, które pomaga wyrazić pewne emocje. Jeśli znalazłabym temat, który dobrze by się kleił z muzyką poważną, to penie wróciłabym do klasyki.

Na 7 lat porzuciłaś jednak muzykę. Nie chciałaś wrócić wcześniej?
Przez ten czas dużo osób mnie namawiało, żebym wróciła. 2-3 lata po „Iluzjonie" zaczęła się presja. Ja mówiłam, że nie, nie czuję tego. Dopiero rok temu, kiedy wszyscy dali sobie za wygraną i stwierdzili, że chyba nie ma sensu o tym ze mną rozmawiać, poszłam na Open'era i pierwszy raz poczułam, chociaż lubię celebrować muzykę z tysiącami osób, że chcialabym już być po drugiej stronie barykady. To była impresja, którą nie podzieliłam się z nikim, ale poczułam, że właśnie przyszedł wiatr od morza i zaczęłam powoli dojrzewać do myśli o nagraniu nowego materiału.

The Dumplings, 9 najważniejszych składników

Wtedy pojawił się Stendek…
Tak, wtedy wydarzyło się kilka ciekawych rzeczy, zupełnie przypadkowo. Wpadł do nas na próbę Stendek, który jest znajomym mojego perkusisty. Ni stąd, ni zowąd. Zazwyczaj tak jest - po prostu we właściwym czasie spotykają się odpowiedni ludzie i ich energie się łączą. Puścił mi swoją pierwszą płytę, która mnie totalnie zaskoczyła i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Kiedy w dodatku dowiedziałam, że Stendek jest po malarstwie na ASP i nie ma wykształcenia muzycznego, nabrałam do niego jeszcze większego szacunku. Stendek oprócz tego, że ma niezwykłe ucho dla muzyki wielowarstwowej, tworzy wręcz konstrukcje architektoniczne, kocha też naturę i myślę, że to nas też połączyło i nie było bez znaczenia. Jak tylko znajdzie wolną chwilę wyrusza z namiotem do lasu, nawet zimą. Kiedy podczas prób pyta, czy będą trzy dni wolne, to ja już wiem, że on planuje kolejną wyprawę i przez ten czas nie będzie miał ze sobą nawet telefonu.

i Kuba Karaś…
Równo rok temu spotkaliśmy się na jego urodzinach. Słyszałam już wcześniej płytę The Dumplings i podobała mi się, ale nie myślałam o Kubie jako partnerze producenckim. I tu znów przypadek. Po raz pierwszy na tym koncercie Kuba grał remixy swoich kawałków, uslyszałam ich materiał w zupełnie nowej, bardziej klubowej odsłonie. Wtedy też spojrzałam na niego zupełnie inaczej, usłyszałam w jego dźwiękach wiele bliskich mi inspiracji. Okazało się, że tego dnia ma urodziny, zostaliśmy razem w klubie. Nad ranem umówiliśmy się, że za kilka miesięcy spotkamy się znów w Trójmieście przy okazji Openera i zorganizujemy kilka sesji, na których będziemy wspólnie improwizować. Tak powstało kilka wstępnych szkiców, które trudno było później dokończyć, bo Kuba cały czas jest w rozjazdach. W końcu udało nam się dokończyć 2 kompozycje i później długo zastanwiałam się jak je połączyć z resztą płyty ,która była wynikiem mojej pracy ze Stendkiem. Finalnie zadecydowałam, że produkcje Kuby będą stanowiły bonus na płycie i będą ją zamykały.

Czy czekasz już na moment, w którym popatrzysz na publiczność ze sceny?
Nadal denerwuję się przed każdym koncertem. Pomaga mi, kiedy wyglądnę zza jakiejś kotary i zobaczę twarze ludzi przed koncertem. Wtedy jest już dobrze. Lubię bliski kontakt z ludźmi i intymną atmosferę klubów.

Przez czas, kiedy nie nagrywałaś, większości ludzi kojarzyła cię w roli eko mamy, czy to przeszkadza w powrocie?
Jako eko mama miałam poczucie misji i chciałam zmienić świat na lepszy. Pokazać, że są alternatywne sposoby na wychowanie dzieci. Bardzo zainteresowała mnie Skandynawia, gdzie powszechny jest model rodzicielstwa bliskości. Wychodziłam z założenie, że skoro stoi za mną nazwisko to powinnam je wykorzystywać działając dla innych. Założyłam więc bloga, to było działanie totalnie spontaniczne. Nie było wtedy jeszcze w jednym miejscu informacji poświęconych ekologicznemu macierzyństwu. Moje nazwisko otwierało mi wszelkie drzwi. Wielu ekspertów i praktyków chciało podzielić się ze mną swoją wiedzą. Nie przeszkadzają mi łatki, jakie dostaję, bo jest ich mnóstwo. Jeśli będziesz czytał o mnie na portalach plotkarskich, to będziesz często widział inną postać niż ta która siedzi tu przed tobą, to część mojego zawodu.

W „Bejbi siter" ironicznie puszczasz oko do tych, którzy chcieliby cię widzieć w roli kury domowej.
Mam nadzieję, że „Bejbi siter" pomoże mi zamknąć pewien rozdział. Uważam, że swoją misję wykonałam. Singiel zamyka ten etap. Młodsze pokolenia wyssały z mlekiem matki ekologiczne i ekonomiczne podejście, zastanawiają się, co będzie za sto lat, a nie tylko za kilka.

Artur Rojek: nie kręcą mnie zespoły, które ładnie się noszą

Mocno podkreślasz konieczność ekologicznego myślenia na swojej płycie.
Tak, chciałam pokazać na nowej płycie moje antykonsumpcyjne spojrzenie. Szukałam długo kogoś, kto napisze dla mnie o tym opowiadanie. W końcu mój przyjaciel napisał historię o galeriach handlowych, którą postanowiłam przeczytać, a nie zaśpiewać. Na tej płycie jest zresztą mnóstwo eksperymentów.

Pojawiłaś się też w kampanii Nenukko - marki, której bliskie są twoje ekologiczne poglądy.
Nenukko od dawna namawiało mnie na współpracę. Nie widziałam potrzeby występu jako twarz jakiejś kampanii. Dostałam jednak od nich projekty najnowszej kolekcji i to kolejny dowód na to, że trzeba właściwego momentu. Gdybym miałam coś sama zaprojektować, to właśnie coś takiego - minimalistyczny, oversizowy, męski look. Wierzę, że nasza współpraca jest subtelna i inspirująca. Nie krzyczę z plakatów: „Chodź i kup to".

Pokazujesz, że młoda matka może się też dobrze realizować w pracy, dziecko wcale nie jest przeszkodą.
Jestem bardzo wyczulona na sytuację młodych matek - one tak naprawdę mają dwa etaty. To ekstremalnie trudne realizować się zawodowo i zajmować się równocześnie dzieckiem. To po prostu trzeba docenić. Urodzenie dziecka to test osobowości, nawet jeśli miałabyś w pogotowiu sztab niań. Z dnia na dzień stajesz się odpowiedzialny za czyjeś życie. To jest szok, szczególnie dla imprezowej dziewczyny, która dopiero po trzydziestce dostrzegła, że skończyło się jej dzieciństwo. Żyłam z dnia na dzień. Z drugiej strony jesteśmy do twego stworzone. Nasze babcie rodziły w czasie wojny i szły dalej bić się o ten kraj, więc my też jesteśmy w stanie!

Zamilska: cenię sobie niezależność

Czujesz się feministką?
Chyba coraz bardziej staję się feministką, nawet jeśli nie walczącą. To nie fair, żeby wszystko było na barkach kobiety. Stawiam na partnerstwo w związku. W stosunku do naszych ojców, młodsze pokolenie mężczyzn i tak jest o wiele bardziej wrażliwe. Mówi się o kryzysie męskości, ale może po prostu chodzi tak naprawdę o wyrównanie praw między kobietami a mężczyznami?

A czy płeć może być problemem w branży muzycznej?
Ostatnio zobaczyłam gdzieś mem „Girls just wanna have…. FUNdamental human rights" i bardzo mi się spodobał. Akurat w moim zawodzie dziewczyny mogą bardzo dużo osiągnąć, ale równocześnie spotykają się z seksistowskimi zaczekapkami. Z drugiej strony znam dziewczyny, które pracują w dużych firmach i na wysokich stanowiskach, a codziennie muszą udowadniać, że są tak samo kompetentne, jak ich współpracownicy.

Ostatnio dużo mówi się o prawach kobiet do decydowania o swoim ciele. Co o tym sądzisz?
Jestem człowiekiem, który chciałaby mieć we wszystkim wybór. W moich działaniach często szłam pod prąd, żeby móc decydować o sobie samodzielnie. Sądzę, że nikogo nie można namawiać na siłę, żeby został rodzicem. Przerażające jest, ile dzieci zostaje pozostawionych samym sobie. Widzę cały czas wokół siebie agresję wobec dzieci, przemoc werbalną i fizyczną. W takich chwilach myślę, że nie każdy nadaje się do bycia rodzicem. Nic na siłę.

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcie: Łukasz Ziętek

Tagged:
muzyka
Reni Jusis
płeć