Reklama

kat astro: noszę ubrania z historią

Pochodzi z Łodzi i na razie wcale nie zamierza się z niej wyprowadzać. To właśnie tutaj można upolować najlepsze okazje w second handach a ona ma do tego świetny dryg!

tekst i-D Staff
|
22 Grudzień 2015, 3:35pm

Dlaczego dopiero niedawno powstał twój blog?
Właściwie nie planowałam go zakładać. Wydawało mi się, że konkurencja w tej branży jest za duża i z góry założyłam, że nie ma to sensu. Z czasem okazało się jednak, że ludzie coraz bardziej interesują się moimi profilami na Instargamie i Facebooku - podoba im się estetyka i to, w jaki sposób widzę pewne rzeczy. Dostawałam zapytania o to, czy mam swoją stronę, wielu znajomych mówiło mi też, że powinnam zająć się modą na poważnie. Stwierdziłam więc, że jednak spróbuję. 

Sama robisz zdjęcia?
Zdjęcia robi mi zazwyczaj mój chłopak. Jednak nie zawsze ma na to czas, bo na co dzień studiuje na łódzkiej filmówce i pracuje. Nie umawiamy się specjalnie, raczej wszystko wychodzi samo - bierzemy aparat i kiedy czujemy klimat, robimy zdjęcia. Zaczynam szukać fotografa do współpracy.

Co oznacza Kat Astro?
Nazwa pochodzi z czasów, kiedy po raz pierwszy na kilka miesięcy przeniosłam się do Warszawy. Poznałam wtedy mnóstwo fantastycznych ludzi - wołali na mnie Katastrofa albo Kat. Sama do końca nie wiem skąd to się wzięło, miałam 18 lat, więc być może wynikało to z mojej osobowości. Zakładając profil na Instagramie myślałam o nazwie, która byłaby jednocześnie moja, a do tego chwytliwa, zarówno dla Polaków, jak i dla kogoś spoza Polski. Zmodyfikowałam trochę swój pseudonim sprzed lat i tak powstało Kat Astro.

Skąd wzięło się u Ciebie zamiłowanie do vintage?
Przyznam, że nie czuję wielkiej miłości do tego klimatu. Mam wrażenie, że każdy rozumie to pojęcie inaczej. Dla mnie vintage są 901 Levis'a lub klasyczna kurtka dżinsowa - koniecznie sprane i stare. Styl vintage kojarzy mi się też ze skórzanymi kurtkami i butami, „babciowymi" swetrami w kolorze brązu i khaki. Kiedy pytam znajomych, czy uważają, że ubieram się w stylu vintage, zdania są podzielone. Bywa tak, że rzeczy vintage, które znajduję w second handach bardzo mi się podobają, ale nie noszę ich, bo źle się w nich czuję.

W takim razie, jeśli nie vintage to jak określiłabyś swój styl?
Powiedziałabym, że noszę ubrania z historią. Zestawiam je w nowoczesny sposób. Wszystko, co mam dziś na sobie jest z second handu.

Jak polujesz na okazje?
Potrzebna jest do tego intuicja, którą jedni posiadają a inni nie. Zdarza się, że coś, co na wieszaku wygląda średnio, wiele zyskuje, przy odpowiednim zestawieniu. Znam osoby, które świetnie się ubierają, ale nie są w stanie nic znaleźć w second handach. To mi po prostu wychodzi.

Kupowanie w second handach uzależnia?
Mnie na pewno uzależniło! Czuję wielką satysfakcję, kiedy znajdę coś wyjątkowego. Często jest tak, że kiedy coś zaczyna mi się podobać, nie mogę dostać tego w sieciówce. Szybciej łapię zachodnie trendy, więc często muszę czekać pół roku, dopóki coś, co chciałabym mieć trafi do Polski. Dużo łatwiej jest mi znaleźć coś takiego w sklepie z odzieżą używaną.

Ubierasz się w sieciówkach?
Czasami, ale prawie zawsze tego żałuję. Te rzeczy mają dla mnie mniejsza wartość. Czuję się źle nosząc „fast fashion".

Masz swoje ulubione second handy?
Tak, wszystkie są oczywiście w Łodzi, która jest miastem second handów. Królują Bałuty [dzielnica Łodzi - przyp. red]. Jest to bardzo specyficzna dzielnica miasta. Mieszkają tam ludzie, którzy zupełnie nie orientują się w markach i fasonach. Kupują raczej rzeczy z metką Primarka, bo nie wiedzą, że ubrania tej firmy można kupić za grosze i są bardzo słabej jakości.

Podobno łódzkie sklepy z używaną odzieżą są tańsze?
Są dużo tańsze niż w stolicy. Czasem kupuje się w nich na wagę, ale częściej na sztuki. Jest jeden second hand, w którym w dniu dostawy można kupić maksymalnie 10 sztuk! Mieszkańcy Łodzi mają mniejszą świadomość tego, co można znaleźć w takich miejscach, w związku z czym łatwiej jest kupić coś naprawdę wyjątkowego - rzeczy z metkami i w bardzo dobrym stanie, często nieużywane. Zdarzyło mi się znaleźć skórzaną torbę Acne, czarny płaszcz COSa, czy nowe klapki Birkenstock.

A jak to wygląda za granicą?
Raczej nie kupuję za granicą, bo rzeczy vintage są tam strasznie drogie i zupełnie się to nie opłaca. To zabawne, że to, czego w Polsce się nie kupuje, w Berlinie, czy w Londynie kosztuje więcej niż ubrania z sieciówek. Za granicą sklepy vintage to świetny biznes. Na Zachodzie ludzie ubierają się bardzo świadomie, potrafią zapłacić więcej za coś oryginalnego, coś, czego nie zobaczą na kimś innym. To kwestia czasu, kiedy podobny model sprzedaży wejdzie do Polski. Sama myślę o sklepie internetowym, w którym będę mogła sprzedawać ubrania w tym stylu.

Kto Cię inspiruje?
Nałogowo przeglądam Tumblr i Pinterest, uwielbiam styl Elin Kling. Ostatnio dzięki książce „It" Alexy Chung obejrzałam filmy „Heathers" i „Annie Hall", które stały się dla mnie nową inspiracją. Jestem bardzo ambitna, więc kiedy słyszę o tym, że na świecie komuś młodemu z Polski się udaje, jestem pełna podziwu, i motywuje mnie to do działania. Imponuje mi sukces dziewczyn z Local Heroes, mocno trzymam za nie kciuki!

Czym zajmujesz się poza blogiem?
Aktualnie studiuję International Cultural Studies [Uniwersytet Łódzki - przyp. red.].

Nie łatwiej byłoby Ci realizować projekty w Warszawie?
Zaraz po maturze przeprowadziłam się do Warszawy i uwielbiam to miasto, mam tutaj wielu przyjaciół. Aktualnie zarówno ja, jak i mój chłopak pracujemy i studiujemy w Łodzi, mamy psa i wynajmujemy piękne mieszkanie. Nie mam potrzeby zmieniać tego teraz. To jeszcze nie jest ten moment. Łódź się rozwija i staje się miastem coraz bardziej otwartym, choć dużo trudniej osiągnąć tu sukces. 

Masz swojego ulubionego bloga światowego?
Najbardziej imponuje mi międzynarodowy sukces Chiary Ferragani. Ostatnio znalazła się na liście Forbs'a „30 Under 30". Jestem pełna podziwu dla jej osiągnięć - podróżuje i świetnie zarabia, robiąc to, co kocha. To dla mnie idealna sytuacja.

Jaka jest według Ciebie recepta na sukces?
Ostatnio przewartościowałam swoje życie, od dwóch lat nie piję alkoholu. Z wieloma znajomymi straciłam przez to kontakt. Ale dzięki temu spędziłam w tym roku prawie miesiąc w Chinach. Gdybym nadal imprezowała, raczej nie mogłabym sobie na to pozwolić. Teraz ważne są dla mnie relacje z właściwymi ludźmi, którzy poza narzekaniem, coś w życiu robią. Myślę, że jestem na dobrej drodze.

Kat Astro

Przeczytaj też:
Kim są nastoletnie blogerki modowe na świecie.
Tavi Gevison jest ikonądla generacji aktywistów.
Małgosia Bela w sesji Alasdaira McLellana

Kredyty


Tekst: Kaja Werbanowska
Zdjęcia: @kat.astro

Tagged:
vintage
Μoda
łódź
blogerka
kate astro