szmata sama się prosi

Kobiecy gang w wyzywających strojach przemierza ulice miasta – przeczytaj wywiad z autorką akcji „Szmata sama się prosi”.

tekst i-D Staff
|
10 Czerwiec 2015, 6:45pm

Julia Karwan-Jastrzębska, absolwentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, zaprosiła szóstkę dziewczyn, by roznegliżowane i „ubrane jak szmaty" przeszły ulicami Warszawy, okazując tym niezgodę na usprawiedliwianie sprawców przemocy seksualnej. Zapytałem ją, jak potoczyła się akcja.

Do jakiego problemu odnosi się praca „Szmata sama się prosi"? Chodzi o gwałt w ogóle czy jakąś węższy problem?
Julia Karwan-Jastrzębska: Nawet szerszy! Chodziło mi o problem stygmatyzacji ofiar molestowania czy gwałtu ze względu na to, że dziewczyna jest „nieodpowiednio" ubrana. To „nieodpowiednio" nie jest skonkretyzowane, nie ma listy rzeczy, którymi „same się prosimy" - a tak naprawdę żaden ubiór nie powinien być usprawiedliwieniem dla przemocy. Postanowiłam to odwrócić: stworzyć stroje, które należy włożyć, żeby zachęcić do molestowania.

Zajęłaś się tą kwestią jako osoba z zewnątrz, czy osoby z twojego otoczenia miały takie przykre doświadczenia?
Szalenie trudno znaleźć dziewczynę, która nie doświadczyła molestowania. Mnie nikt nie zarzucił, że „nieodpowiednie" się ubrałam, poza sytuacją, kiedy w centrum miasta jakiś mężczyzna złapał mnie za pupę i spytał, czy idziemy do pokoju - kiedy go wyśmiałam, przeprosił i powiedział, że przez mój strój wziął mnie za „kogoś innego"… Ale mnie osobiście boli, kiedy słyszę, że ktokolwiek inny zetknął się z taką sytuacja - w końcu zawsze może się znaleźć ktoś, kto mnie postanowi potraktować w ten sposób.

Dlaczego wyszłaś z tą akcją na ulicę?
„Szmata sama się prosi" nawiązuje do pokazu mody: czegoś, z czym większość ludzi na ulicy nigdy nie miała styczności - chciałam, żeby pokaz przyszedł do nich. Poza tym moda, tak jak ulica, to miejsce wielkich nierówności między płciami.

Co masz na myśli?
Moje znajome modelki miały do czynienia np. z propozycją „zdjęcia za coś". Ale dziewczyny, które wzięły udział w przemarszu nie były profesjonalnymi modelkami.

Właśnie, kto to był i jak przekonałaś je do pomysłu?
Nie trzeba było przekonywać. W wielu dziewczynach jest dużo przekory i chęci do walki o swoje prawa, trzeba je tylko delikatnie ku temu popchnąć. Nie było problemu ze znalezieniem dziewczyn - tak naprawdę wszystkie to moje znajome. Poza jedną, każda z nich miała nieprzyjemne doświadczenia.

Wszystko poszło zgodnie z planem?
Ulica jest nieprzewidywalna. Miałam perwersyjną przyjemność z tego, że trwała cisza wyborcza i wszyscy byli nieco poddenerwowani - okazało się, że zupełnie nie przełożyło się to na reakcje. Ludzie nie reagowali prawie w ogóle, nie podchodzili, jedynie dyskutowali między sobą. Mimo tego, że dziewczyny miały na wierzchu piersi, to nikt nie gwizdnął, nie krzyknął, nie szedł za nimi.„Szczucie cycem" w działaniu.

Wystraszyli się tego dziewczyńskiego gangu!
Tak. Natomiast w internecie wylało się już morze frustracji - co ciekawe, nie tylko z męskiej strony.

Co chciałabyś przekazać tym wszystkim, którzy twierdzą, że „faceci tacy już są" i „nie można ich prowokować"?
Nie gwałcie dziewczyn, chyba że ma na sobie jedną z tych sukienek. To że dziewczyna ma krótką spódnicę nie znaczy, że chce mieć pod nią męskie dłonie. Może chce się podobać, potrzebuje adoracji - ale to nie znaczy, że chce uprawiać z kimś seks. Adoracja jest w porządku, póki odbywa się na równych prawach i z równym zainteresowaniem - przechodzenie od razu do fizyczności tę równowagę natychmiast burzy. 

Kredyty


Tekst: Maciek Piasecki
Zdjęcia: Materiały prasowe