​5 filmów z off camery, które trzeba zobaczyć

Z okazji zakończenia Netia Off Camera prezentujemy najlepsze filmy, na które powinniście polować, kiedy pojawią się w kinach lub na innych festiwalach.

tekst i-D Polska
|
08 Maj 2017, 10:45am

kadr z filmu The Edge of Seventeen

Festiwale filmowe to prawdziwa dżungla i jak na dżunglę przystało czai się tam sporo niebezpieczeństw w postaci słabych tytułów. Po przedarciu się przez tę dżunglę w czasie Off Camery, wybraliśmy te filmy, które wciskają w fotel. Szukajcie ich w kinach i na innych festiwalach, bo naprawdę nie wypada ich nie znać. 

„Prevenge"

„Dziecko powie ci, co masz robić" - radzi ciężarnej bohaterce położna. Zamiast jednak orgii kubłów pożeranych bezwstydnie lodów przy maratonach kina romantyczno-familijnego i niekontrolowanych zakupów mniej lub bardziej niezidentyfikowanych obiektów, które na pewno się (nie) przydadzą na nowej szczęśliwej drodze młodej matki, otrzymujemy bachanalia przelewu krwi i mordu kulturowych konwenansów. Wizja błogosławieństwa stanu brzemiennego i radości macierzyństwa? Nie ten seans, a słyszany przez bohaterkę słodki głosik płodu przypominającego czarem swojej osobowości tolkienowskiego Golluma albo sięgając bliżej - uroczego potomka Rosmery, dorzuciłby jeszcze kilka barwnych inwektyw pod naszym adresem. Przesłanie rozkosznego maleństwa jest proste - zabić ich wszystkich,

„The Edge of Seventeen"

Wszyscy chyba znamy bolączki dorastania. Los rzuca nam pod nogi kolejne kłody, rówieśnicy i rówieśniczki nie znają litości, a fatum braku akceptacji/ popularności dyszy nam w kark. My, ostatni sprawiedliwi, niestraszeni i nieskalani, walczymy z całym złem tego nastoletniego świata, ale dobro musi zwyciężyć, czyli inaczej rzecz ujmując - my triumfujemy, a nasi przeciwnicy pośpiesznie zarządzają odwrót. Myśl, że sami nie należymy do zbytnio sympatycznych ludzi może nam jednak porządnie pokrzyżować szyki.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

„Koniec trasy"

Na półkach księgarń pojawią się kolejne biografie, a do kin razem za razem przyciągają nas perypetie znanych nam z historii czy pierwszych stron gazet (gorących newsów portali?) osobistości. David Foster Wallace, ze swoim literackim sukcesem i fascynacją tematami rozpiętymi od tenisa aż po filozofię, ale także alkoholizmem, depresją i licznymi seksualnymi sensacjami, prawdopodobnie mógłby zapewnić materiału na całą epopeję z rozmachem godnym „Mody na sukces". Zamiast tego James Ponsoldt pozwala nam podglądnąć przez dziurkę od klucza pojedyncze sytuacje, skromne, pozbawione fajerwerków ekscesu scenki z życia pisarza. Zamiast szoku czy czołobitności - zwyczajnie o nadzwyczajnym.

„Młodzi przebojowi"

Jednym romantycznym gestem jest stanie pod oknem wybranki czy wybranka z huczącym miłosną melodią boomboxem uniesionym nad głową. Innym napisaniem tej miłosnej piosenki. W filmie Johna Carney'a ludzie na krawędzi znajdują w muzyce może nie wybawienie, ale przynależność, tożsamość i prawo do sprzeciwu. Tak więc obelgi, którymi obrzucają się tak chętnie rodzice uzbrojonego w gitarę ponurego nastolatka, zmieniają się tu w słowa jego nowego kawałka. Bo w smutku można (czy wręcz trzeba?) czasem znaleźć radość.

„Zwyczajna dziewczyna"

Grana przez Gemmę Arterton początkująca scenopisarka otrzymuje jedną prostą instrukcję - „potrzebujemy historii inspirującej cały naród". Takich historii nie brakuje w dorobku Hollywood, a kobiety miały w tym niemały udział. Mimo to moment, w którym za maszyną do pisania nie zasiada mężczyzna, wciąż wywołuje całą lawinę dodatkowych kłopotów. Choć samo tworzenie scenariusza wydaje się tu poziomem trudności przypominać co najwyżej parzenie herbaty, a bohaterka zgodnie z wymogami gatunku musi stawić czoło problemom raczej mniej twórczym, a bardziej sercowym, to konwenanse i kwestie społeczno-kulturowe nie zostają całkiem zepchnięte poza ramy ekranu. Wszystko to przy niemal zapomnianym dźwięku stukania maszyny do pisania.  

Kredyty


Tekst: Alicja Mazurkiewicz

Tagged:
festiwal
sztuka
Kultura
off camera
alicja mazurkiewicz