badanie granic

Rozmawiamy z Krystianem Lipcem, który w swoich zdjęciach wraca do dzieciństwa i odkrywa różne oblicza seksualności.

tekst i-D Staff
|
16 Marzec 2016, 12:20pm

Bardzo wcześnie zainteresował się fotografią, potem zwątpił w swoje siły. Trochę to trwało, ale dzięki zbiegowi okoliczności wrócił do robienia zdjęć i odkrył własną ścieżkę. Prowadzi przez lasy i plaże, a w drodze zawsze towarzyszą mu najbliżsi ludzie, z którym łączą go bliskie relacje. Pytamy więc Krystiana o jego romantyczną naturę i przepis na fotografowanie najgłębiej skrywanych emocji.

Kogo możemy zobaczyć na twoich zdjęciach?
Większość ludzi, którzy pojawiają się na moich zdjęciach, to moi bliscy znajomi. Lubię robić im zdjęcia, a najbardziej, kiedy sami za tym nie przepadają. W jakiś sposób wymuszam to na nich. Zwiększam presję, a oni się spinają. Kiedy jednak lepiej się poznajemy, zaczynają się otwierać.

Kiedy zdecydowałeś, że chcesz robić zdjęcia?
Zacząłem robić zdjęcia, kiedy miałem 17 lat. Stwierdziłem, że będę to kontynuował i zapisałem się do szkoły fotografii. Szybko jednak okazało się, że moja wiedza jest żadna w porównaniu do tych ludzi, którzy tam byli. Stwierdziłem, że się nie nadaję. Błądziłem kilka lat, nie potrafiłem odnaleźć tego, co mnie interesuje. To jest trochę filmowa opowieść, bo kiedyś kolega dał mi stary aparat swojego taty, analogowy. Wcześniej robiłem zdjęcia cyfrowe i nie interesowała mnie fotografia analogowa. Skoro i tak po pracy nic szczególnego nie robiłem, zacząłem robić tym aparatem zdjęcia. Po dwóch latach wróciłem do szkoły i powiedziałem, że chcę przygotować dyplom. Powiedzieli, że ok. Moja przyjaciółka zasugerowała mi nawet promotorkę. Tak poznałem Joannę Pawłowską, która przywróciła mi wiarę w siebie i powiedziała, że to co robię jest fajne i ciekawe.

Czyli pierwsze zdjęcia powstały jeszcze przed dyplomem?
Tak, wtedy trwała faza na Tumblra, wszyscy zakładali konta i wrzucali swoje prace, więc ja też. Ludzie zaczęli do mnie pisać, że robię fajne foty, to było motywujące.

Co się zmieniło od czasu, kiedy zaczynałeś?
Nigdy nie jestem pewny tego, co robię. Czym dłużej zajmuję się zdjęciami, tym mniej ich powstaje. Im większą mam wiedzę, tym większą uwagę zwracam na detale i robi się ciężej. Kilka lat wcześniej wszystko mi się podobało. Teraz z 30 zdjęć podobają mi się 4. To chyba normalne…

Są granice, których nie przekraczasz?
Raz miałem taką sytuację, że umówiłem się z gościem w Berlinie na mocne akty w parku w nocy. Miałem wrażenie, że to będzie kontrowersyjne - nagi, umięśniony facet po czterdziestce na placu zabaw. Potem zobaczyłem, że to jednak nie jestem ja, pokazywanie w pełni nagości nie jest w moim stylu.

Lubisz zderzać portrety z widokiem natury…
Lubię zestawiać widok natury z ludźmi, to chyba wynika z mojego romantycznego podejścia. Taki wątek pojawia się często na wystawach, bo kuratorzy chętnie go podchwytują. Z identycznego zbioru zdjęć, przy drobnej modyfikacji, można za każdym razem stworzyć nową, inną historię.

Skąd takie romantyczne podejście?
Chyba wiem, skąd się to wzięło. Urodziłem się na Podkarpaciu, w małej miejscowości. Z dzieciakami z bloku stworzyliśmy paczkę przyjaciół, która przetrwała wiele lat, właściwie mamy kontakt do dzisiaj. Będąc dziećmi, sami organizowaliśmy sobie miejsca zabaw, spotkań. Kiedy byliśmy starsi robiliśmy ogniska albo wybieraliśmy się na dalsze wędrówki za miasto. Były wakacje, a większości z nas nie było stać na wyjazdy wakacyjne. Myślę, że stąd wziął się ten letni, melancholijny nastrój moich zdjęć. Wracam w nich do dzieciństwa.

Nie za wcześnie na wspominanie?
Czuję, że moje pokolenie jest nostalgiczne. Kiedy byliśmy dziećmi, w szkole nam wmawiano, że powinniśmy się uczyć, zdobywać najwyższe oceny, iść na studia i zostać ludźmi sukcesu. Nikt nam nie powiedział wtedy, że to kłamstwo. Odebrano nam wybór tego, co chcemy robić w życiu w imię „świetlanej" przyszłości. A na koniec słyszymy, że jesteśmy roszczeniowym pokoleniem. Może też ten powrót do dzieciństwa z lat 90. bierze się stąd, że mamy dość ciągłej presji i bezpodstawnego oceniania.

Co powiesz na taką łatkę - Krystian Lipiec, fotograf gejowski?
Oczywiście fotografia gejowska jest bardzo ciekawa, ale zauważyłem ostatnio, że bardzo dużo grafik czy obrazów przedstawiających akty seksualne mężczyzn robią kobiety, a nie mężczyźni. To mnie bardzo intryguje, czemu kobiety lubią takie rzeczy - może są ciekawe? Ja wolę upłynniać takie podziały, patrzeć ponad nimi.

Z którą fotografią łączą się specjalne wspomnienia?
Najczęściej robiłem zdjęcia przyjaciołom, ale nie mojej siostrze. Ona jest wychowana w zupełnie innym środowisku. Nigdy nie prosiłem jej o pozowanie, bo myślałem, że tego nie zrozumie. Okazało się jednak, że jest bardzo otwarta na moje dziwne pomysły i zaczęła pozować. To jest ciekawe, że szukamy gdzieś daleko, tymczasem kogoś inspirującego mamy zaraz obok siebie. Zdjęcie, na którym widać plecy kobiety na tle drzew, to właśnie moja siostra. Pamiętam, że poszliśmy wtedy po prostu na spacer i nie zapowiadało się, że przy okazji zrobię jej to zdjęcie, to było całkowicie spontaniczne.

A jakie opinie ludzi są dla ciebie najcenniejsze?
Lubię szczerą krytykę i wdawanie się w dyskusję. Wtedy wychodzi na jaw, że komuś bardzo podoba się zdjęcie, które przez resztę zostało pominięte. Często to też moje ulubione zdjęcie, ale nigdy nie miałem na tyle odwagi, żeby pokazać je na wystawie i go bronić. Takie sytuacje pokazują coś banalnego, ale prawdziwego: jeśli chcesz coś bardzo robić i czujesz, że tylko to przynosi ci szczęście i satysfakcję, to po prostu to rób i nie zastanawiaj się, co myślą inni. Może za kilka lat okaże się, że ktoś doświadczony podejdzie do ciebie i powie: „Zajebiście to robisz, rób tak dalej".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcia: Krystian Lipiec

Tagged:
sztuka
płeć
krystian lipiec