polska ma nowy produkt eksportowy

Stajemy się światowym liderem... tylko czy jest się z czego cieszyć?

|
31 Maj 2016, 11:25am

źrodło: Flickr

Stella McCartney, Vivienne Westwood to znane ekologiczne aktywistki, w ich kolekcjach naturalne futro nigdy nie zaistnieje, ostatnio dołączył do nich Giorgio Armani, co było jasnym sygnałem dla fashionistów. Świat się zmienia, współczesny luksus to już nie norki, nie można czerpać przyjemności z cierpienia zwierząt. I choć po drugiej stronie barykady wciąż mocno trzyma się Karl Lagerfeld, król sensacji, który z dumą ogłosił, że zaprojektowane przez niego dla Fendi futro warte jest milion euro, to trzeba przyznać, że ma wokół siebie coraz mniejszą świtę, bo nawet jeśli ktoś uwielbia miękkość i lekkość naturalnego włosia, to współczesne sztuczne futra z łatwością je zastąpią.

Tymczasem jak donosi Rzeczpospolita, Polska ma nowy produkt eksportowy i są to skóry zwierząt futerkowych. Na terenie kraju działa około 750 ferm, a nich cierpią miliony norek, lisów, jenotów…

Żeby lepiej poznać realia, porozmawialiśmy z Pawłem Rawickim ze stowarzyszenie Otwarte Klatki.

Dlaczego przy ogólnym spadku tendencji na świecie, polskie hodowle kwitną?
W Polsce od ok. 10 lat wciąż rośnie liczba ferm i zwierząt futerkowych, a teraz jeszcze powoli wchodzi zakaz hodowli zwierząt na futro w kilku krajach europejskich, np. Holandii, gdzie jeszcze niedawno produkcja była większa niż w Polsce. Holenderscy hodowcy przenoszą się na nasze terytorium.

Ale od kilku lat jest coraz więcej protestów przeciw fermom. Już poza kwestią ochrony zwierząt protestują lokalni mieszkańcy, którzy nie chcą mieć w swoim sąsiedztwie takich inwestycji, ze względu na stan środowiska, zapach i ucieczki zwierząt.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

W jakich warunkach żyją zwierzęta na fermach w Polsce?
Na całym świecie, bez względu na to, czy są to Chiny, Norwegia, czy Polska zwierzęta hodowane są w prawie identycznych zadaszonych drucianych klatkach, przeważnie w długich pawilonach. Są karmione i mają dostęp do wody i według hodowców to wystarczy. W takich klatkach na powierzchni 2m² przebywają dwa lisy. One się tam rodzą się właśnie teraz w okolicach czerwca, przez dwa miesiące będą żyć w klatce z matką, później zostaną rozdzielone a w grudniu zabite. Tak naprawdę jedyne 2 momenty, kiedy są wyjmowane z klatki to właśnie, chwila, gdy są odbierane matce i drugi raz, kiedy są prowadzone na ubój. Przez te pół roku życia zwierzęta nie mają dostępu do otwartej przestrzeni. Ten sam gatunek lisa, który nie jest hodowany na futro, tylko żyje np. w zoo według prawa potrzebuje przestrzeni nie mniejszej niż 20 m². Lisy na fermie mają według prawa tylko 1m².

Takie realia w ogóle nie odpowiadają zwierzętom, które są półdzikimi drapieżnikami. Dlatego często na fermach dochodzi do agresji między zwierzętami, pogryzień, kanibalizmu.

Czy nie można wpłynąć na hodowców, żeby przynajmniej zmienili warunki?
To jest praktycznie niemożliwe. Przykłady Szwajcarii i Szwecji pokazują, że kiedy warunki zostały zmienione, na dużo lepsze dla zwierząt, to hodowle przestały być opłacalne.

Jeśli udaje się coś zmienić, jest to totalny zakaz hodowli zwierząt na futro niektórych gatunków, z odpowiednim okresem przejściowym, np. w Holandii trwa 12 lat.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Stasia Wąs
Zdjęcie główne: Flickr