niby o kosmetykach

Monia Kucel opowiada o Elemencie Żeńskim, nowej stronie o kosmetykach, choć tak naprawdę to dziewczynach.

tekst i-D Staff
|
04 Marzec 2016, 4:35pm

Niektórzy latami tkwią w nie do końca satysfakcjonujących układach, pracowych czy uczuciowych, wychodząc z założenia, że lepsze jest wrogiem dobrego. Są jednak osoby, które od lekko podśmierdującego ciepełka tego, co dobrze znane i bezpieczne, wolą ekscytację i niepewność związane z podejmowaniem coraz to nowych wyzwań. Na przykład taka Monia Kucel. W 2007 roku stworzyła Vintage Hunters, jeden z pierwszych (i moim zdaniem najbardziej stylowych) w Polsce vintage'owych blogów sklepów. Kilka lat później ogrzała nam zimę wełnianymi czapkami pod szyldem Córki Rybaka. Do niedawna pisała rubrykę kulinarną w magazynie Zwykłe Życie, prowadząc w międzyczasie prawdziwe zwykłe życie: rodzinne i towarzyskie. W styczniu wystartował jej kolejny projekt: Element Żeński, o którym opowiedziała, popijając jaśminową herbatę i cierpliwie tarmosząc mojego stale domagającego się pieszczot psa.

Co ty znowu wymyśliłaś?
A nic takiego, Element Żeński wymyśliłam. Razem z Paulinką Puchalską stworzyłyśmy stronę, która polega na tym, że gadamy z różnymi fajnymi dziewczynami o tym, jak dbają o siebie, co sprawia, że czują atrakcyjne, za jakimi dziewczynami oglądają się na ulicy, co czują, gdy widza siebie na zdjęciach. Niby o kosmetykach, ale tak naprawdę o poczuciu piękna. Lubię podejrzeć, jakich kosmetyków używają osoby, które z różnych powodów lubię i szanuję. Niektóre dziewczyny nie zdradzą, gdzie kupiły fajny ciuch, ale zawsze chętnie podzielą się swoimi opiniami na temat kremu czy podkładu.

Skąd pomysł na taką stronę?
Nosiłam go w sobie już od czasów Mediolanu, czyli lat 2010-2012. W ciągu dnia pracowałam w agencji literackiej, a wieczorami robiłam na drutach i szukałam w necie modowych i kosmetycznych inspiracji. Pamiętasz, jak razem przy butelce wina oglądałyśmy makijażowe tuturiale Lisy Eldridge? Wciąż jednak brakowało mi strony, na której mogłabym pogadać o kosmetykach z innymi dziewczynami. W końcu taka strona powstała, ale i te dziewczyny, i ich kosmetyki są z innego świata, niż mój. Postanowiłam więc stworzyć miejsce dla mnie i moich dziewczyn. Chciałam uniknąć czysto kosmetycznych tematów i postawiłam na rozmowy w konkretnych kontekstach, na jakie przykład polskie kosmetyki kupują i wywożą za granicę Polki mieszkające poza krajem. Albo odwrotnie: jakie kosmetyki przywożą zza granicy mieszkające w Polsce cudzoziemki. Są też dłuższe rozmowy o tym, co rozumiemy przez piękno - przepytałyśmy między innymi Olę Niepsuj czy Alę Gabillaud.

Nazwałaś stronę „Element żeński". Czym jest dla ciebie kobiecość?
Nie lubię słowa „kobiecość". Jest dla mnie obarczone ciężarem stereotypów. Nidy nie czułam się kobieca zgodnie z obiegowym wyobrażeniem o kobiecie. Całe życie noszę krótkie włosy, nie chodzę w sukienkach.

I dlatego zamiast słowa „kobiecy" macie w nazwie „żeński", który brzmi jakoś tak bardziej naukowo, niepodważalnie, a jednocześnie neutralnie.
Dokładnie tak, jak mówisz. Słowo „kobieca" jest dla mnie nacechowane, zawiera ocenę. Trudno mi się przez to przebić. Zdecydowanie bardziej lubię pojęcie „dziewczyńskość". Ma w sobie siłę, energię, świeżość. Pasuje nawet do starszej pani ze świeżym spojrzeniem.

W waszych wywiadach powtarza się pewne pytanie, więc sama też musisz na nie odpowiedzieć: za jakimi dziewczynami oglądasz się na ulicy?
Zdecydowanie za stylowymi dojrzałymi kobietami. Takimi od czterdziestki w górę. Szukam pocieszenia, że można wyglądać dobrze niezależnie od wieku. Gdy widzę taką panią, oddycham z ulgą. Wiem, że jest to możliwe. Że podział na wiek to kolejna matryca, która nas ogranicza. Ja będę zawsze dziewczyną, nawet z siwymi włosami. Jestem tego pewna. Chodzi mi oczywiście o nastawienie, zachowanie świeżości i entuzjazmu.

À propos matryc i ograniczeń: istnieją mężczyźni, którzy nie wstydzą się swojego elementu żeńskiego, jak np. zmarły niedawno David Bowie. Którzy z nich są dla ciebie najbardziej inspirujący?
Mój chłopak. Kuba nie jest męski w klasycznym pojęciu tego słowa. U nas cechy męskie i żeńskie się przeplatają i uzupełniają. Kuba jest spokojny, cierpliwy, łagodny, ja mam więcej cech dominujących, jestem bardziej agresywna. Totalne odwrócenie ról, oczywiście w stereotypowym wyobrażeniu mężczyzny i kobiety. Kuba nie boi się emocji, lubi chodzić ze mną po lumpeksach i targach staroci. Mogę z nim pogadać o ubraniach, wysłucha nawet o kosmetykach. Nie jest zazdrosny ani zaborczy. Nie porównuje się do innych mężczyzn. A przy tym ma w sobie ogromną siłę, wyrobione opinie i poglądy. Pociąga mnie jako mężczyzna, ale uwielbiam w nim brak typowych męskich cech. Bije z niego siła osobowości, a nie płci. Oprócz Kuby, z osób publicznych, to oczywiście David Bowie. Postać poza wszelkimi podziałami.

W dobie afer o parytety - rozważasz zaproszenie na stronę przedstawicieli elementu męskiego?
Element Żeński nie ma nic przeciwko mężczyznom. Będziemy ich przepytywać o mamy i dziewczyny. Ale ta strona z założenia jest od dziewczyn, dla dziewczyn, o dziewczynach. Punktem wyjścia do każdej rozmowy są oczywiście kosmetyki, ale chodzi nam o pokazanie, że każda z nas jest inna, a w nas wszystkich jest ogromna siła, potencjał i nietuzinkowość.

Co sprawia, że czujesz się piękna?
Jest kilka rzeczy… Ale chyba muszę znów wrócić do Kuby. On też nie ma w stosunku do mnie oczekiwań, bym była kobieca w stereotypowym znaczeniu tego słowa. A jednocześnie sprawia, że czuję się sexy. To bardzo uwalniające. Pomogło mi zrozumieć, że można być „kobiecą" zupełnie w inny sposób. Bez cycków w push-upie i butów na 12-centymetrowej szpilce. A zresztą, najlepiej to podsumowuje wiersz Szymborskiej „Portret kobiecy".

Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie, po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.

Tyle definicji słowa „kobiecość", ile na świecie kobiet.

Masz wizję przyszłości Elementu Żeńskiego? Jakieś konkretne plany i nadzieje?
Szczerze mówiąc, nie mam ani wizji, ani planu. Fajnie, gdyby projekt zaczął na siebie zarabiać, ale to dodatkowa gratyfikacja, a nie główny cel. Może to mało rozsądne podejście, ale od zawsze działam w ten sposób. Uważam, że jeśli za czymś stoi prawdziwa idea, jeśli prawdziwy człowiek z prawdziwymi uczuciami robi coś, w co wierzy, to w końcu trafi to do ludzi, bo jest szczere.

Podczas gdy ty pielęgnujesz swój Element Żeński, co będzie z Córką Rybaka?
Po pierwsze, niedługo wiosna, więc chwilowo nie będzie zapotrzebowania na czapki. Poza tym wiesz, już od dawna umiem na drutach zrobić coś więcej, niż czapkę. Po 4 sezonach czas na przerwę.

A co będzie potem?
Nie wiem, wszystko jest możliwe.

Element żeński

Kredyty


Tekst: Paulina Gorzkowska
Zdjęcia: Kuba Dąbrowski

Tagged:
płeć
moda wywiady
monia kucel
monika kucel