wady, które stają się zaletami

Poznajcie dziewczyny przekuwające silną nienawiść do własnego ciała w pozytywną, twórczą moc.

tekst Tish Weinstock
|
12 Styczeń 2017, 5:30pm

W ciągu swojej kariery Ashley Armitage zawsze starała się burzyć schematy, szczególnie jeśli chodzi o nierealistyczne kanony piękna oraz reprezentowanie różnorodnych ludzi. Miała dość sposobu, w jaki w mediach przedstawiano kobiecość oraz nieustannego propagowania wizerunku chudej, pełnosprawnej białej ciskobiety. Dlatego stworzyła „Bedroom Series", kolekcję intymnych portretów dziewczyn w ich najbardziej osobistej przestrzeni: sypialni. Ashley nie godziła się także na marginalizację artystek LGBT+ oraz kobiet o różnych kolorach skóry, więc założyła Girls by Girls Agency — internetową platformę, która ma je reprezentować. W najnowszym projekcie fotograficznym postanowiła zaprezentować kobiety różnych ras. Jej znakiem rozpoznawczym są pastelowe odcienie, utożsamiane przeważnie z wybielonym feminizmem. Ashley pokazuje indywidualistki, każdą z inną historią i przeprowadza wywiad z każdą z nich. Jednoczy je wspólny cel — te modelki, fotografki i stylistki podważają istniejące standardy urody oraz brak różnorodności w kulturze wizualnej.

Claire Joko-Fujimoto, modelka, stylistka
@gucci__low__life
Chodziłam z Claire do szkoły, ale nigdy nie trzymałyśmy się razem, bo była kilka lat starsza. Potem dołączyła do tego samego lumpeksu, w którym pracowałam na pół etatu i zbliżyłyśmy się do siebie. Do tego studiuje modę i stylizację, więc latem spotkałyśmy się przy pierwszej sesji i od razu się dogadałyśmy. Teraz ciągle współpracujemy.

Jak myślisz, czemu to ważne, by pracować z dziewczynami, osobami o różnych kolorach skóry oraz LGBT+?
Dorastając, czułam, że nie mam prawdziwych wzorów do naśladowania. Przez ich brak wierzyłam, że coś było ze mną nie tak. Byłam inna, niewystarczająco dobra. To motywuje mnie, by reprezentować ludzi, których zazwyczaj się nie pokazuję. Chcę, by następne pokolenie kobiet i dzieciaków LGBT+ o różnych kolorach skóry dorastało z realistycznymi, wielowymiarowymi wzorami do naśladowana. Z ludźmi, którzy wyglądają, jak wyglądają i pochodzą, skąd pochodzą.

Co cię pociąga w modzie i stylizacji?
Dawniej postrzegałam swoje ciało jak w krzywym zwierciadle, bo jestem plus size, co wpłynęło na moje wybory estetyczne. Przez to, jak je postrzegałam, chciałam zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby je ukryć. Zaczęłam tworzyć wizerunek, który moim zdaniem wykraczał poza rozmiar, wagę i sylwetkę. To ukształtowało moją współczesną wizję. Przez moje nietypowe ciało myślałam, że muszę być najlepsza, najseksowniejsza, najmodniejsza, żeby odwrócić uwagę od karygodnego ciała. W kilka lat przeszłam od obserwowania mody z zewnątrz do wystarczająco wysokiej pewności siebie, by pomyśleć o wpłynięciu na branżę. To, co uważałam za największą wadę, okazało się największą zaletą i źródłem inspiracji przy stylizowaniu. Niezwykle silna nienawiść do własnego ciała zmieniła się w pozytywną, twórczą moc.

Amanda Ochoa, modelka
@la_mala_noche
Amanda jest jedną z moich najlepszych przyjaciółek w Seattle. Poznałyśmy się w niezwykłych okolicznościach. Gdy ukończyłam studia, zorganizowałam imprezę z karaoke, która trwała do późna. Byłam w swoim mieszkaniu z jakimiś sześcioma osobami. Okna były otwarte, więc słychać nas było na ulicy o 3 rano. Amanda z koleżanką przechodziły akurat ulicą i nawiązałyśmy kontakt wzrokowy. Machaliśmy do nich, żeby weszły do środka, chociaż jej nie znaliśmy. Dołączyła do nas i śpiewałyśmy razem do 4 rano. To było bardzo niespodziewane. Teraz się przyjaźnimy i ciągle organizujemy razem sesje.

Wspomniałaś, że nie pozujesz dla siebie, ale dla innych. Co miałaś przez to na myśli?
Pozuję dla każdego, komu kiedykolwiek brakowało wiary w siebie. Chcę pokazać, że mam ciało, które jest inne i z którym można się utożsamiać. Tak jak większość ludzi, borykałam się z własnymi kompleksami i problemami związanymi z ciałem. Od pierwszej klasy aż do liceum dokuczano mi przez moje owłosienie. Gdy skończyłam 20-stkę, katowałam się, by zachować niezdrowo niską wagę. W końcu dotarłam do punktu, w którym darowałam sobie wpasowywanie się w nierealistyczną sylwetkę. To nie dla mnie. Teraz to nie wpływa na mnie tak mocno, jak kiedyś. Od czasu do czasu nadal czuję się niepewnie, ale zachwyciło mnie, że ludzie mi gratulują, a obserwowanie krągłego ciała dodaje im siły. Pokazywałam swoje ciało i nadal będę to robić, by pomagać ludziom docenić siebie, bez względu na sylwetkę. To właśnie dla nich pozuję.

Czy sądzisz, że reprezentowanie różnych ludzi jest ważne?
Oczywiście. Nawet bardziej niż kiedykolwiek. Informacje i obrazy są teraz tak łatwo dostępne. Szczególnie te utrzymane w duchu body positive. To niesamowicie ważne, by dzielić się tym z młodymi odbiorcami. Na nich wywiera to największy wpływ, będą mogli obserwować coś, co niewielu z nas miało dorastając. Każdy jest inny, wewnętrznie i zewnętrznie — konsumowane przez nas obrazy powinny to odzwierciedlać.

Samia Hampstead, modelka
@samiahamps
Samia i ja od dawna obserwowałyśmy się na Instagramie. Gdy byłam w Nowym Jorku latem, zorganizowałam casting na Instagramie. Zrobiłyśmy sesję w starej, uroczej posiadłości z Airbnb i świetnie się bawiłyśmy. Modelki o innym kolorze skóry niż biała odwalają kawał roboty, bo infiltrują białą branżę i podkopują jej fundamenty. Obserwujemy prawdziwy aktywizm, bo ona się przebija, wszyscy ją widzimy, a inni ludzie podobni do niej mogą brać z niej przykład.

Jak pracuje ci się z białymi fotografami? Jak to się różni od pracy z fotografkami i ludźmi różnych ras?
Różnicą jest poczucie komfortu. O wiele łatwiej być sobą przy kobietach i ludziach o innym kolorze skóry niż biała, bo czujemy ze sobą inną więź niż z białymi mężczyznami. Męczymy się w systemie zbudowanym przeciwko nam przez większość czasu, jeśli nie przez cały. W związku z obecnymi wydarzeniami ze świata oddychamy z ulgą, spotykając ludzi o podobnych poglądach.

Czy masz nadzieję, że w przyszłości media będą zróżnicowane i sprawiedliwe?
Oczywiście. Sądzę, że warto do tego dążyć. Jak tam dotrzeć bez nadziei? Musimy działać razem, żeby media stały się lepszym medium dla wszystkich. Chciałabym udać się na spacer albo przejażdżkę i zobaczyć bilbord z dziewczyną, która wygląda jak ja.

Elizabeth Sanchez, fotografka
@zabaay
Elizabeth również jest jedną z tych osób z Instagrama, które potem poznałam w prawdziwym życiu i pracowałam z nimi przy sesji. Elizabeth jest fotografką, mieszka w Nowym Jorku. Jej prace są jak ze snów: kolorowe i nostalgiczne. Zawsze zachwycam się jej nowymi zdjęciami.

 Jak opisałabyś panujący kanon piękna? Jak podważasz go swoimi pracami?
Myślę, że kanon urody kobiet — szczególnie w tym społeczeństwie — może szkodzić. Przez niego czujemy, że musimy wyglądać w pewien sposób, żeby uchodzić za piękne. Nie uważam jednak, że moje prace podważają ten kanon, nie staram się go burzyć. Po prostu pokazuję kobiety, które są pewne siebie i świetnie się czują w swojej skórze.

Dlaczego reprezentowanie różnych ludzi jest ważne?
To bardzo ważne, bo daje im szansę, by z kimś się identyfikować. Jeśli ciągle będę robić zdjęcia tego samego typu urody, mniej osób będzie mogło utożsamiać się z człowiekiem na zdjęciu. Kiedyś tak robiłam, ale w końcu z tego wyrosłam, zaczęłam fotografować różnych ludzi, dzięki czemu bardzo się rozwinęłam. Szczerze mówiąc, nadal pracuję nad tym aspektem moich prac. Myślę, że wciąż mogę znaleźć bardziej różnorodne dziewczyny.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Byłam chora psychicznie

Ciała w ruchu

Młodzi fotografowie: Raffaele Cariou

Kredyty


Zdjęcia: Ashley Armitage

Tagged:
LGBT+
Kultura
Ashley Armitage
różnorodność