muzyka taneczna na kole podbiegunowym

Ben Davis stworzył zapierający dech w piersiach film dokumentalny „Northern Disco Lights”, który prowadzi nas przez niesamowity proces powstawania muzyki nie z tej ziemi.

tekst Hannah Ongley
|
25 Kwiecień 2017, 4:13pm

still from 'northern disco lights'

Na początku historii powstania większości gatunków muzyki tanecznej pojawia się odrobina buntu i sprzeciwu. Muzyka house z Chicago wywodzi się z czarnej, queerowej społeczności. Dzieciaki zafascynowane muzyką rave w Wielkiej Brytanii zapełniały podziemne magazyny oraz pola na odludziu podczas okresu sprawowania władzy przez Margaret Thatcher. Norwegia - odizolowana, zimowa magiczna kraina ostatnio zdecydowanie bardziej kojarzona jest z zaskakująco niskimi wskaźnikami dotyczącymi jesiennej depresji niż z zabrudzonymi, podziemnymi klubami. A jednak lodowate miasto, jakim jest Tromsø to miejsce, gdzie narodziła się muzyka house i disco nie z tej ziemi.

Ben Davis, jeden z założycieli brytyjskiej wytwórni Paper Recordings z lat 90., przemierzył Tromsø, Oslo oraz Bergen, by udokumentować korzenie tego unikatowego norweskiego brzmienia. Skupił się również na nastolatkach, które tworzyły je w swoich piwnicach oraz sypialniach — często podczas miesięcy, gdy kraj jest pogrążony w całkowitych ciemnościach przez całą dobę. Jego film „Northern Disco Lights" zawiera wywiady z miażdżącą liczbą 67 DJ-ów, przyjaciół oraz fanów. Między innymi jest to Bjørn Torske, Prins Thomas, DJ Strangefruit, Lindstrøm, Annie oraz Mental Overdrive. Dzięki temu powstał zapierający dech w piersiach portret geograficznego osamotnienia, pragnienia ucieczki, tragedii osobistej oraz nieskażonego hedonizmu. Porozmawialiśmy z Benem o tym, jak krajobraz potrafi przenikać muzykę oraz jak muzyka tworzy świat.  


„Northern Disco Lights" to twój pierwszy film. Co zainspirowało cię, by uchwycić tę specyficzną scenę muzyczną?

W ostatnim czasie szukaliśmy nowych wyzwań, ponieważ nasza wytwórnia Paper Recordings działa już przez 25 lat. Poszliśmy na spotkanie z Norway Music w sprawie finansowania projektów i rzuciliśmy paroma pomysłami. Akurat byliśmy zainteresowani kwestiami finansowania jednego z naszych norweskich artystów - Proviant Audio. Wtedy po namyśle zaproponowaliśmy film o norweskiej muzyce tanecznej. Stwierdzili, że to naprawdę dobry pomysł. Kiedy wyszliśmy, wraz z Petem, uznaliśmy, że to jest wyzwanie, którego poszukiwaliśmy.

W jakim stopniu byłeś zaznajomiony z norweską muzyka taneczną, zanim wziąłeś udział w tym projekcie?

To był zdecydowanie element, który chciałem zgłębić nawet dla samego siebie. Mamy dużo wspólnego z Norwegią poprzez naszych artystów, lecz myślę, że genezą pomysłu była [nasza ciekawość] dlaczego disco odbiło się takim szerokim echem po Norwegii. Muzyka disco swoje korzenie ma w gejowskich klubach dla czarnoskórych mężczyzn w Nowym Jorku, a Norwegia to przecież skandynawski kraj pełen białych ludzi na końcu północnego koła podbiegunowego. Lubię tamtejszych ludzi i ich muzykę. Jest w niej coś dziwnego. Na pierwszy rzut oka wszystkie skandynawskie kraje mają wysoki poziom życia oraz bardzo mocną i dużą klasę średnią. Nie ma dużej przepaści między bogatymi i biednymi. To bardzo bezpieczne. Jednak w Norwegii z pewnością istnieje ten szalony, ukryty nurt, który jest unikalny i nie można porównać go do żadnego innego.

Skąd pochodzi określenie „kosmiczne disco"?

Myślę, że to jedna z tych rzeczy, która przywarła i tam już utknęła. Teraz uważam, że nie jest to odpowiednie określenie. Kiedy Lindstrøm oraz Pins Thomas wypuścili po raz pierwszy swoją muzykę, można jej było przypisać tę łatkę. Sądzę, że w tej norweskiej muzyce tkwi psychodelia oraz dziwaczność, lecz jest to dosyć spore uogólnienie. Słuchasz Mental Overdirve i słyszysz techno, słuchasz Bjorna Torske i słyszysz coś innego. Wydaje mi się, że między współczesnym brzmieniem norweskiej muzyki a utworami Lindstrøm jest zawiązana pętla. Strangefruit brzmi, jakby nie był z Norwegii. Kiedy dorastałem, była tylko jedna radiostacja, która grała śmieciową, mainstremową muzykę. Dlatego wydawało się to zupełnie inne.

Zdecydowanie kojarzy się to z ucieczką i możliwościami, a nie z konkretnymi dźwiękami.

Tak. Jak to powiedział Strangefruit? Stworzył swój własny świat z muzyki, której słuchał. Strangefruit trafił na magiczną kasetę. Leżała na jego stoliku bez żadnego podpisu i ją włączył. Była to kaseta z nagraniem z Paradise Garage na KISS-FM, jakby z innej planety. Nie wiedział skąd jest ani kto ją nagrał. Po prostu do niego trafiła.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

KISS-FM, Paradise Garage oraz importowane brytyjskie muzyczne magazyny i zagraniczne płyty zdecydowanie wpłynęły na brzmienie tanecznej muzyki w Norwegii. Jak trudny był do nich dostęp przed czasami internetu?

Przez to, że są tak daleko, trzeba kopać głęboko. Moim zdaniem gdziekolwiek jesteś, jeżeli interesuje cię muzyka, próbujesz się o niej dowiedzieć czegoś więcej. Na pewno można powiedzieć, że w latach 80. i 90. to Wielka Brytania była centrum wszystkiego. Istniało silne połączenie między Norwegią a Wielka Brytanią. Oni kupowali muzyczne gazety oraz płyty na specjalnych wycieczkach. Właśnie tam znajdowali mnóstwo inspiracji. Norwegia była bliżej Wielkiej Brytanii niż Nowego Jorku.

W filmie dokumentalnym DJ-e opowiadają o puszczaniu w radiu wszystkiego, od techno z Detroit po seks na żywo. Audycje Lindstroma oraz Prinsa Thomasa w audycji BBC Essential Mix były bardzo eklektyczne. Obejmowały muzykę takich artystów jak Giorgio Moroder, Demis Roussos (grecki piosenkarz z lat 70.) oraz Fleetwood Mac.

Rzeczywiście był to spory eklektyzm. Wcześniej, jeśli byłeś DJ-em, zazwyczaj przypisywano cię tylko do jednego gatunku. W Norwegii całkiem powszechne jest puszczanie czegokolwiek, dopóki zapewni to parkiet pełen ludzi. DJ-e mogą grać dosyć tandetne utwory, a i tak uchodzi im to na sucho. Todd Terje jest tego świetnym przykładem. Tworzy tandetne kawałki, jednak udaje im się nie ocierać o śmieszność. Kiedy słuchasz ostatnich miksów Prinsa Thomasa - ostatnio prowadził Beats in Space - słyszysz zwariowaną, odjechaną i awangardową muzykę. Norwegowie nie myślą gatunkami jak reszta świata. Myślę, że to powód ich długiej obecności na scenie muzycznej. Oni są naprawdę zainteresowani muzyką.

Stosunkowo nieznana historia Erota, który zmarł z powodów słabego stanu swojego serca w wieku 23 lat, jest wyjątkowo dotkliwa. Czy od początku wiedziałeś, że zostanie integralną częścią historii przedstawionej w filmie?

Historia Erota to zdecydowanie główny punkt filmu. Byłem świadomy, gdy zaczynaliśmy film, że zmarł, a jego utwory mi się bardzo spodobały. Zdecydowanie był na moim radarze. Był jednym z pierwszych, którzy odnieśli coś w rodzaju globalnego sukcesu oraz przetarł szlaki innym. Jego talent był ogromny. Zmarł tak młodo, a jeśli posłuchasz teraz jego utworów, nadal brzmią znakomicie. Słychać, jak jego brzmienie rozwinęło się w bardzo krótkim czasie. Film miał dwa cele. Pierwszy z nich to sprawienie, by Bjørn Torske został bardziej doceniony jako artysta, a kolejny to rzucenie trochę więcej światła na karierę Erota.

Kocham to, że ponownie wypuściłeś „Song for Annie" Erota z okazji Record Store Day. To przepiękny kawałek i większość jego muzyki trudno znaleźć online.

Mieliśmy sporo kłopotów z prawami do jego twórczości. Większość jest na winylu, dlatego na filmie słychać z nich muzykę. Naprawdę szkoda, ponieważ jest parę rzeczy, które chcielibyśmy wypuścić, ale nie moglibyśmy wypuścić na sprzedaż muzyki skopiowanej z winyli. Zapewne nagrania gdzieś istnieją, ale nie jesteśmy w stanie wszystkich ich znaleźć.

Powiedz mi więcej o powiązaniu między Toddem Terje a Erotem. Siostra Todda się z nim przyjaźniła.

Tak. Uważam, że Todd Terje jest duchowym spadkobiercą po Erocie. Mają między sobą drobne powiązanie. I wspomina o nim jedynie Bjørn. Jest w tym jednak coś konkretnego. Nie chodzi o to, że Erot był jego mentorem, ale czuję, że Todd osiągnął to, co Erot zrobił 15 lat temu.

Jak ci szło pozyskiwanie oraz selekcjonowanie archiwalnych materiałów? Stare kasety VHS z podziemnych rejwów z lat 90. są niesamowite.

Mój boże! Spędziłem tygodnie, odkopując te rzeczy. Najtrudniejsze było zdobycie materiałów wideo. Wszyscy znali kogoś, kto miał coś na strychu swojej babci 10 kilometrów stąd. Dużo czasu zajęło ściąganie tych rzeczy. Kiedy DJ dał nam materiał z rejwu, wyciągnęliśmy szampana. Obecnie każdy nagrywa wszystko. Kiedyś zazwyczaj był jeden koleś, który dużo nagrywał. Cała reszta nie robiła nic. Dlatego byliśmy bardzo szczęśliwi, kiedy to dostaliśmy. Był to inny koleś, który zaczął robić film o scenie techno z Tromsø. Nigdy go nie skończył, dlatego byliśmy w stanie mu zapłacić. Widok poruszających ludzi jest zdecydowanie mocniejszy niż zdjęcia.

Rozległe ujęcia krajobrazów z drona są również zdumiewające. To naprawdę pokazuje jak odizolowana wydaje się ta część świata, szczególnie zimą, gdy słońce nie wschodzi.

Od początku zależało mi, żeby zgromadzić jak najwięcej tego typu materiałów. Według mnie krajobraz był jedną z postaci występujących w filmie. On przenika muzykę i przenika ludzi. Wyświechtanym obrazkiem kojarzącym się z Norwegią jest zorza polarna. Chciałem od tego odbiec. Krajobraz może być naprawdę dziwny, ponury i smętny. Kolejną koncepcją na jaką postawiliśmy przy uchwyceniu krajobrazu, był jego cały, krajowy przegląd. Na początku jest lodowato i zimno, potem znajdujemy się w Bergen, gdzie rośnie bujna roślinność, panuje ciepło i zieleń. Następnie lądujemy w Oslo, które jest już bardziej zurbanizowane i szare.

Czy byłeś wcześniej świadomy tego, że krajobraz odegra tak istotną role? Wydaje się być bardzo spójny z dźwiękiem.

Myślę, że rozwinęło się to dopiero kiedy zgłębiłem ten temat. Norwegia jest słabo zaludniona. Jej geografia jest również ciekawa. Patrzysz na mapę Norwegii i wydaje ci się to niewyobrażalne. Wybrzeże składa się z samych zatoczek i wszystko jest tak zagmatwane. Chciałem to pokazać. Kiedy zacząłem zadawać pytania, chciałem zbudować silniejszą relację krajobrazu z muzyką i artystami. Jednak na koniec okazało się, że był to tak naprawdę jedynie trop. Jako obserwator, nie jako Norweg, masz większe pole do popisu, jeżeli chodzi o opinię na temat scenerii.

Premiera „Northern Disco Lights" odbędzie się 29 kwietnia.

northerndiscolights.com

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Hannah Ongley

Tagged:
wywiad
muzyka
norwegia
Ben Davis