Reklama

czy vetements namówi nas na przeprowadzkę do zurychu?

Kolektyw braci Gvasalia opuszcza Paryż i przenosi się do miejsca narodzin dadaizmu. Okazuje się, że teraz też sporo się tam dzieje.

tekst Fabienne Stephan
|
08 Maj 2017, 3:05pm

Photography Willy Vanderperre. All clothing Vetements fall/winter 16. [i-D The Futurewise Issue]

W zeszłym miesiącu Demna i Guram Gvasalia — główny projektant oraz dyrektor zarządzający najbardziej wpływową i awangardową marką Paryża — ogłosili, że przenoszą swój kolektyw do Zurychu, miasta w którym nie pracują tak znane w świecie mody firmy. „Paryż zabija kreatywność. To środowisko z całym jego blichtrem jest destrukcyjne. Mam dość popisywania się i fałszywego splendoru", Guram powiedział szwajcarskiej gazecie Tages Anzeiger. „Kolejną motywacją do przeprowadzki są oczywiście podatki", dodał.

Finansowe zalety prowadzenia biznesu w Szwajcarii są kuszące (panuje tam chyba jedna z najniższych stawek podatkowych dla zagranicznych korporacji i osób indywidualnych w krajach rozwiniętych). Guram podkreślił jednak, że motywacja finansowa nie była najważniejsza. Dlaczego więc wielka marka, której główny projektant jest także dyrektorem kreatywnym jednego z najstarszych, paryskich domów mody, postanowiła wynieść się z europejskiej stolicy mody?

Może tu chodzić o geografię — Zurych leży bliżej Europy Centralnej i Włoch niż modowych stolic Europy Zachodniej. Być może takiego dystansu szuka kolektyw: z dala od Londynu i Paryża, a bliżej buntowniczych subkultur nowego wschodu.

Zurych, główny ośrodek gospodarczy Szwajcarii oraz największe miasto kraju, regularnie króluje w rankingach na miasto z najlepszym standardem życia na świecie. Znajduje się godzinę drogi samolotem od wielkich, europejskich stolic. Ma także bogatą historię kultywowania działalności artystycznej. Ruch dadaistyczny narodził się w tym mieście w 1916 roku, gdy I wojna światowa targała resztą kontynentu. Neutralna Szwajcaria, a szczególnie Zurych, stały się bezpieczną przystanią dla wygnańców, centrum europejskiej awangardy.

Scena artystyczna Zurychu nadal kwitnie. W mieście znajduje się wiele galerii i wielkich muzeów (Kunsthaus, Kunsthalle, Migros Museum of Contemporary Art), to miejsce narodzin Hauser & Wirth oraz legendarnych galerii Bruno Bischofbergera oraz Thomasa Ammanna. Artystyczne przestrzenie Zurychu wspierały rozwój takich artystów współczesnych, jak Fischli Weiss, Ugo Rondinone, Urs Fischer, Walter Pfeiffer i Pipilotti Rist.

Instalacja „TAKE, PUT AND ABANDON", Stefan Brüggemann, 2017 rok. Hauser & Wirth Zürich,

Być może Zurych jest jedynym miejscem na świecie, gdzie w jednym budynku koegzystują krajowe instytucje i znane galerie sztuki, prezentujące sztukę współczesną na światowym poziomie. Jeśli Paryż faktycznie zabija kreatywność, to Zurych ją pielęgnuje.

Markus Schmutz z księgarni artystycznej Kunstgrifff wspomina, że kolejną zaletą miasta jest Zurich University of the Arts (ZHdK). Szkoła została założona w 2007 roku (po połączeniu dwóch uznanych uczelni) i przeniosła się do nowej siedziby na zachodzie Zurychu w 2014 roku. Miasto właśnie skończyło budowę nowego budynku, wartego 500 mln dolarów (prawie 2 miliardy złotych) z nadzieją, że pomoże to uniwersytetowi konkurować z najlepszymi szkołami artystycznymi świata. Za wzór stawiany jest Swiss Federal Institute of Technology (ETH), który stał się międzynarodowym zespołem ekspertów. Zbierają się w nim uznani profesorowie i najlepsi studenci z całego świata.

Wśród nowego pokolenia kreatywnych w Zurychu można zaobserwować wyjątkowy szacunek do tego, co stare — pewnego rodzaju fetyszyzację klasyków. Na przykład gdy ukochany, kiczowaty bar Olé Olé (istniejący od 1966 roku) miał zostać zamknięty w 2012 roku, trzy młode kobiety z doświadczeniem w branży turystyczno-hotelarskiej — Sonja Huwiler, Elena Nierlich i Ramona Bolzl — wkroczyły do akcji i przejęły przestrzeń, utrzymując zainteresowanie zarówno stałych bywalców, jak i nowych klientów. To samo stało się z Longstreet Bar, byłym klubem ze striptizem, który teraz jest tętniącą życiem miejscówką. Zurych rozwija się dzięki ciągłemu mieszaniu się różnych społeczności i pokoleń.

„Ze względu na rozmiar miasta wszystko i wszyscy są dostępni. Kulturalna dostępność panująca w tak małym mieście jest lepsza niż w jakimkolwiek innym miejscu na świecie", mówi właścicielka własnej galerii, Maria Bernheim. „Jakimś cudem nadal sądzimy, że wszystko jest możliwe i że nie ma żadnych zasad. W końcu to dom dadaistów". Nadal istnieje klub tam Cabaret Voltaire, w którym w latach 20. spotykali się przedstawiciele tego ruchu.

Połączenie różnych grup społecznych (finansistów, artystów, grafików, naukowców i badaczy) jest jedną z cech charakterystycznych Zurychu, o czym wspomina Niels Olsen. Sam jest idealnym przykładem tego skrzyżowania — jest kuratorem i pracuje w Swiss Federal Institute of Technology. „Razem z Fredim Fischlim organizuję program wystaw nazwany 'gta exhibitions' w ETH Zurich", wyjaśnia. „To instytucja powiązana z wydziałem architektury, gdzie organizujemy wystawy architektoniczne i artystyczne. Najlepszą rzeczą w ETH jest międzynarodowa sieć — wielu profesorów przylatuje co tydzień z całego świata. To niezwykle aktywna grupa, a nasze wystawy trafiają do studentów, którzy są bardzo ciekawi świata".

Olsen mówi także o bogatej artystycznej i architektonicznej historii Zurychu. „Bardzo inspiruje mnie napięcie pomiędzy jego bogatą kulturalną historią i współczesnością", mówi. „Młoda scena jest bardzo aktywna, a jednocześnie kulturowa przeszłość wciąż jest obecna. Zurych był ważnym ośrodkiem awangardy. Na przykład szwajcarscy historycy sztuki, Carola i Sigfried Giedion na początku XX wieku ściągnęli tam Jean Arp, Le Corbusiear i Jamesa Joyce'a. Jako kurator uwielbiam cofać się w czasie, by odkryć przeszłość Zurychu — malarza-wyrzutka Friedricha Kuhna, postmodernistycznych architektów Trix i Roberta Haussmannów. Staramy się rzucić światło na tych bohaterów. Radykalny program Beatrix Ruf w Kunsthalle Zurich również ukształtował współczesny dyskurs oraz pracę kuratorów".

Ruf w latach 1998-2014 prowadziła centrum sztuki współczesnej Kunsthalle Zurich. Budynek, w którym znajduje się instytucja — słynne Loewenbrau Areal — jest także domem uznanych galerii (w tym Hauser & Wirth oraz Eva Presenhuber), młodszych galerii (np. Gregor Staiger), domu wydawniczego JRP Ringier oraz Migros Museum for Contemporary Art.

Niedaleko tego gigantycznego kompleksu znajdują się nowe galerie — co ciekawe prawie wszystkie prowadzone przez kobiety. Karma International znajduje się na drugim brzegu rzeki, a Bolte Lang i Maria Bernheim na tej samej ulicy: Limmatstrasse.

Instalacja bez tytułu, Manuel Burgener, 2017 rok, Galerie Maria Bernheim.

Bernheim jest najnowszym dodatkiem na imponującej mapie tej okolicy. Otworzyła galerię w zeszłym roku, a wśród wystawianych przez nią artystów znajduje się m.in. Mitchell Anderson, który przyjechał do Zurychu z Marfy w Teksasie 9 lat temu. Anderson nie tylko tworzy prace, ale otworzył także własną galerię Plymouth Rock, która ma być przestrzenią do błyskawicznego wystawiania dzieł jego przyjaciół, gdy tylko je ukończą. „W Zurychu i Szwajcarii panuje kultura przestrzeni prowadzonych przez artystów, co zachęca do podjęcia działalności", mówi.

„Czasami galerie i instytucje szybko podchwytują pewne rzeczy, a czasem nie. Dlatego sądzę, że nie można naprawdę poznać Zurychu, jeśli nie wie się, co dzieje się w przestrzeniach prowadzonych przez artystów, takich jak Plymouth Rock, UPSTATE, Taylor Macklin itd.", mówi Mitchell. „Zorganizowałem pierwsze solowe wystawy miejscowym artystom, takim jak Urban Zellweger i Miriam Laura Leonardi, ale także pierwszą szwajcarską wystawę amerykańskiego artysty, Jeremy'ego Blake'a. Dla mnie to mocna platforma, dzięki której nieustannie mogę pokazywać pewne idee na arenie międzynarodowej, a inne ściągać do miasta".

Być może ten miniaturowy, wielokulturowy tygiel nad jeziorem jest dobrą przystanią dla Demny i ekipy Vetements. Jak mówi Lukas Haller z wydawnictwa JRP Ringier: „W Zurychu działamy jak siedmiu krasnoludków za Alpami. Robimy swoje". W Zurychu i generalnie w Szwajcarii wciąż panuje przekonanie, że można spokojnie pracować w skupieniu i idealnych warunkach, a dopiero potem eksportować wyniki. W końcu to protestanckie miasto.

Lovis Caputo, połowa duetu projektantów Kueng Caputo, mówi, że niestety młodzi kreatywni są coraz częściej zmuszani do opuszczenia pracowni w Zurychu, bo przenoszą się do nich wielkie, międzynarodowe firmy, takie jak Google. To samo dzieje się w Berlinie czy Nowym Jorku. Sieciówki otwierają swoje butiki na ulicach, które kiedyś miały złą reputację. Artyści muszą się przenosić, bo budynki, w których znajdowały się ich studia, zostają sprzedane lub zniszczone. A na czynsz w nowych budynkach ich nie stać.

W ten sposób zdaniem Lovis „zanika różnorodność". Jak mówi, coraz częściej „jedynie wielkie firmy mogą pozwolić sobie na to miasto i oczywiście nie ma czasu, by to kwestionować, bo wszyscy jesteśmy zajęci pracą, żeby nas też było stać. Gdyby każdy mógł się zatrzymać i zrobić dwa kroki w tył, pojawiłoby się więcej życia, seksu i rock'n'rolla oraz siły, by powstrzymać ekstremalnie prawicowe ruchy. Nie tylko we Francji czy Berlinie, ale także Szwajcarii".

Co ciekawe, przed Vetements w Zurychu pracował inny kolektyw wyznaczający trendy. W latach 70. Sissi Zoebeli i kolektyw Thema Selection oferowali kobietom ubrania zrobione z męskich materiałów, bawiąc się ideą androgyniczności i stroju roboczego. Robili ubrania, w których można było się buntować przeciwko statusowi quo. Wokół kolektywu skupiały się Sigmar Polke, Martin Kippenberger (która wystąpiła w jednej z kampanii), kuratorka Bice Curiger oraz... Catherine Deneuve.

Thema Selection była czymś więcej, niż tylko ubraniami. Członkinie kolektywu pomagały tworzyć feministyczne sztuki, organizowały wystawy i walczyły o prawa mieszkaniowe. Ich sklep nadal znajduje się na starym mieście, a niedawno ukazała się książka „FEMALE CHIC", pokazująca historię marki i członkiń kolektywu.

Thema Selection pojawiła się w Zurychu w bardzo konserwatywnych czasach, jako malutka marka, która się rozrosła i zawsze ceniła coś więcej niż sam styl i wygląd. Reprezentowała społeczną, polityczną i kulturalną tożsamość. Czy Vetements uda się wykorzystać Zurych jako bazę pod podobne przemyślenia, w gorącej politycznej atmosferze 2017 roku?

Kredyty


Tekst: Fabienne Stephan
Zdjęcie: Willy Vanderperre
Redaktor działu mody: Alastair McKimm
Wszystkie ubrania: Vetements jesień/zima 16
[i-D, wydanie „The Futurwise"]

Tagged:
Zürich
Μoda
sztuka
Kultura
vetements
zurych