utopijny hedonizm nowojorskich klubów

Shawn O’Sullivan nową płytą oddaje hołd subkulturze club kids oraz fotografowi Alexisowi Dibiasio, który uwiecznił ich dzikie imprezy.

|
12 maja 2017, 11:14am

Nic dziwnego, że Shawn O'Sullivan na oprawę graficzną nowego albumu „Fit For Purpose" wybrał zdjęcia Alexisa Dibiasio, przedstawiające grupę imprezowiczów z Nowego Jorku. Nowojorczyk całą karierę odkrywa peryferie techno — od wczesnej EP-ki wydanej przez wytwórnię Shifted, po debiutancki album pod pseudonimem 400PPM, który jest surowy, ambitny i bawi się klimatami z klubowych parkietów. Teraz, kiedy wykorzystał zdjęcia Dibiaso, jego poszukiwania przerodziły się w kontemplację historycznej wagi tego gatunku: „poczucie niepokoju i paniki napędzało i napędza najważniejsze ruchy kontrkulturowe, które ukształtowały kulturę klubową". Przed premierą płyty spotkaliśmy się z artystą i Erniem Glamem, oryginalnym nowojorskim club kidem, właścicielem zdjęć zmarłego Dibiasio i twórcą genialnej książki „Fabulosity". Porozmawialiśmy z nimi o ekstrawaganckiej scenie klubowej i niepohamowanym hedonizmie, z którego słynie. Poniżej możecie premierowo posłuchać nowego kawałka z płyty.

Dlaczego obydwaj czuliście, że zdjęcia idealnie zgrają się z płytą?
Shawn: Najciekawsze wydały mi się zdjęcia naprawdę pokazujące moment imprezy, w którym wszystko zaczyna się sypać. Chwila, w której hulanki zamieniają się w grozę. Dla mnie to bardzo wielowarstwowy, złożony moment.
Ernie: Zainteresowałem się współpracą z Shawnem po tym, jak skontaktował się ze mną Avian i poprosił, żebym posłuchał jego muzyki. Czułem, że to będzie bardzo pasowało do zdjęć. Większość z nich została zrobiona pomiędzy 1989 a 1993 rokiem, a był to czas w którym kluby przechodziły transformację muzyczną z acidu i Chicago house'u w techno. Wiele z tego, co robi Shawn to techno, więc uznałem, że będzie to bardzo odpowiednie

Zgadzasz się z Shawnem, że te zdjęcia pokazują, jak „hulanki zamieniają się w grozę"?
Ernie: To zależy czym dla ciebie jest groza. Ja mam bardzo wysoki próg odporności. Zgadzam się, że ludzie na tych imprezach w momencie robienia zdjęcia mogli być przerażeni. Ja nie byłem. Musi sporo się stać, żeby moje imprezowanie przekształciło się w grozę. Jak można zobaczyć na fotografiach (Shawn był u mnie w domu i przejrzał ich tysiące) są różne poziomy imprezowania - można być półprzytomnym, pijanym, trzeźwym, pięknym albo brzydkim. Tak więc te zdjęcia uchwycają proces wchodzenia do klubu i wyglądania świetnie, ale też opuszczania go i prezentowania się trochę gorzej.

Możesz nam powiedzieć trochę o Alexisie Dibiasio, który zrobił te zdjęcia?
Ernie: Przyjaźniliśmy się. Mam teraz 54 lata, a on był chyba 8 czy 9 lat starszy ode mnie i widywałem go w klubach nocnych. Zdałem sobie sprawę, że ten starszy mężczyzna z aparatem z wskaźnikiem laserowym zawsze jest na naszych imprezach i robi nam zdjęcia. Wyróżniał się, bo był starszy ode mnie, a ja i tak byłem już wiekowy w porównaniu z dzieciakami z klubów. Miał też lekko siwe włosy i aparat na zębach, co było trochę nietypowe. Któregoś razu po prostu do niego podszedłem i zapytałem o zdjęcia. Odpowiedział, że bardzo lubi nasze stylówki, że go interesujemy. Byliśmy strasznymi szpanerami. Pozowaliśmy każdej osobie z aparatem. Tak zostaliśmy przyjaciółmi. Z biegiem lat uświadomiłem sobie, że jego pasją było wychodzenie na miasto i robienie zdjęć ekstrawagancko ubranym drag queens i dzieciakom w klubach. Robił to co tydzień przez wiele lat. Zgromadził ogromną kolekcję fotografii. W pewnym momencie przeprowadził się do Miami i poprosił mnie, żebym zachował większość z nich, bo bał się że zniszczy je wilgoć. Więc zrobiłem to. Zmarł zaraz przed wydaniem książki „Fabulosity", więc nie miał okazji jej zobaczyć. Zawsze jednak czułem, że jego prace są wielkim, socjologicznym skarbem, którym należy się podzielić ze światem. A wydawnictwo to było pierwszym krokiem w tym kierunku.

Fajne w tym projekcie jest to, że fotografie wydają się być całkiem nostalgiczne, a płyta wręcz przeciwnie…
Shawn: Wydaje mi się, że te zdjęcia są ponadczasowe. Ciężko jest przypisać im datę. Patrzysz na jedno z 1982 roku, potem na następne, które wygląda jak z 1993 roku, a jeszcze inne jak z 2047. Może „ponadczasowość" to złe słowo, ale nie da się ich osadzić w konkretnym czasie. Nie są chronologiczne.

Wiele z nich wygląda, jakby były zrobione w jednym z dzisiejszych londyńskich klubów.
Ernie: Zgadzam się. Nie myślę też, że „ponadczasowe" to złe słowo. Gdybyś poszedł teraz do któregoś z klubów nocnych w Nowym Jorku, zobaczyłbyś, że ludzie dalej tak wyglądają. Więc jest w tym ten element ponadczasowości. Słuchając muzyki Shawna na Soundcloudzie można przekonać się, że techno izoluje od innych przez to, że jest bardzo mechanicznym i syntetycznym rodzajem muzyki. Możesz przez nie czuć się odosobniony, ponieważ słuchanie go sprawia, że przenosisz się do innego świata we wnętrzu swojej głowy. Wydaje mi się, że emocje ludzi pokazanych w „Fabulosity" są produktem ostracyzmu i alienacji. Oni wykorzystali to odosobnienie, które czuli kiedyś i zamienili je w ekstremalną formę wyrażania siebie.
Shawn: Tak. Czy społecznym zadaniem klubów (takich jak Paradise Garage i Music Box) nie jest właśnie tworzenie przestrzeni dla wyrzutków? Sprawianie, że ludzie odosobnieni w prawdziwym życiu czują się tam akceptowani?
Ernie: Właśnie tak. The Paradise Garage był pełen wyrzutków i ludzi, którzy nie mogli odnaleźć się w społeczeństwie!

Co sądzisz o twierdzeniu, że kluby nocne są utopijnymi przestrzeniami?
Ernie: Cóż, wydaje mi się, że kluby nocne są utopijne i dystopijne jednocześnie. Wszyscy chodzimy tam z jakimś bagażem doświadczeń. Wiele z nich bierze się z dystopijnego otoczenia. Nigdy jednak nie myślałem o nich jak o utopijnych przestrzeniach albo miejscach, w których wszyscy są równi. Od kiedy zacząłem imprezować, zawsze istniała jakaś hierarchia, tak jak w zwykłym społeczeństwie. Owszem, możesz robić co chcesz, ale nigdy nie postrzegałem klubów jak egalitarnych rajów. Jednak teraz powiedziałbym, że w nowojorskich klubach większy nacisk kładzie się na egalitaryzm i akceptację. Wydaję mi się, że jest to bardziej widoczne niż w przeszłości.

Jaka według ciebie będzie przyszłość tej subkultury? Wydaje się, że teraz ludzie mają mniejsze skłonności do tworzenia pewnego rodzaju plemion… Czy to przetrwa?
Shawn: Wszystko wydaje się być teraz mniej plemienne niż kiedyś. Muzyka nie jest już tak bardzo związana z szerokością geograficzną jak to było pięć czy dziesięć lat temu. Nie mówiąc już o tym co było 20 lat temu. To sprawia, że trudniej jest czuć wspólny cel i istnienie społeczności, które tworzą takie specyficzne światy. Ciężej też im teraz istnieć. Sądzę jednak, że istnieją pewne hedonistyczne i dekadenckie elementy życia nocnego, które są fundamentalnym elementem życia ludzkiego. Pewne rzeczy nigdy nie znikną.
Ernie: Zgadzam się z Shawnem. Niektórzy ludzie mają potrzebę widowiskowości, ekstrawagancji i to nigdy nie odejdzie. To dlatego Londyn, Nowy Jork, czy inne wielkie miasta na świecie są pełne ekstrawagancko, dziwnie ubranych ludzi. Jest to po prostu ludzka potrzeba. Nie wiem czy jesteśmy teraz mniej plemienni. Wydaje mi się, że ta koncepcja się zmieniła. W przeszłości było to czysto geograficzne, a teraz bardziej chodzi o estetykę, własny wybór. Dzięki internetowi możesz być członkiem jakiejś społeczności na drugim końcu świata . Możesz słuchać takiego rodzaju muzyki i wypełniać swoje życie elementami subkultury, którą sam wybierzesz. W erze przed Internetem nie było to możliwe. Wydaje mi się, że ludzie wciąż chcą tworzyć pewnego rodzaju plemiona, a może nawet bardziej niż kiedykolwiek.

Premiera „Fit For Purpose" odbędzie się 15 maja, nakładem wytwórni Avian Records.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Matthew Whitehouse