the leather boys

święto queerowego kina

Postanowiliśmy porozmawiać z trzema twórcami kina LGBT+ o tym, dlaczego na wielkim ekranie trzeba pokazywać różnorodność.

tekst i-D Staff; tłumaczenie Kacper Kolęda
|
sie 10 2017, 6:59am

the leather boys

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

„TO ZMIENIA WSZYSTKO", zatweetowali twórcy „Moonlight" po otrzymaniu nagrody dla najlepszego filmu podczas tegorocznej gali oscarowej. Ten niesamowity obraz przełamał bariery jako pierwszy tak popularny film o nie-białej obsadzie, skupiony na nieheteronormatywnym bohaterze. Jego śladem wkrótce pójdzie cała fala obrazów o podobnej tematyce, jak boleśnie piękna, międzypokoleniowa historia miłości „Call Me by Your Name" z Armiem Hammerem i ulubionym aktorem Hediego Slimane'a, Timotheem Chamaletem, obdarzonym charakterystycznie zrośniętą brwią. Netflix z kolei wypuścił „The Death and Life of Marsha P. Johnson", tragiczną opowieść o transpłciowej legendzie, uważanej przez wielu za Rosę Parks ruchu LGBT+. Kolejnym obrazem w tym nurcie jest wsparty przez Brytyjski Instytut Filmowy i szeroko doceniony „Piękny kraj", ze swoją przekraczającą granice, błotnistą sceną męsko-męską pośród dolin Yorkshire. Już okrzyknięty został „brytyjskim 'Brokeback Mountain'". Wbrew pozorom jednak queerowe kino nie powstało teraz — istniało od dawna, trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać, jak czytać znaki, nauczyć się Polari [rodzaju rymowanego slangu używanego dawniej przez środowiska homoseksualne] i kopać na tyle głęboko, by znaleźć fundamenty.

Tego lata świętować będziemy 50. rocznicę częściowej dekryminalizacji męskiego homoseksualizmu w Wielkiej Brytanii, co było przełomowe dla queerowości w kinie i telewizji. Z tej okazji w lipcu i sierpniu w siedzibie Brytyjskiego Instytutu Filmowego na Southbank zorganizowany jest „Gross Indecency" — cykl seansów filmowych o tej tematyce. Przed zmianą prawa w 1967 roku ludzie musieli szukać pociechy w tajnych szyfrach i pojedynczych scenach ukrytych na ekranie, w rodzaju seksownych motocyklistów w „The Leather Boys" albo w „South", prawdopodobnie najwcześniejszej ekranizacji sztuki teatralnej zawierającej homoseksualny wątek. Wypuszczone w 1959 roku „South" było transmitowane na żywo przez 80 minut. Peter Wyngarde grał tam polskiego żołnierza na wygnaniu, który zakochuje się w innym oficerze armii. W tamtych czasach wydawało się to ludziom wywrotowe i szokujące do tego stopnia, że Wyngarde uderzony został w głowę przez agresywne starsze kobiety uzbrojone w torebki. Jednak prawdziwie kultowym filmem, który rzeczywiście pomógł zmienić opinie ludzi na temat homoseksualizmu i – jak twierdzą niektórzy – przyczynił się do zmiany prawa, jest „Ofiara".

Ludzie odpowiedzialni za produkcję „Ofiary" bardzo wspierali raport Wolfendena, który rekomendował dekryminalizację zachowań homoseksualnych zachodzących w prywatności za obopólną zgodą. Z uwagi na atmosferę czasów, homoseksualni mężczyźni byli wówczas szczególnie podatni na szantaż; dlatego „Ofiarę" nagrano w konwencji thrillera, co z kolei pomogło publiczności lepiej wczuć się w sytuację protagonisty zagranego przez Dirka Bogarde'a. Simon McCallum z Brytyjskiego Instytutu Filmowego, który przygotował „Gross Indecency" wyjaśnia: „Bogarde był wielką gwiazdą tamtych czasów i wiele ryzykował, biorąc tę rolę. Bez niego film nie zostałby zrealizowany, powinniśmy więc być mu wdzięczni za odwagę, dzięki której zaczął się dialog – nawet jeśli dyskutowano nieco przyciszonymi głosami".

Jeśli myślisz, że widziałeś wszystko – do kanonu filmów LGBT+ należy też inna perełka: „David is Homosexual", ocalone przez archiwistów Brytyjskiego Instytutu Filmowego i
udostępniane za darmo na ich stronie internetowej jako część nowej kolekcji „LGBT Britain". „David is Homosexual" sfilmowane zostało w 1976 roku przez Kampanię Równości Homoseksualistów dzięki zbiórce pieniędzy gejów i lesbijek z oddziału Kampanii w Lewisham. Nagrany latem na taśmie 8 mm obraz opowiada historię wyjścia z szafy wyalienowanego w pracy i w domu Davida, który odkrywa Kampanię i wkrótce znajduje przyjaciół, a następne kochanka, tuż przed tym jak szczęśliwie maszeruje w jednej z pierwszych parad równości. Ten niesamowicie istotny dla swoich czasów dokument znaleziony został na poddaszu operatora kamery. Najprawdopodobniej zostałby wyrzucony do kosza i na zawsze stracony, gdyby nie ożywione prace Brytyjskiego Instytutu Filmowego.

W 1991 roku Channel 4 zerwał z telewizyjnymi konwenansami poprzez wprowadzenie obrazoburczego programu o nazwie „BANNED". Ta pionierska inicjatywa przypominała o pracach poprzednio wyrzuconych poza nawias świata telewizji popularnej, które uznano za zbyt godzące w publiczną moralność. Efekty serii były przewrotne, niesmaczne, prowokujące, seksowne i absolutnie inspirujące, a podczas trzytygodniowego okresu emisji, stacja tak bardzo podważyła zachowawcze reguły telewizji, że cały program niemal nie wyszedł. Zaprezentowano w nim prace pełne brutalności, odwagi i piękna, które na zawsze ukształtowały moje gusta.

Najpierw natknąłem się na „Un Chant D'Amour", które wprowadziło mnie do cudownych światów Jeana Geneta i Jeana Cocteau. Następnej nocy David Hoyle wkroczył na ekran z polityczną smugą makijażu i jadu; tą samą drogą radykalnie poszedł Derek Jarman ze swoją magiczną biblioteką. Od tego momentu mój ciasny niegdyś umysł rozwarł szeroko swoje podwoje, a ja na zawsze dostroiłem swoją percepcję to tego, co inne, wyrabiając skłonność ku temu, co jednocześnie zachwyca i wprawia w zakłopotanie. Za poczucie zagubienia i ekscytacji, które czułem oglądając Channel 4 w wieku 12 lat w moim pokoju, wciąż dziękować mogę archiwistom i kuratorom w lokalnych niszowych kinach, klubach filmowych albo instytuach kinematograficznych. Od Oscara Wilde'a do Piera Paola Pasoliniego, przez Andy'ego Warhola do Quentina Crispa, od Johna Maybury'ego do Johna Ortona, przez Rainera Wernera Fassbindera, Johna Watersa oraz Gusa Van Santa i Xaviera Dolana – łatwo można prześledzić artystyczny rodowód tego gatunku, ale by dowiedzieć się więcej, zdecydowaliśmy porozmawiać z osobami bardziej zagłębionymi w temat.

Simon McCallum, Brytyjski Instytut Filmowy
Kino to poruszające doświadczenie – kiedy, gdzie, dlaczego i jak po raz pierwszy zyskałeś świadomość potęgi filmu?
Oczywiście mam wcześniejsze doświadczenia, ale w pamięci utkwiło mi „Ze śmiercią jej do twarzy", które obejrzałem w obskurnej sali kinowej z lat 30., kiedy ten film wszedł do kin. Byłem dzieckiem o mrocznych fascynacjach, więc nie mogłem się oprzeć połączeniu czarnego humoru i mainstreamowego filmu, zwłaszcza jeśli uwzględnić ogromną kampowość i fakt, że Meryl Streep jest boska w komediach. Gdy Bruce Willis zepchnął ją ze schodów, nie mogłem się powstrzymać, nikt chyba nie śmiał się tak głośno jak ja. Zresztą, wciąż KOCHAM ten film – jak każdy.

Jaki był pierwszy film, który wywarł na tobie ogromne wrażenie i zmienił twój świat?
„Czarnoksiężnik z krainy Oz", to chyba wiele wyjaśnia.

Z czego w swojej dotychczasowej karierze jesteś najbardziej dumny?
Z prowadzenie projektu „LGBT50" Brytyjskiego Instytutu Filmowego i zaplanowania dwumiesięcznego przeglądu „Gross Incedency" na Southbank. To prawdziwy przywilej, jako że dzieje się to z okazji ważnej rocznicy, a kino i telewizja były istotną częścią tej długiej drogi ku równości.

Czy kino może być motorem zmiany?
Oczywiście. Dobrym przykładem jest „Ofiara", wypuszczona w 1961 roku i mająca bezpośredni wpływ na publiczną dyskusję w kwestii homoseksualizmu, która zahaczała wówczas o paranoję. Fakt, że wielka gwiazda, jaką był Dirk Bogarde, zagrał żonatego, nieujawnionego homoseksualistę był bezprecedensowy! Do tej pory nie pokazywano gejów w przychylny sposób, więc ten film naprawdę wpływał na życia ludzi. Co więcej, samego słowa „homoseksualizm" nawet nie wymieniono wcześniej w mainstreamowym filmie – spójrz, jakie to było radykalne! W ramach naszego projektu w kinach całej Wielkiej Brytanii w te wakacje ponownie będzie można zobaczyć „Ofiarę" – każda młoda osoba z queerowych środowisk, która chce poznać swoją historię, powinna go zobaczyć.

Jak istotna w twojej pracy jest polityka?
Szczerze mówiąc, każda decyzja, którą podejmujesz jako kurator, jest w pewnym zakresie polityczna, nieważne czy próbujesz zorganizować wydarzenie filmowe, wystawę sztuki czy cokolwiek innego. To szczególnie istotne w przypadku „Gross Indecency", ponieważ stanowi ono szansę, by rzucić trochę światła na to, jak reprezentowano osoby LGBT+ w czasach kluczowych dla walki o równość. Próba pokazania bardziej marginalizowanych członków tej społeczności może być jednak myląca, gdy mówimy o latach 60. i 70. – czasie, gdy każde pokazanie wzorców innych niż heteronormatywne było radykalne. Są też oczywiście pojedyncze przykłady, które przesunęły granice w pokazywaniu osób trans i LGBT+ o zróżnicowanym pochodzeniu etnicznym, jak na przykład „I Want What I Want" (1972) albo „Girl Stroke Boy" (1971), obydwa wyświetlone w naszym cyklu.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Benjamin Collins, Projekt "VITO"
Jaki był pierwszy film, który wywarł na tobie ogromne wrażenie i zmienił twój świat?Oczywiście, że „Czarnoksiężnik z krainy Oz", w latach 50. puszczany amerykańskiej telewizji i to nawet nie w kolorze. Jako aspirujący młody gej w 1967 wymykałem się sam poza kampus na Stanfordzie, by oglądać pierwsze filmy Andy'ego Warhola, „The Nude Restaurant" i „Tub Girls". One mnie absolutnie zachwyciły! Viva Superstar była zdumiewająca, kiedy leżała w wannie, rozmawiała z ludźmi i wyrywała swoje sztuczne rzęsy. Na swój sposób „Historia kina włoskiego Martina Scorsese też zmieniła mój świat. Do tej pory powracają do mnie wszystkie te neorealistyczne obrazy z lat 50. i 60…To było trochę jak doświadczenie małego chłopca albo dorosłego mężczyzny w Cinema Paradiso.

W jaki sposób zaangażowałeś się zawodowo w świat filmu?
Projekt „VITO" zrodził się podczas kolacji z przyjaciółmi w Londynie, kiedy młody i bystry chłopak świeżo po queer studies powiedział, że nigdy nie widział „Wszystko o Ewie" i uśmiechnął się pogardliwie na wspomnienie kampu (no dobra, gdy miałem 20 lat zrobiłbym to samo w gromadzie starszych gejów w San Francisco). „VITO" powstało tej samej nocy, jako projekt stymulujący dialog między młodszymi i starszymi członkami społeczności LGBT+. To była najprzyjemniejsza inicjatywa, w której uczestniczyłem: praca z grupą lesbijek i gejów nad filmami, które kochamy.

Jak radzisz sobie z codziennymi wyzwaniami?
Staram się otaczać ambitnymi, błyskotliwymi ludźmi. Miałem szczęście współpracować z takimi przez całe swoje życie. „ReShape" to niezależna, radykalna, londyńska grupa ekspertów, która powstała by reagować na trwający kryzys zdrowia seksualnego przez odnowienie w naszej społeczności potrzeby reakcji na HIV, żółtaczkę typu C i pokrewne kwestie zdrowia seksualnego i psychicznego. Nasza praca ma znaczenie.

Z czego w swojej dotychczasowej karierze jesteś najbardziej dumny?
Z tego, że żyję. Jestem seropozytywny od 1981 roku i mam wiele szczęścia, że nigdy nie musiałem spędzić z tego powodu nawet jednej nocy w szpitalu. Leczenie jest skuteczne. Oprócz tego mam cudownego męża od 25 lat! On kocha swoją sztukę tak bardzo, jak ja politykę. Czy to może być przypadek?

Czy kino może być motorem zmiany?
Myślę, że kino może być zwierciadłem, w którym odbija się zmiana. Ono zaraża, a reszta należy do nas. Pojedynczy reżyserzy mogą być jednak niesamowitymi aktywistami, weźmy na przykład Asghara Farhadiego w Iranie.

Jak istotna jest polityka w twojej pracy?
Bez polityki najprawdopodobniej byłbym już martwy. Z powodu AIDS przeszedłem na emeryturę w 1998 roku, jednak zacząłem ratującą mi życie terapię. Zamiast więc powoli gasnąć, przeprowadziłem się do Londynu w 2000 roku. Nigdy nie byłem politycznie bardziej aktywny.

Gdzie szukasz prawdy i szczerości w kinie w 2017 roku?
W serialach [śmiech]. Ale przypominam sobie też stare queerowe filmy z ludźmi, którzy nigdy ich nie widzieli, w ramach „VITO". „Moonlight" było zdecydowanie przykładem szczerości na ekranie w 2017 roku.

Claire Vaughn, Chapter Arts Centre
Kino to poruszające doświadczenie – kiedy, gdzie, dlaczego i jak po raz pierwszy zyskałeś świadomość potęgi filmu?
Jako pierwsze pamiętam „Gwiezdne wojny". Miałem powracający sen, w którym byłem księżniczką Leią, muszącą wybrać między Alderaanem i Dantooinem. Pamiętam jak budziłem się łóżeczku, to było przerażające.

Taki był pierwszy film, który wywarł na tobie ogromne wrażenie i zmienił twój świat?
W któreś święta, gdy miałem 7 lat i nie mogłem zasnąć, zszedłem po cichu na dół, by włączyć telewizor. Trafiłem na „Zawrót głowy" Hitchcocka. Moja mama musiała mnie słyszeć, bo po chwili zeszła do salonu i resztę filmu obejrzeliśmy razem. Byłem jak sparaliżowany. Nigdy nie widziałem wcześniej takiego obrazu; zacząłem szukać produkcji, które wprawiłyby mnie w ten sam stan niepewności i fascynacji.

Jak radzisz sobie z codziennymi wyzwaniami?
Projektowanie ramówki to cała masa różnych czynności, jednocześnie ciągniesz wiele srok za ogon. Kiedy oglądasz film, musisz o nim myśleć krytycznie, zastanawiać się kto i dlaczego chciałby go obejrzeć, uwzględniając zwłaszcza to, czy spodobałby się widowni Chapter Arts Centre. Jeśli wierzysz w film i chcesz, by ludzie go zobaczyli, warto jest odpowiednio wcześniej przygotować widzów (do czego konieczne jest nieco długoterminowego planowania i dużo pracy).

Czy kino może być motorem zmiany?
Ostatniej nocy znowu obejrzałem „Moonlight" i trafiły do mnie zwłaszcza ostatnie sceny. Myśl, że mężczyźni na świecie mogą oglądać ten film i przechodzić przez te doświadczenia z postacią Chirona budzi we mnie mnóstwo nadziei, że może wreszcie zaczynamy odrzucać toksyczną koncepcję męskości. Nie wiem, jak można obejrzeć tak poruszający film jak „Moonlight" i nie wyjść z kina odmienionym, on musi poruszyć nawet najtwardsze serca.

Jak istotna w twojej pracy jest polityka?
Jako osoba odpowiedzialna za ramówkę, muszę wyczuć cienką linię między prezentowaniem filmów, które otwierają widowni oczy, a indoktrynowaniem jej. Filmy takie jak nadchodząca „Niemiłość" Andreya Zvyagintseva dają na ogół znacznie szersze i bogatsze spojrzenie na marazm współczesnej Rosji niż prosty dokument, ale z drugiej strony taki dokument, jak „Kampania nienawiści" jest ważny, bo pokazuje prawdziwych ludzi ze środowiska LGBT+, odważnie opowiadających swoje historie o życiu pod rządami Putina. Obydwa te obrazy są równie mocne, ale na różne sposoby. To jest kluczowe: prezentowanie zróżnicowanych typów filmów tak, aby publiczność czegoś się nauczyła, ale nie czuła się oszołomiona polityką.

Gdzie szukasz prawdy i szczerości w kinie w 2017 roku?
One ukrywają się w wielu niespodziewanych miejscach. Wykorzystałem „Niemiłość" i „Kampanię nienawiści", by opisać różne drogi dojścia do tej samej prawdy na jakiś temat i myślę że to jest właśnie cudowne w kinie naszych czasów; analogicznie można znaleźć nieskończoną liczbę przykładów. Kinematografia to dziś niesamowicie zróżnicowana, bogata dziedzina, gdzie usłyszeć można wszystkie typy głosów, dostających swoją szansę na wysłuchanie. Kiedy przygotowywałem ramówkę pod cykl „LGBT50", byłem ogromnie sfrustrowany, że brakuje filmów o doświadczeniu lesbijek w Wielkiej Brytanii przed Wolfendenem; ale wtedy kobiety, zwłaszcza queerowe, nie mogły zyskać dostępu do świata kina i zapisać się w nim, choć to oczywiście powoli ulega zmianom.

Jakie jest twoje ulubione kino na świecie i czemu?
Cinemes Verdi w dzielnicy Gracia w Barcelonie zasługuje na szczególne miejsce w moim sercu. To było pierwsze niszowe kino, do którego regularnie chodziłem. Wypełnia je zatem szczególna magia. Oni fantastycznie ożywiają kulturę filmową w tym ekscytującym mieście.

Przeczytaj też:


Tekst: Ben Reardon