walentynki dla singielek

Pamiętaj: nic nie musisz.

tekst Georgie Wright
|
14 Luty 2017, 4:53pm

Gdybyście jakimś cudem przegapiły reklamy, zachęcające was do przepuszczenia połowy wypłaty na lśniące nitki udające bieliznę, to przypominamy, że dziś wypadają walentynki. Albo raczej dzień, w którym każda kwiaciarnia i para z kijkiem do selfie sprawia, że czujecie się żałośnie bez drugiej połówki. Hura. Czujecie mój entuzjazm?

Może nie skaczę z radości po kanapie u Oprah, ale jest w porządku. Bycie singielką w walentynki jest w porządku. Dacie radę. Wyluzujcie.

Wiecie, byłam sama w trakcie dosłownie każdych walentynek w moim życiu, co według standardów społeczeństwa oznacza, że jestem samotna, beznadziejna, a przed snem płaczę w poduszkę ze zdjęciem Ryana Goslinga. Jedyna walentynka, którą dostałam, była żartem.

Więc jeśli na czymś się znam, to właśnie na samotnym życiu. Od razu je rozgryzłam. Znam je tak dobrze, że praktycznie jesteśmy w stałym związku. To prawdziwa miłość. Moją walentynką jest życie singla.

Oto kilka rad nie tylko na przetrwanie tego dnia, ale też na pokochanie tej wspaniałej wymówki do wypicia mnóstwa wina, zjedzenia czekoladek i wkurzania par puszczaną w kółko piosenką „Single Ladies".

Nie udawajcie, że walentynki nie istnieją
To ma podobny skutek, jak zadanie „Nie myśl o różowym słoniu". Nagle myślisz tylko o nim, nie możesz przestać sobie go wyobrażać. A do tego jeszcze strzela szampanem ze swojej trąby ozdobionej różami, pierdzi serduszkami, a na pupie właśnie ktoś tatuuje mu napis „Kocham Dumbo".

Próba wyparcia walentynek jest próżnym wysiłkiem i sprawi tylko, że o 3 w nocy będziecie oglądać pary na Instagramie, tonąc w czerwonym winie, łzach i słodkich hasztagach.

Nie powinnyście się aż tak przejmować, że nie jesteście w związku. Ignorowanie dnia dla par nie jest dobrym sposobem na przetrwanie walentynek. Równie dobrze możecie przez resztę życia udawać, że wszyscy są singlami. A tu psikus - niektórzy są w związkach. A wy nie. Spoko. Niektórzy mają też psy. Mogą być miłe, przytluaśne, wygrzać łóżko... A mogą też być prawdziwym wrzodem na tyłku, ciągle pragnącym uwagi i jeszcze trzeba po nich sprzątać. Czy jesteście gorszymi ludźmi, bo nie macie psów? Oczywiście, że nie.

Nie uciekajcie w popłochu przed walentynkowymi ofertami w gazetkach, których wcale nie przeglądacie w pracy. Spójrzcie na nie i rozkoszujcie faktem, że ktoś naprawdę wydał 400 zł na zdobiony dżetami brelok z napisem „Live Laugh Love". A potem wyobraźcie sobie kogoś, kto dostaje go w prezencie i musi udawać, że mu się podoba. Karuzela śmiechu.

Co prowadzi do kolejnego punktu...

Pamiętajcie, że to jedynie dzień komercji zaaranżowany przez naszych kapitalistycznych panów, zachęcający do wydania fortuny na badziew, którego nie potrzebujemy. W końcu nic tak nie mówi „Kocham Cię" jak tanio pachnące perfumy za pół tysia
Tak jak Boże Narodzenie, Wielkanoc i dwa razy przekładane urodziny wujka, walentynki zmieniły się w dzień konsumpcjonizmu i kiepskich tekstów. Nie mówię, że obchodzenie ich jest złe. Nie żebym nie chciała zostać obsypana prezentami i zjeść równowagę mojej masy w produktach mlecznych. Wystarczy pamiętać, że tu chodzi głównie o pieniądze, a nie miłość. Przypomnijcie sobie o tym, przedzierając się ulicą usianą pogniecionymi płatkami róż i kartkami o górach, różach i fiołkach.

Odzyskajcie romantyzm. I róż
Pogląd w myśl którego wino musujące, różowe pierdoły i bombonierki wielkości stołu są zarezerwowane dla ludzi w jakichś tam związkach, jest po prostu bluźnierstwem. Gdzieś po drodze walentynki przywłaszczyły sobie te wszystkie rzeczy — pewnie dlatego, że są równie przesłodzone, jak pary w związkach długodystansowych, żegnające się po trzygodzinnej rozmowie na Skype. Mimo wszystko te rzeczy są fajne, cukier jest pyszny, a wy — moje drogie singielki — nie powinnyście sobie tego odmawiać tylko dlatego, że wasz status związku na Facebooku brzmi „wolna". Tak, musicie je kupić same, ale przecież nie wydajecie pieniędzy na nikogo innego, więc kupicie sobie tego szampana. Zasługujcie na to.

Idźcie na randkę z przyjaciółmi, bo są najlepsi na świecie
Nie mam na myśli prawdziwych randek (chociaż to też możecie zrobić, dopóki oboje będziecie zachowywać się z szacunkiem i stosować się do bardzo skomplikowanej etykiety, której nie będziemy tu opisywać). Platoniczne robienie romantycznych rzeczy jest wspaniałe.

Ruszcie na łowy na Tindera/Grindra/Hatera/Randkera/Bzykera/jakąkolwiek inną apkę do bzykanka z frustrująco chwytliwą nazwą
Odrzucanie potencjalnych kandydatów ma działanie terapeutyczne. Pomyślcie, ile macie szczęścia, że nie musicie spędzać czasu z samozwańczymi „samozatrudnionymi przedsiębiorcami" i „coachami życia w firmie Ja".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Popracujcie
Nie mam na myśli rozliczania PIT-ów, ale pracę, którą faktycznie chce się wam wykonać. Taką, która nie przywołuje was o dreszcze wzdłuż kręgosłupa wygiętego od siedzenia przy biurku.

To bez wątpienia jedna z najlepszych stron życia singielki. Macie tyle wolnego czasu, gdy nie sprzeczacie się np. kto ma się wyturlać z cieplutkiego łóżka i zgasić światło. Wykorzystajcie ten czas, tworząc życie i pracę, których pragniecie, które was nie nudzą, lecz przynoszą spełnienie i satysfakcję. Nie musicie skulone wracać wieczorem do niezasługujących na was ramion po całym dniu w beznadziejnej robocie. Napiszcie książkę! Wydziergajcie sweter! Cokolwiek! Świat należy do was!

Poświętujcie coś innego
Oczywiście jest o wiele łatwiej, gdy akurat znacie kogoś urodzonego 14 lutego, dzięki czemu możecie udawać, że cały świat zmienia się w pobojowisko pełne płatków róż i wielkich pluszaków specjalnie dla nich. Wszystkiego najlepszego mamo!

Cieszcie się, że jesteście same
To nie to samo, co samotność. Samotność wiąże się z płakaniem nad gigantycznym kielichem wina, bo nigdy nie znalazłyście swojego Hugh Granta z klapniętymi włosami, chociaż wszystkie naiwne komedie romantyczne obiecywały, że poderwie was figlarnym żarcikiem o kebabie. Owszem, to właśnie się robi żyjąc samemu, ale można też cieszyć się możliwością rozciągnięcia w swojej świeżej pościeli i wiercenia się do woli, bez obawy, że ktoś przyłoży wam w czoło zużytą gumką.

Zignorujcie wszystkie rady
I róbcie, co tylko się wam podoba. Co jest tak naprawdę najlepsze w życiu singielki? Przed nikim nie odpowiadacie. No chyba, że przed mamą. Mamy zdecydowanie powinnyście słuchać. Zawsze.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Georgie Wright
Zdjęcie: Kadr z filmu „Dziennik Bridget Jones"