moc t-shirtu

Nowa forma manifestu politycznego: koszulka z nadrukiem.

tekst Alice Newell-Hanson
|
13 Październik 2016, 4:20pm

Image via Laura McCrystal

W poniedziałek 10 października, Anna Lehane, absolwentka liceum z Dallas, pojawiła się na konwencji wyborczej Trumpa w Pensylwanii w koszulce z napisem „GRAB MY PUSSY, I DARE YOU" (Tylko spróbuj mnie złapać za cipkę). Później wytłumaczyła reporterom, że wypełniła w ten sposób swój „obywatelski obowiązek". Hasło nawiązywało do kontrowersyjnej taśmy z Donaldem Trumpem, która niedawno ujrzała światło dzienne. Trump chwali się w niej, jak traktuje kobiety. Fragment wypowiedzi brzmiał tak: „Od razu je całuję. Nawet nie czekam. Pozwalają na to gwiazdom. Można zrobić wszystko. Złap je za cipkę. Możesz zrobić wszystko".

W poprzednich dekadach, „obywatelskim obowiązkiem" było patrzenie z politowaniem na koszulki ze sloganami, prawdopodobnie, w taki sam sposób, jak ty patrzysz dzisiaj na naklejkę „☾oe✡ist" zdobiącą tylny zderzak samochodu lub jak reagujesz na „Earth Song" Michaela Jacksona.

Świat się jednak zmienia i mniej więcej w 2010 roku ludzie zdecydowali, że muszą się zaopatrzyć w bieliznę ozdobioną feministycznymi hasłami, aby codziennie przypominać sobie o walce o równouprawnienie. Teraz mamy nowy problem: wybory prezydenckie w Stanach może wygrać ktoś, kto nie szanuje kobiet i nagminnie je obraża. W obecnej sytuacji T-shirty z politycznymi hasłami nie są po prostu „mile widziane", są wręcz wskazane i godne podziwu.

Na szczęście to samo ma miejsce w 2016 roku. Sami zobaczcie: nowojorski fotograf David Brandon Greeting postanowił stworzyć nową wersję kultowej koszulki Calvina Kleina, na której „C", oznacza „Clinton" (Hillary Clinton), a „K" - Kaine (Tim Kaine, kandydat na wiceprezydenta). Co najpiękniejsze: wszystkie dochody ze sprzedaży 100 t-shirtów z limitowanej kolekcji, zostaną przekazane na cele ruchu Black Lives Matter i dla protestujących przeciwko budowie rurociągu Dakota Access. Co więcej, ci, którzy założą ową koszulkę, publicznie okażą swoje wsparcie dla Hillary Clinton, wykazując tym samym swoje zaangażowanie w politykę.

Zdjęcie via @katharinehamnett

Jeśli chodzi o Greetingsa, to nie on pierwszy zapoczątkował trend na polityczne T-shirty. Brytyjska projektantka Katharine Hamnet produkuje swoje koszulki, z edukacyjnymi sloganami już od 1983 roku. Na jej projektach znalazły się między innymi hasła takie jak: „Edukacja, nie pociski", „Używaj prezerwatyw", „Głosuj taktycznie". W 1984 roku założyła T-shirt swojej produkcji, protestując przeciwko amerykańskim pociskom Pershing, będąc w tym czasie w Wielkiej Brytanii. Hamnet udało się nawet uścisnąć rękę Margaret Thatcher na Downing Street 10.

„Chciałam umieścić na koszulce naprawdę ważne przesłanie, które swobodnie będzie można odczytać z odległości 6 czy 10 metrów", Hamnett powiedziała The Guardian. „Slogany działają na wielu różnych poziomach, są wręcz jak przekaz podprogowy. Pozwalają ludziom pokazać poparcie dla danej sprawy, łączą ich w grupy. Noszenie nadruków to trochę kreowanie siebie jako marki". W ubiegłym roku stworzyła słynny slogan „Choose life" (Wybieram życie), który został wykorzystany na T-shirtach organizacji humanitarnej Help Refugees, pomagającej uchodźcom. W 2015 roku współpracowała ze swoim przyjacielem Kanye Westem i stworzyła kolekcję z brytyjską marką YMC. W przyszłym miesiącu planuje uruchomić własną markę w Internecie.

Przed Hamnett była Vivienne Westwood. W 1970 roku, eko-królowa razem ze swoim ówczesnym mężem, Malcolmem McLarenem, stworzyła koszulki z nadrukami wyrażającymi polityczny sprzeciw, które sprzedawano w legendarnym londyńskim butiku SEX. McLaren nazwał koszulkę z odwróconym krzyżem i słowem „destroy" (zniszcz), „najbardziej punk-rockowym T-shirtem".

Siła haseł na koszulkach tkwi właśnie w ich destrukcyjnym punkowym potencjale, zdolności do siania spustoszenia przez istnienie w konkretnym miejscu i czasie. Napisy na koszulkach muszą trafiać w punkt. W ciągu ostatnich pięciu lat fala młodych ludzi skorzystała z popularności nadruków na T-shirtach, traktując je jako przestrzeń do ukazywania problemów i zwracania na nie uwagi, wyrażania sprzeciwu czy poruszania kwestii społecznych.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Zdjęcie via americanapparel.net

W 2013 roku Petra Collins i artystka Alice Lancaster stworzyły dla American Apparel koszulkę z ilustracją masturbującej się podczas miesiączki kobiety. T-shirt wywołał debatę na temat przedstawiania kobiecego ciała i pomógł wprowadzić koncepcję „period power" (siły okresu) do mainstreamu. W lutym Taylor Victor, 16-letnia uczennica, została odesłana do domu za noszenie T-shirtu z nadrukiem „Nobody Knows I'm a Lesbian" (Nikt nie wie, że jestem lesbijką). Wicedyrektor powiedział jej, że nie można ogłaszać swojej seksualności za pomocą ubrania. Victor złożyła raport do American Civil Liberties Union (organizacji non-profit broniącej praw obywatelskich), która następnie pozwała szkołę dziewczyny do sądu federalnego. W końcu uczennica zawarła ugodę i udało jej się wywalczyć wolność wyrażania siebie w szkole.

W tym roku profesor prawa z pewnej szkoły usłyszała wiele negatywnych komentarzy od uczniów na temat swojej koszulki z hasłem „Black Lives Matter". „Nie po to spędzamy trzy lata życia w szkole i wydajemy dziesiątki tysięcy dolarów, aby profesorzy nas indoktrynowali swoimi prywatnymi opiniami" - list o takiej treści anonimowi studenci wystosowali do swojej nauczycielki. Odpowiedź profesor podbiła internet w czerwcu, gdy w kontekście brutalnych aktów przemocy policji w stosunku do czarnoskórych ludzi, postanowiła dalej uświadamiać innych, jak ważny jest ruch Black Lives Matter.

Wiele osób, które nosi koszulki z politycznymi hasłami, ma poniżej 21 lat, więc nie ma jeszcze w Stanach prawa wyborczego. Charakterystyczny dla dzisiejszej generacji nastolatków T-shirt stał się narzędziem politycznej walki i jest obecnie jedną z najskuteczniejszych i najważniejszych form wyrażania swoich poglądów politycznych przez tych, którzy jeszcze nie mogą wziąć udziału w wyborach.

Jako matka chrzestna politycznych koszulek, Katharine Hamnett w rozmowie z i-D w zeszłym roku powiedziała: „Koszulki są świetne, ale tak naprawdę niczego nie zmieniają. Musisz podjąć jakąś konstruktywną akcję w innych dziedzinach swojego życia, samym noszeniem T-shirtu, nic nie zdziałasz". 

@localheroes

Polska marka Local Heroes po fali protestów przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej, stworzyła specjalną linię ubrań dedykowaną walczącym o swoje prawa dziewczynom. Wśród rzeczy w klimacie girl power znalazł się kultowy, masowo wykupywany T-shirt z napisem: „MY BODY, MY CHOICE, pussy power" (Moje ciało, mój wybór).

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Alice Newell-Hanson i Maria Bukowska

Tagged:
polityka
t-shirty