na parkiecie aż do świtu

Jesús Madriñán portretuje klubowiczów, pokazując moc nocnego życia.

tekst Sarah Moroz
|
19 Październik 2016, 4:00pm

Jesús Madriñán stworzył niesamowite połączenie: wykorzystał tradycyjną fotografię portretową i przeniósł ją do wnętrza klubu nocnego. Madriñán urodził się w Hiszpanii i dorastał otoczony artefaktami i klasycznymi obrazami — jego rodzice handlowali antykami. Później studiował sztukę w Barcelonie i Londynie. Przez swoje zdjęcia utwierdza nas w przekonaniu, że kluby to nie tylko miejsce, w którym nie tylko można imprezować, ale także być sobą. Madriñán odkrył to na własnej skórze, gry próbował pogodzić się z własną tożsamością i znalazł ukojenie w świecie życia nocnego.

Madriñán dzięki przenośnemu studiu jest w stanie wydobyć głębię z nieznajomych, którzy spędzają noce ukryci w mroku klubów. Po pierwszej serii portretów, „Good Night London" z 2011 roku, w galicyjskich wioskach stworzył „Boas Noites" (2013). Teraz pracował nad „Dopo Roma (After Rome)", która w naturalny sposób zamyka cykl — zdjęcia zrobione przed klubem pokazują, jak noc zmienia się w świt. Madriñán zrobił najnowsze zdjęcia w trakcie pobytu w Rzymie w ramach programu artysta-rezydent. Prace wystawił jesienią w Unseen Amsterdam.

Chociaż trzy projekty powstały w różnych krajach (Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i we Włoszech), koncepcja pozostaje bez zmian. Madriñán chce przeanalizować język ciała i sposób postrzegania siebie podczas nocnych wyjść, skonstruowany świadomie lub nie. Z nami artysta omówił odrzucenie tradycyjnego studia oraz sposób portretowania młodzieży w autentyczny sposób.

Skąd wziął się pomysł na „Good Night London"? Dlaczego zainteresowało cię nocne życie?
Jestem gejem, dorastałem w tłamszącym środowisku, a kluby były miejscem, w którym mogłem się schronić, nawet jeśli nie czułem się tam stuprocentowo komfortowo. Dawały mi nadzieję, szansę, by kogoś poznać i być sobą. Jednak pod koniec każdej nocy byłem sfrustrowany. Nocne życie bardzo mnie pociągało, ale jednocześnie nie rozumiałem go do końca. Pamiętam, jak siedziałem sam w klubie i się rozglądałem. Poczułem się poruszony i zainspirowany. Wszystko zaczęło się od widoku dzieciaków tańczących wokół mnie.

Jak przebiega proces tworzenia portretów w klubach?
Serię portretów zrobiłem w kilku klubach nocnych, do których często chodziłem z przyjaciółmi. Fascynuje mnie, jak funkcjonują te sztuczne środowiska. Są kluczowym elementem w sposobie, w jaki nastolatki budują swoją tożsamość. Najczęściej pracuję z aparatem wielkoformatowym, więc ustawiam studio z prawdziwego zdarzenia na środku parkietu. Dzięki temu umieszczam fotografię studyjną w innym kontekście. Spokój studia zamieniam na chaotyczny klub, w którym fotografowani improwizują, jak tylko chcą. Zawsze wybieram obcych ludzi. To, jak zachowują się przed obiektywem, łączy się z tym, jak chcą być odbierani. Moim zdaniem tworzenie portretów to bliski związek między modelem i obiektywem, który staje się widownią.

Czym różni się robienie portretu w przestrzeni publicznej od fotografowania prywatnie?
To część zabawy. Moje prace skupiają się na paradoksie: staram się uchwycić spontaniczność życia, przy pomocy technik wyniesionych ze studia. Powstaje zderzenie precyzji z chaotycznym środowiskiem. Pewne metody i sposoby oświetlania mogą odmienić rzeczywistość. Parafrazując cytat Hiroshiego Sugimoto („Nieważne jak fałszywy jest dany obiekt — gdy zostanie sfotografowany, staje się prawdziwy"), powiedziałbym coś wręcz przeciwnego: nieważne jak prawdziwa jest dana sytuacja, gdy zostanie sfotografowana, staje się niemal sztuczna.

Mieszkałeś w różnych krajach. Jak bardzo różni się w nich podejście ludzi do pozowania do fotografii?
Ludzie zachowują się trochę inaczej w zależności od tego, skąd pochodzą — to prawda, ale ja zawsze pracowałem w miastach Zachodu, więc ich postawy nie różnią się tak bardzo. Zawsze na koniec daję fotografowanym ludziom wizytówkę i zauważyłem coś dziwnego. W Wielkiej Brytanii i Hiszpanii praktycznie nikt się ze mną później nie kontaktował, natomiast we Włoszech prawie wszyscy do mnie napisali, bo chcieli zobaczyć zdjęcie.

Których fotografów i artystów podziwiasz?
Uwielbiam prace Felixa Gonzáleza-Torresa. Oprócz tego Angelę Strassheim, Aleca Sotha, Marlenę Dumas, Nadava Kandera, Nikolaya Bakhareva i Sophie Calle. Lubię też obrazy malarzy i malarek, takich jak Emile Friant, Antonio Gisbert i Sánchez Cotán.

„Dopo Roma (After Rome)" kontynuuje wątek z „Good Night London" i „Boas Noitas", ale tym razem fotografujesz na zewnątrz, po imprezie. Skąd ta zmiana?
W „Dopo Roma" fotografuję przed klubem, gdy imprezy powoli zmierzają ku końcowi. Chciałem w pewien sposób zabawić się z odbiorcami, nie dawać im konkretnych odpowiedzi i pokazać ludzi na tle świtu. Praca w różnych miastach odpowiada mojemu trybowi życia — musiałem przenosić się do różnych krajów. Wierzę jednak, że te wszystkie projekty łączą się w całość.

We wstępie do „Boas Noitas" opisujesz swoje projekty. Piszesz, że przedstawiają „młodość bez żadnej idealizacji". Czy możesz to rozwinąć?
Nie idealizuję ludzi, których przedstawiam, pokazuję prawdziwą młodość. Daję im szansę na zadecydowanie, jak chcą być odbierani, więc może to oni prezentują swój wyidealizowany wizerunek?

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Nawet w twoich komercyjnych pracach skupiasz się na portretach. Dlaczego ten format ma dla ciebie tak duże znaczenie?
Interesują mnie ludzie, z antropologicznego punktu widzenia. Rozumiem, że portrety są formą dokumentu, który może być świadectwem społeczeństwa w danym czasie. W każdym z portretów drzemie ogromny potencjał wyrażenia czegoś. Poza tym we wszystkich tych obrazach widzę siebie, więc pozwalają mi lepiej zrozumieć, kim jestem.

jesusmadrinan.com

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Sarah Moroz
Zdjęcia: Jesús Madriñán

Tagged:
klub
impreza
Kultura
życie nocne
nocne życie
портрет
jesús madriñán