Reklama

memy, które leczą

Memy stały się unikalnym językiem, wspierającym dialog na temat zdrowia psychicznego naszego pokolenia.

tekst Wendy Syfret
|
20 Luty 2017, 7:56am

Image via @sagittariusmemeadmin

Większość ludzi ma problem ze szczerym mówieniem o piętnie, jakie zaburzenia i choroby psychiczne odciskają na ich życiach. Niewielu z nas potrafiłoby wejść do pokoju i zacząć rozmawiać o tym, jak depresja i fobie mogą utrudniać nawet najbardziej podstawowe społeczne interakcje. Za to, kiedy wrzucacie zdjęcie małego kota, screenshota z „Bob's Burger", czy samego Salt Bae, od razu łatwiej jest wyrazić emocje.

W ciągu ostatnich lat memy zajęły zaskakująco ważną pozycję w publicznym dyskursie. Smutna żaba Pepe została powiązany z rasistowskim ruchem alt-right, bajkowy Artur stał się symbolem paraliżującej wściekłości, a kreskówkowy pies siedzący spokojnie wśród otaczających go płomieni reprezentował naszą pasywność wobec całego zamieszania wokół Trumpa. Jeszcze zanim stały się mainstreamowe, memy odgrywały dziwnie oczyszczającą rolę w naszych życiach.

Ostatnie badanie Nielsena pokazuje, że 24% procent ankietowanych milenialsów uważa swoje pokolenie za wyjątkowe, bo korzysta z technologii. Dla porównania: osoby z pokolenia wyżu demograficznego („baby boomu") uznały „etykę pracy" za definiującą ich cechę. Blisko 75% generacji Y i Z jest zdania, że technologia czyni ich życia łatwiejszymi, a 54% powiedziało, że zbliża ich do znajomych i rodziny. W tym momencie nikomu nie trzeba tłumaczyć, że internet zbliża ludzi (tylko twój dziadek ma inne zdanie na ten temat), ale warto zapytać, czy pośród nieskończenie burzliwego dialogu o emocjonalnej łączności w XXI wieku nie pominęliśmy roli, jaką prosty mem gra w propagowaniu bliskości. Gdzieś pomiędzy prywatnymi wiadomościami, tagowaniem, starter packami i „tymi uczuciami, gdy...." memy stały się unikalnym językiem, wspierającym dialog na temat zdrowia psychicznego naszej generacji.

Istnieją dwie rzeczy, które ułatwiają rozmowę na trudne tematy: humor i dystans - cechy memów. „Interesującą sprawą w kwestii memów jest to, że jeśli nie mają znaku wodnego, to nie dowiesz się gdzie powstały", rozmyśla Sebastian Tribbie, właściciel instagramowego konta @youvegotnomale. Ma 37 tys. obserwujących i wrodzoną łatwość w przystosowaniu się do tej nowej formy komunikacji, która przyniosła mu karierę dzięki tworzeniu memów dla marek. Zauważa, że bardzo popularne konta z memami ostatnio kradną twory mniejszych Instagramowiczów, co oznacza, że ci drudzy oznaczają je swoimi pseudonimami. Uważa, że to odbiega od znaczenia istoty memów, ponieważ powinny być „anonimowymi treściami, rozprzestrzenianymi przez internet".

17-letnia Julia Nathanson żyje w New Jersey i dzieli się swoimi dziełami pod nazwą @sagittariusmemeadmin. Odkąd założyła konto w styczniu, przyciągnęła już 1,9 tysiąca obserwujących. W jej opisie czytamy: „Robię memy, zamiast chodzić do terapeuty, co byłoby śmieszne, gdyby nie było prawdą". Jako że zbliża się do zakończenia nauki w szkole średniej, memy są jej sposobem na radzenie sobie z atakami paniki czy depresji. Przyznaje, że nienawidzi mówić o swoich problemach, a jej strona jest niespodziewanym ujściem emocji. „Robię mem o czymś, kiedy wiem, że nie mogę porozmawiać na ten temat z kimkolwiek innym, bo już za dużo o tym mówiłam albo to coś bardzo osobistego", tłumaczy i-D.

To, że jej rozterki są anonimowe nie sprawia, że łatwiej dzieli się nimi z publicznością, ale jej zdaniem „sprawia, że czuje się jakby mówił to ktoś inny. Jest łagodniejszą wersją konwersacji na żywo".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Zdjęcie via @snakelively

Poczucie oderwania pozwala na szczerość, ale co ciekawe nie zmniejsza poczucia więzi, jakie anonimowy mem tworzy pomiędzy obcymi ludźmi w internecie. „Humor to uniwersalny sposób na łączenie ludzi, uważam, że czasem memy mogą złagodzić lęk związany z poruszeniem pewnych tematów, zbyt trudnych, by otwarcie o nich rozmawiać", komentuje Maddie Knight - admin i umysł stojący za @snakelively. Dodaje też, że humor ułatwia jej dotykanie delikatnych i trudnych tematów, o których nigdy wcześniej nie mówiła, „a już w ogóle nie publicznie, w mediach społecznościowych".

Wszyscy twórcy memów, z jakimi rozmawiało i-D, mówili o tym, jak takie poczucie otwartości pozwoliło im na inicjowanie dialogu lub uczestniczenie w konwersacjach, które zwykle by omijali. „Myślę, że moje przytłaczające i okrutnie dokładne memy przypominają rozmowę między jedną chorą psychicznie osobą a inną", powiedziała Knight. „Zauważyłam, że robienie memów pozwoliło mi na mówienie o doświadczeniach z chorobą psychiczną albo efektach traumy, czy po prostu o słabych momentach w życiu, których zwykle nie ujawniałam, bo bałam się, że zostanę uznana za zbyt skrajną czy pochmurną".

Zdjęcie via @sagittariusmemeadmin

Zajmująca się kwestiami zdrowia psychicznego komiczka i pisarka Deirdre Fidge poświęciła większość swojej kariery na badanie tego, jaki wpływ na jej życie miała walka z chorobą psychiczną. O swojej miłości do memów powiedziała: „Mam chroniczną depresję, co nie jest tak zabawne, ale czasami memy działają lepiej niż terapia za 200 dolarów". Kontynuowała: „Nie wiem, czy to jest bardzo żałosne, czy pocieszające, że przypadkowe memy sprawiają, że czasami czuję się mniej samotna, ale tak właśnie jest".

„Różnica między memami a innymi formami mediów jest taka, że ludzie cały czas repostują memy, z którymi czują się mocno związani", dodaje Nathanson. Często widzi swoje anonimowe prace wrzucane na stronach i wallach obcych ludzi, z podpisami w stylu: „dokładnie", „to ja" albo „moje życie". Nie da się nie wzruszyć, gdy do innej osoby przemawiają emocje wyrażone twoimi słowami. To tworzy niewidzialną więź z tymi ludźmi, chociaż nigdy ich nie spotkasz ani nie poznasz. Dla nastolatki zmagającej się z ciężkim okresem pod koniec liceum to niesłychany komfort. „Ktoś uzna za głupie to, że ludzie znajdują pocieszenie w memach, ale myślę, że nie do końca rozumieją, jak samotnie czują się osoby borykające się ze sprawami, na które twoim zdaniem nie warto marnować czasu i energii".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Wendy Syfret