erika lust: feministyczne porno, hipokryzja i internet

„Chodzi o każdy szczegół, o kobiece podejście do pokazywania seksu na ekranie”.

tekst Tish Weinstock
|
10 Czerwiec 2016, 12:55pm

Odkryła pornografię, gdy była nastolatką. Gorzko rozczarowana tym, jak ta branża pokazywała, uprzedmiotowiała czy wręcz poniżała kobiety, zdecydowała, że wykorzysta wszystko, czego nauczyła się w trakcie studiowania politologii i gender, oraz obsesję na punkcie kina i zacznie pracę nad własnymi filmami porno. To było w 2005 roku. Teraz urodzona w Szwecji i mieszkająca w Barcelonie producentka — Erika Lust jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk w środowisku twórców filmów „tylko dla dorosłych".

Począwszy od kobiet, z którymi pracuje za kamerą, a skończywszy na aktorkach, które

występują w jej filmach, ze wszystkimi realizuje tę samą etykę pracy. Skupia się na równouprawnieniu, odrzuca męski sposób przedstawiania kobiet. W przeciwieństwie do mainstreamowego porno, filmy Eriki są artystyczne, zmysłowe i etyczne. Pokazują, że seks jest pozytywnym doświadczenie, bez względu na płeć, przyjemność należy się w równym stopniu kobietom, co mężczyznom.

Kilka lat temu Erika rozpoczęła świetnie przyjętą serię — „XConfessions". Bada w niej ludzkie pożądanie, zapraszając ludzi z całego świata, do tego, by przesyłali swoje anonimowe fantazje na stronę . Część z historii zostaje później wpleciona przez Erikę i jej zespół w fabułę filmów.

Pomimo ogromnego sukcesu, ostatnio Erika musiała zmierzyć się z pewnym problemem. Choć materiał nie naruszał rygorystycznych zasad YouTube'a dotyczących seksu i przemocy, serwis usunął jeden z odcinków „XConfessions" — „Do You Find My Feet Suckable?" („Czy moje stopy nadają się do ssania?"). W odpowiedzi reżyserka nagrała krótkie oświadczenie, opublikowane na YouTubie, które również zostało usunięte. Lust krytykowała w nim platformę za nieusuwanie materiałów, którę zawierają prawdziwą przemoc i nadużycia seksualne, podczas gdy jej pouczające i nawołujące do równouprawnienia filmiki, zostały niesprawiedliwie wykasowane.

Co wyróżnia twoje prace?
Ludzie, którzy stoją po drugiej stronie kamery, którzy są wykształceni, bystrzy i znają trendy, w przeciwieństwie do prymitywów, którzy zazwyczaj zajmują się kręceniem tanich scen erotycznych. To też kwestia stawek, jakie płacimy aktorom, sposobu w jaki ich traktujemy, oświetlenia, garderoby, makijażu, muzyki, lokacji, cateringu, scenariusza, kontraktów, postprodukcji, korekcji kolorystycznej i faktu, że nie kryjemy się z tym, co robimy. Możesz zobaczyć kim jesteśmy, porozmawiać z nami. To też dzięki banałom, których unikamy, innym typom sylwetek, które obsadzamy w naszych filmach. Chodzi o każdy szczegół, o kobiece podejście do pokazywania seksu na ekranie.

Co starasz się osiągnąć swoją pracą?
Chciałabym zachęcić więcej kobiet, żeby ośmieliły się i przejęły bardziej decyzyjne role w przemyśle erotycznym. Zależy mi na alternatywie dla złych, szowinistycznych, mainstreamowych filmów, które można znaleźć w sieci. Chciałabym, żeby ludzie mogli oglądać filmy tworzone z równością, fabułą, świadomością reżyserską i operatorską. Moje rzeczy są adresowane do ludzi, którzy rozumieją, że seks nie musi być pokazywany jako coś taniego, wulgarnego i bez gustu. Pokazuję go, jako pełną pasji zabawę, ale skupiam się też na kontekście, detalach, lokacjach, stylizacjach — wszystkim, na co zwraca się uwagę w filmie bez seksu.

Czy porno może być feministyczne?
Oczywiście! Idea feminizmu jest dla mnie prosta i sprowadza się do równości. Moje oraz cudze feministyczne filmy powinny być robione tak, żeby wszystkie zaangażowane w nie osoby traktować jak ludzkie istoty, zwracać uwagę na ich potrzeby, prośby, emocje. Stosownie wszystkich wynagradzać i dbać o dobre warunki pracy.

Czy twoja płeć wpływa na sposób w jaki przedstawiasz kobiety? Czy powinna mieć znaczenie?
Tak, oczywiście. Jestem kobietą i chcę pokazywać kobiety w moich filmach jako takie, które mają własną seksualność, pragnienia i fantazje. Chcę, żeby były równouprawnione, uprawiały seks tylko, gdy tego chcą i dobrze się bawiły. Chcę, żeby były traktowane tak samo, jak mężczyźni, żeby miały możliwość wyrażania swoich potrzeb.

Dlaczego to takie ważne, żeby obalić dominujący, męski punkt widzenia w pornografii?
Właśnie dlatego, że takie podejście zdominowało branżę porno. Większość filmów jest robiona przez tych samych ludzi, a ich wizja jest podobna. Biały mężczyzna w średnim wieku, który ma obsesje na punkcie cycków i dup, jest zdolny jedynie do mechanicznego powtarzania scen seksu bez jakichkolwiek uczuć. Chodzi też o dostarczenie jakiejś alternatywy przyszłym pokoleniom. To nie żaden sekret, że młodzi ludzie mają dostęp do mainstreamowej erotyki. To ważne, żeby nie byli skazani na jedną wersję złego porno, które wyrobi w nich złe nawyki i wpoi złe wartości.

Mogłabyś powiedzieć nam coś o „XConfessions"?
Ludzie wysyłali mi swoje fantazje i historie, związane z seksem, od kiedy tylko otworzyłam moją wytwórnię Erika Lust Films. Zorientowałam się, że ludzie chcieliby uczestniczyć w procesie twórczym, angażować się w moje filmy. Pomyślałam wtedy, że świetnym pomysłem byłoby, gdyby przesyłali mi opisy swoich przygód, a ja tworzyłabym z nich filmy krótkometrażowe. Pracuję ze swoją ekipą filmową na każdym etapie produkcji. Od zdjęć testowych lokacji, przez wybór historii, pisanie scenariuszy z moją producentką liniową, odbywanie spotkań z dyrektorką artystyczną, stylistkami i makijażystkami w celu wybrania odpowiedniej estetyki, po wybór odpowiednich aktorów itd. Pracuję z bardzo utalentowanym i zaangażowanym zespołem, który składa się w 90% z kobiet, które działają ze mną od dawna. Kiedy znajdziemy się już na planie z aktorami, razem przeglądamy scenariusz i fabułę, które dostają wcześniej, żeby się z nimi zapoznać. Nie daję im szczegółowych uwag, co do seksu. W ten sposób uzyskuję najbardziej naturalne rezultaty.

Czy fani przesłali jakieś historie, których nie mogłaś nakręcić? Jeśli tak, to jakie?
Tylko dwa czynniki wchodzą tutaj w grę: budżet i zgodność z prawem. Nie nagram żadnej historii, która jest niezgodna z prawem albo zbyt wstrząsająca. Z kolei jeśli ktoś podzieli się historią o tym, jak uprawiał seks na jachcie na środku Oceanu Indyjskiego, bardzo trudno byłoby to nakręcić! Muszę być realistką.

Twój najnowszy klip - „Czy moje stopy nadają się do ssania?" — został usunięty z YouTube, mimo, że nie łamie żadnych zasad tego serwisu. Jak myślisz, dlaczego tak się stało?
(Ktoś lub coś z) YouTube'a musiał zorientować się, że moje imię jest w pewien sposób powiązane ze światem filmów dla dorosłych i natychmiastowo ocenzurował mój klip, bez włożenia żadnego wysiłku w sprawdzenie, czy łamię jakiekolwiek zasady - których oczywiście nie złamałam. I szczerze mówiąc, wygląda to jak zwykła dyskryminacja. Dla YouTube nie ma znaczenia, co tak naprawdę pokazujesz, ale to, kim jesteś - nie widzę innego wytłumaczenia, dlaczego anonimowi użytkownicy spokojnie mogą tam zamieszczać tyle materiałów, otwarcie przedstawiających treści dla dorosłych. Głupkowate, seksistowskie i anonimowe klipy z cyckami i tyłkami są według serwisu w porządku, ale porządny film krótkometrażowy, zrobiony przez profesjonalistów, opowiadający o uwodzeniu, bez nagości, jest zakazany. O co w tym chodzi?!

Jak myślisz - czy to, że ten film pokazuje emancypację kobiecej seksualności, miało jakikolwiek wpływ na jego ocenzurowanie?
Możliwe, że wpłynęła na to emancypacja albo po prostu to, że miał klasę… Zakładam, że usunęli go, ponieważ nie był seksistowski, śmieszny albo nie było w nim twerkującej dziewczyny w stringach.

Co sprawiło, że opublikowałaś swój list otwarty?
To, że śmieciowe treści dla dorosłych dostępne na YouTube tworzą dyskurs o seksualności i płciowości. YouTube to światowa telewizja współczesnych czasów. I jest to kanał oglądany każdego dnia przez miliony młodych ludzi i dzieciaków.

Co sądzisz na temat cenzury twojego listu?
Pokazuje ona ich kompletny brak troski o prawdziwe monitorowanie treści. Za dużo automatów robi to za nich, popełniając przy tym błędy i zamykając w ten sposób drzwi dla pozytywnych głosów. Tak naprawdę chciałabym od nich usłyszeć, dlaczego postanowili zdjąć dwa moje filmy, ale zostawić tam ten cały śmietnik.

Co polityka cenzury YouTube mówi o kobietach i kobiecej seksualności?
Pokazuje, że nasza artystyczna ekspresja nie jest mile widziana w sieci, że nie obchodzi ich to, co mamy do powiedzenia. Nie interesuje ich pozytywny sposób przedstawiania kobiecej seksualności. To także dowodzi, że wciąż żyjemy w bardzo szowinistycznym świecie, w którym najważniejsze jest to, kim jesteś, a nie to, co mówisz. Oczywiście również to, że szowinistyczne i brutalne treści są w porządku, podczas gdy inteligentne, innowacyjne i artystyczne już nie.

Jak to świadczy o ogólnospołecznym podejściu do edukacji seksualnej?
Jak powiedziałam w swoim otwartym liście, to blokowanie „doskonale odzwierciedla leniwość społeczeństwa w temacie debaty o edukacji seksualnej oraz prób wprowadzenia inicjatyw, które są prawdziwe i efektywne, jeśli chodzi o walkę z brutalnymi i negatywnymi zachowaniami seksualnymi. W świecie, w którym filmiki w stylu 'Dziewczyny z najlepszymi tyłkami', 'Gołe show' i 'Kamera w pochwie' są dostępne i mają miliony wyświetleń, myślę, że mądre i inteligentne filmy z treściami erotycznymi powinny raczej być wspierane, niż cenzurowane. Ze wszystkich sposobów, którymi YouTube chciałby zbawić świat, nieadekwatne stosowanie seksistowskiej i hipokrytycznej cenzury, albo oznaczanie treści jako 'edukacyjne', są zdecydowanie jednymi z tych najmniej efektywnych". To okropne, jak leniwe jest nasze społeczeństwo w debacie o edukacji seksualnej. Blokowanie nowych inicjatyw, których celem jest rozwój i prawdziwy postęp w tej kwestii, to czysty absurd.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Tish Weinstock
Zdjęcia: XConfessions 

Tagged:
Porno
wywiad
Wywiady
erika lust
feminizm
cenzura
xconfession