pj harvey i seamus murphy w poruszającym dokumencie

Co PJ Harvey robiła w Kosowie, Afganistanie i Waszyngtonie?

tekst Sarah Moroz
|
29 Lipiec 2016, 4:05pm

W latach 2011-2014 PJ Harvey wraz z filmowcem Seamusem Murphym przemierzyli Kosowo, Afganistan i Waszyngton. Był to ciąg dalszy współpracy nawiązanej w 2011 roku, kiedy Murphy nakręcił 12 krótkich filmów, towarzyszących premierze albumu PJ „Let England Shake". Za swoją pracę, która dokumentowała życie w Afganistanie, Sierra Leone, Strefie Gazy, Peru i Libanie, Murphy'emu przyznano nagrodę World Press Photo. Harvey jest uwielbiana za swoje 9 dobrze przyjętych płyt. Ostatnia z nich, „The Hope Six Demolition Project", została wydana w kwietniu.

Trzyczęściowa podróż duetu została uwieczniona serią obrazów i wierszy. Mieszając reportaż i portrety, badają oni miejsca, w których konflikt jest już na porządku dziennym, walcząc z tą sytuacją dzięki swojej kreatywności. Projekt, zatytułowany „The Hollow Of The Hand" (po wierszu Harvey, „The Hand" — „To uroczy wers: wieloznaczny, delikatny", mówi Murphy), został właśnie wydany w postaci książki i obecnie jest wystawiony na festiwalu fotografii Rencontres d'Arles w formie filmu (na początku miesiąca Harvey czytała tam również swoją poezję). Spotkaliśmy się z Murphym, żeby zapytać, jak PJ Harvey zniosła podróż bez swojego autobusu, pogadać o łączeniu fotografii i poezji i co czyni Waszyngton egzotycznym miejscem.

Skąd decyzja, żeby współpracować w ten sposób?
Polly była na mojej londyńskiej wystawie, dotyczącej Afganistanu. Szukała inspiracji do albumu, nad którym wtedy pracowała — „Let England Shake" — a moja prace się jej spodobały. Chciała, żebym zrobił dla niej zdjęcia, ale wtedy próbowałem swoich sił w filmie. Dlatego zrodził się pomysł: może z okazji nowego albumu zrobimy film? Skończyło się na 12 krótkich filmach, było super.

W festiwalowym filmie zawarłeś zdjęcia i ruchome obrazy. Dlaczego jedno i drugie?
Dyscyplina potrzebna, żeby robić zdjęcia, jest bardzo szczególna. Mam do wyboru różne środki wyrazu, co jest świetne, a zarazem okropne. To nieźle ryje banię! Byliśmy wtedy bardzo zarobieni, wciąż przełączając się między zdjęciami, a wideo.

Fotografuję nie myśląc o efekcie. On nie istnieje, dopóki nie usiądziesz i nie przeprowadzisz edycji zdjęć. Oboje to przeżyliśmy: Polly pisała notatki, które mogły stać się piosenką lub wierszem, a ja fotografowałem i filmowałem — i to jest wystarczający powód, żeby nagrywać. Czy tego użyjesz, czy będzie dobre — o tym nie masz pojęcia [w tamtej chwili].

Opisz waszą podróż.
W Kosowie spędziliśmy tylko parę dni. Trochę nam się spieszyło. To było spontaniczne, ale znam Kosowo - byłem tam parę razy podczas wojny i po niej, znałem więc miejscowych. Polly przeprowadziła wywiad z ojcem z zakonu, dotarliśmy akurat na mszę. To było trochę zaplanowane — oczywiście były też rzeczy, które wydarzyły się spontanicznie. Zawsze jednak wiedziałem gdzie i kiedy iść.

Waszyngton był inny, nie znam go tak dobrze. Znajomy znajomego, korespondent Washington Post, woził nas po różnych dzielnicach. Waszyngton jest potęgą, jednak ma swoje problemy — ten kontrast nas zaintrygował. Miejsca, które widzieliśmy wcześniej — Kosowo, Afganistan — o ich losach decydował właśnie Waszyngton. Dobrze jest odwiedzić miejsce, w którym decyduje się o losach innych. Przed wyjazdem czytaliśmy o Anacostii (dzielnicy Waszyngtonu); wsiedliśmy w pociąg i poszwędaliśmy się trochę. Poszliśmy na pizzę, a pracujący tam Turek przedstawił nam kolesi wałęsających się po ulicy. Taka opcja jest świetna, bo ludzie stają się wtedy bardziej śmiali w rozmowie i oswojeni z kamerą. Poszliśmy też do paru kościołów — są dużą częścią lokalnej społeczności. Zależało nam na afroamerykańskim doświadczeniu Waszyngtonu i na problemach społecznych stolicy wolnego świata. Czasem jedzie się gdzieś, spodziewając się pewnych rzeczy, a na miejscu zastaje się coś o wiele lepszego. Albo gorszego! Ale nigdy nie jest tak, jak się spodziewasz.

Dlaczego akurat te trzy miejsca?
Bez powodu: nie chodziło nam o żadną „trójcę" albo „magiczną trójkę", nic z tych rzeczy. Na początku współpracy mieliśmy mnóstwo świetnych pomysłów: Japonia, Indonezja. No i koniec końców pojechałem do tych samych miejsc, w których już byłem!

Dlaczego Waszyngton, Kosowo, Afganistan? Bez powodu. Dwa miejsca znałem, dwoma interesowała się Polly. O dwóch głośno mówiono w mediach i, co jest zabawne, od tamtej pory przestały się pojawiać w wiadomościach. Wielu Amerykanów pytało: „Po co do cholery pojechaliście do Waszyngtonu?! Czemu nie do Iraku?" Nie pasował on ani mnie, ani Polly. Nie zależało nam na samym byciu w tak odległych i odmiennych miejscach. Chcieliśmy zrobić coś, co będzie nam bliższe, jednak nie do końca. Nie w Anglii, nie w Irlandii. A z czego słynie Ameryka? Z bycia supermocarstwem, bardzo zaangażowanym w sprawy międzynarodowe. Taki byl nasz tok rozumowania. 

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jak dogadywaliście się jako podróżnicy?
Wzajemnie się uzupełnialiśmy. Jak z każdym pisarzem, z którym pracowałem, robiła notatki i wywiady. Jedyna różnica jest taka, że Polly nigdy nie była dziennikarką, wszystko to było dla niej nowością, wychodzenie do ludzi, rozmawianie o wojnie w Afganistanie, albo śmierci bliskich w Anacostii. Wydaje mi się, że dziennikarze uczą się, jak w pewien sposób się od tego zdystansować, wiedzą, czego szukają. Wiedzą jak sobie radzić z ludźmi i wyciągnąć od nich to, co jest im potrzebne — w jak najmilszy sposób. Rozmawialiśmy o tym wieczorami: chciała wiedzieć, czy pytanie o to, czy o tamto jest w porządku. Nigdy nie przekroczyła żadnej granicy, jednak gdy twój rozmówca zaczyna płakać, naturalnie zastanawiasz się, czy to przez ciebie. Zdaje się, że to była dla niej pierwsza taka podróż — bez menadżera, zespołu, rozpiski czy dobrych hoteli. Bardzo jej się podobało.

Kiedy tam pojechaliście?
Do Afganistanu w 2012 roku, Kosowa w 2011 a do Waszyngtonu w 2014. Odstęp był więc spory. Pisanie materiału zajęło Polly sporo czasu. Mam jej zaszyty, filmowałem je. Jest w nich mnóstwo notatek.

Jak według ciebie wygląda relacja między poezją, a obrazami?
Jest bardzo intuicyjna. Nie ma w niej logiki. Cytowałem materiał na wiele sposobów. W efekcie wszystko jest dosyć losowe. Chodzi o to, jak wszystko współgra razem. Lubię opisywać szczegóły—- można powiedzieć wiele przy użyciu czegoś małego. Myślę, że poezja i fotografia są bardzo zbliżone. Są jak skrót, bardzo artystyczny, ale jednak skrót. Na pierwszej stronie New York Timesa jest zawsze zdjęcie, które „podsumowuje" wczorajsze wiadomości. To da się zrobić. Nie sposób zawrzeć w nim wszystkie wiadomości, ale można przekazać ogólną sytuację. Zrobienie mocnego zdjęcia fotoreporterskiego zajmuje jedną pięćsetną sekundy — czy istnieje coś bardziej poetyckiego?

„The Hollow of the Hand" jest wystawione w Église Saint-Blaise at Rencontres d'Arles we Francji, aż do 25 września.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Sarah Moroz
Zdjęcia: Seamus Murphy

Tagged:
Fotografia
PJ Harvey
Seamus Murphy
the Hollow of the Hand
Afganistan
poezja
Kosowo
waszyngton
blink wschód