buszujemy w garderobie beyoncé

Stylistka Marni Senofonte zdradza, jak pracowało się z Królową B przy jednym z najpopularniejszych teledysków tego roku.

tekst Tom Ivin
|
04 Listopad 2016, 2:00pm

W kwietniu tego roku Beyoncé wydała szósty album studyjny, który był również jej drugim albumem wizualnym. To wydarzenie zatrzęsło posadami showbiznesu i zmieniło sposób, w jaki postrzegamy teledyski już na zawsze. Wizualizacje ilustrowały teksty piosenek, dotyczące domniemanych zdrad Jaya Z, mówiły także o wzmocnieniu pozycji czarnoskórych kobiet i było w nich tyle walorów kulturowych, że premiera całego filmu odbyła się na HBO.

Poprzez współpracę wyjątkowych ludzi i artystów, „Lemonade" ma zupełnie nowe brzmienie: urozmaicone, innowacyjne i w pełni reprezentujące rok 2016. Obrazy dorównują muzyce, dzięki wkładowi znakomitych reżyserów, odpowiedzialnych za ich ostateczny wygląd. Między innymi byli to Jonas Akerlund, Mark Romanek i Melina Matsoukas… jednak teledysk nie byłby taki sam bez odpowiednich kostiumów.

Marni Senofonte to stylistka odpowiedzialna za najbardziej charakterystyczne stroje z „Lemonade". Za „Formation" wygrała w tym roku nagrodę za najlepszą stylizacją w teledysku na UK Music Video Awards. Mimo że kawałek pojawia się po napisach końcowych „Lemonade", zdaje się podsumowywać styl i ducha całego filmu. Stylizacje doskonale łączą ponadczasowe z futurystycznym.

Rozmawiamy z Marni o jej wspaniałym roku, podziwiając moc, jaką ma „Lemonade" oraz przekładając pomysły na stroje, ze szkicu na teledysk. Rozważamy także, jak wygląda praca podczas trasy koncertowej z tak kreatywną osobą, jaką jest Beyoncé.

Gdy teledysk ujrzał światło dzienne, wielu redaktorów mody ścigało się, by zidentyfikować ubrania z wideo. Schlebia ci fakt, że ludzie starają się rozłożyć twoją pracę na czynniki pierwsze?

Cokolwiek robię, zawsze staram się odczekać, pozwolić ludziom to przeanalizować i zrozumieć. Chciałam, żeby ten projekt sprawił, aby widz nie miał pojęcia gdzie się znajduje, aby zastanawiał się: czy są to kostiumy, czy współczesne ubrania? Wypuściliśmy „Formation", zagraliśmy na Superbowl i od razu zaczęliśmy się przygotowywać do trasy koncertowej, więc był niezły kocioł. Nawet nie miałam czasu się tego przemyśleć.

Efekty twojej pracy są imponujące. Stworzyłaś nowy, niesamowity świat.

Gdy patrzę teraz na koncerty, to szalone co robiliśmy! Obecnie w wielu kolekcjach znajdują się elementy wiktoriańskie i myślę wtedy: „Och, żałuję, że tego wcześniej nie miałam", a potem dociera do mnie, że może to na to wpłynęliśmy.

W „Lemonade" jest mnóstwo motywów, obrazów i dialogów. Ciężko było to przenieść na język ubrań, czy zupełnie przeciwnie, przez taki natłok tematów stało się to łatwiejsze?

Beyoncé to niesamowicie kreatywna osoba, która ma mnóstwo wspaniałych pomysłów, ale nic nie było w stu procentach postanowione. W rzeczywistości wszystko złożyło się samo. Dla mnie istotne było ubranie tych kobiet w haute couture. To wizja nowej wersji looku właścicielki plantacji oraz stylizacji tych czarnoskórych kobiet. Nie chciałam, żeby było to za mocno kostiumowe, wolałam wykorzystać współczesne kreacje Givenchy i ubrać w nie bohaterki. Tak właśnie powinno być.

Jak zabierasz się za tak duży projekt?

Każda z piosenek reprezentowała emocję, więc najpierw skupiłam się na nich. Przy teledysku „Formation" wybrałam czerwoną suknię od Gucci. Gdy ją zobaczyłam, powstała nowa wizja połączenia „starego" i „nowego" Gucci. Nowy projektant przyszedł do tego domu mody i nieźle namieszał, a przy tym oddał hołd starej klasyce. Beyoncé miała podobne plany. Pomyślałam: „nieźle namieszasz, wydając tą płytę!". To było nawiązanie, podświadomy przewrót, którym mogłam się bawić przez modę.

Stroje w „Lemonade" są integralne z narracją. Od zawsze chciałaś opowiadać historie poprzez ubiór? Było to częścią twoich planów na życie?

Ta możliwość podczas całego projektu była wspaniała. Nie było nic przypadkowego w strojach z trasy czy w teledyskach… nawet w kreacjach z czerwonego dywanu. Wszystko współgrało. Zadajemy sobie pytanie: co możemy zrobić inaczej, jak to zmodernizować? Jakie będą kolejne kroki?

Ciekawi mnie, czym różnią się sesje do magazynów od takiego teledysku?

Edytoriale są dużo prostsze, możesz stworzyć cokolwiek zechcesz! To, co miała na sobie Beyoncé, musi się ruszać, a do tego trzeba specjalnych umiejętności. Strój musi się poruszać w odpowiedni sposób, nic nie może odpaść… Oprócz Beyoncé zostaje 20 tancerek do ubrania, to gigantyczna produkcja i każdy musi pasować do tego świata. Teledysk wymaga więcej pracy.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jak duży wpływ Beyoncé miała na stylizacje?

W każdym aspekcie pracy jest twoją partnerką. To artystka, która pozwala ci również być artystą — to wspaniałe. Oczywiście ma swoje pomysły, ale zawsze jest otwarta na rady współpracowników.

Jaka odpowiedzialność ciąży na stylistce? Przed kim odpowiadasz: przed artystą, domami mody czy przed sobą?

Zdecydowanie mam obowiązek wobec samej siebie i wobec artystki, którą jestem. Najwspanialsze w Beyoncé jest to, że ma ugruntowaną pozycję i cały proces kreatywny zaczyna i kończy się na niej. Nie musisz odpowiadać przed ludźmi z wytwórni muzycznej, którzy nie mają pojęcia o modzie. Moja odpowiedzialność leżała w rękach Beyoncé.

Porozmawiajmy o jej trasie koncertowej. Jak teledysk przekłada się na scenę?

Nie było to łatwe, ale nie było też niewykonalne. Przed premierą albumu odbyłam rozmowy ze wszystkimi, omówiliśmy emocje i klimat towarzyszące płycie. Ciężko jest zaprojektować stroje koncertowe, mieliśmy mnóstwo rzeczy, których nie udało nam się użyć, bo nie da się w nich występować. Nie muszę dodawać, że wszystko było piękne ,ale proces powstawania stroju ze szkicu jest zabawny.

Jakiej rady udzieliłabyś komuś, kto chciałby zajmować się tym samym?

Przede wszystkim, jest to możliwe. Teraz nawet bardziej niż kiedyś. Nie ma granic i ograniczeń, ponieważ masz możliwości, możesz pokazać swoje prace milionom ludzi. Ale nie wolno spoczywać na laurach!

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Tom Ivin

Tagged:
Lemonade
Beyoncé
wywiad
muzyka
marni senofonte