Reklama

undergroundowa moda z kijowa

Anton Belinskiy stworzył kolekcję-manifest nowego pokolenia Ukraińców.

tekst Felix Petty
|
05 Wrzesień 2016, 4:10pm

Photography Christopher Nunn

W grudniu 2013 roku w Kijowie, podczas gdy protesty przeciwko prezydentowi Janukowyczowi narastały i skupiły się wokół Majdanu (czyli Placu Niepodległości), Anton Belinskiy zebrał elementy swojej najnowszej kolekcji, ukraińską flagę oraz kilka ludowych strojów i wystawił je na placu w geście buntu. Zdjęcia są stoickie i piękne, a na twarzach modelek otoczonych kordonem policyjnym miesza się niewinność, surowość i melancholia.

W kolejnych miesiącach demonstracje nasilały się. Choć zaczęły się zaledwie jako protest przeciwko decyzji Janukowycza, odrzucającej traktat o silniejszej integracji z Europą, wkrótce przeobraziły się w ogromną, zbrojną rewolucję przeciwko korupcji i nieuczciwości ukraińskich elit politycznych oraz ich związków z Rosją.

Gdy prezydent Janukowycz uciekł ze stolicy w lutym 2014 roku, w kraju trwał konflikt, w którym siły zbrojne otworzyły ogień na Majdanie, zabijając ponad 100 protestujących, a Ukraina była już symbolem nowej zimnej wojny między Wschodem a Zachodem. Obrazy z placu stały się codziennym, szokującym elementem programów informacyjnych i pierwszych stron gazet. Po zakończeniu konfliktu widzieliśmy nagrania z Majdanu, z którego pozostało tylko dymiące gruzowisko.

Owszem, rewolucja przyniosła ze sobą nowy rząd i wraz z nim obietnicę lepszej przyszłości. Jednak razem z nią przyszły też nowe konflikty z Rosją, prorosyjskie separatystyczne nastroje na wschodzie i kryzys finansowy, w wyniku którego wielu Ukraińców straciło pracę. Ostatnie lata w historii tego kraju będą definiowane jako okres gwałtownych przemian. Jednak z popiołów rewolucji wyłania się nowy kraj.

W Kijowie zaraz przed Dniem Niepodległości (święta 25. rocznicy rozpadu ZSRR), Anton Belinskiy, niedawny kandydat do prestiżowej nagrody LVMH, zorganizował „One Day Project" (Jednodniowy Projekt). Jego celem było przedstawienie młodej fali kreatywnych artystów, która rozkwita w stolicy. „Rewolucja zmieniła każdego, kto jej doświadczył, na wiele sposobów", Anton mówi o wpływie rewolucji na jego życie i pracę. „Zmieniła wszystkich, którzy tam byli, nie ma możliwości, żeby takie doświadczenie na kogoś nie wpłynęło. Bardziej pokochałem Ukrainę".

Nowe pokolenie dorastające w mieście to polityczni aktywiści i patrioci. Tak jak wszystkich Ukraińców, sytuacja zmusiła ich do myślenia o polityce. Są kreatywni i odkrywczy z konieczności, ponieważ kryzysy często zmuszają do kombinowania. Na rynku pracy jest mniej etatów i funduszy, a stan infrastruktury się pogarsza. Młodzi Ukraińcy narodzili się z rewolucji i kryzysu, to one nadały nowemu pokoleniu kreatywny impuls. Konflikt utrudnił wszystko, dał jednak pretekst do stworzenia czegoś wielkiego.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Anton Belinskiy wiosna/lato 17

Anton Belinskiy wiosna/lato 17

Szczególnie u Antona niespokojna sytuacja polityczna jest widoczna w kolekcjach, które dotyczą zarówno ukraińskiej historii, jak i teraźniejszości. W erze, kiedy moda na „poradziecki chic" Goshy Rubchinskiyego czy Demny Gvasalii z Vetements dominuje na wybiegach i ulicach, ten trend ma głębsze, bardziej posępne znaczenie w Kijowie. W końcu jest to miasto, które walczy o odcięcie się od swojej radzieckiej przeszłości i poszukuje lepszej przyszłości. Z obecną rosyjską okupacją Krymu oraz rebeliantami w Donbasie to żadna niespodzianka. Dlatego w Kijowie nadaje się nowe nazwy budynkom, ulicom i burzy pomniki. Muzeum Lenina to teraz Dom Ukraiński, w planach jest też rozebranie jego socrealistycznej elewacji. Do rozbiórki przeznaczono także pokryty graffiti Pomnik Przyjaźni Narodów (Ukraińców i Rosjan, oczywiście).

Czerpiąc garściami z historii, Anton zainspirował się abstrakcyjnymi kształtami i wzorami polskiego suprematysty urodzonego na Ukrainie, uważanego za wzorzec kultury wczesnego ZSRR-u, Kazimierza Malewicza. W czasach, w których moda jest uważana za luksus, Belinskiy pozostał zaangażowany społecznie: dochód z poprzednich kolekcji przekazał ukraińskim domom dziecka, a w swoich projektach wykorzystuje niosące patriotyczną postawę hasła: „Wszyscy jesteśmy artystami", „Sztuka musi odrzucić przeszłość" czy będące istnym manifestem kijowskiej sceny artystycznej: „Biedni, ale fajni". Pomimo sytuacji politycznej i wszelkich niedogodności związanych z importem, eksportem i ogólnie prowadzeniem firmy, Anton wystrzelił na sam szczyt, co przedtem udało się niewielu ukraińskim projektantom. Jego zeszłoroczną kolekcję sprzedawało VFILES, otrzymał nominację do nagrody LVMH, a jego projekty zamawiają kupcy z całego świata, od Los Angeles aż po Koreę.

Chociaż wywodzi się z tego samego pokolenia i szerokości geograficznej co Gosha czy Demna, projekty Antona z lekkim podejściem do koloru i dekonstrukcji sylwetki prędzej można porównać do młodzieńczej wolności kogoś takiego jak Simon Porte Jacquemus. Podczas gdy Ukraina zbiera się po najgorszych chwilach w swojej historii i bezpośrednie zagrożenie powoli zanika (przynajmniej w Kijowie), „One Day Project" Antona wydaje się pierwszą jaskółką nowej nadziei, odczuwalnej tym bardziej że podczas naszego pobytu w Kijowie, miasto spowijało przepiękne słońce.

Anton Belinskiy wiosna/lato 17

„To lokalna opowieść, w dobrym tego słowa znaczeniu", tłumaczy ideę projektu. „Chciałem zrobić coś fajnego dla Kijowa, nic światowego. Ostatnio sporo się tu dzieje w muzyce, kulturze i sztuce, chciałem to wszystko połączyć, muzykę, modę, młode pokolenie... Wszystko, co robimy, musi zostać pokazane razem, inaczej jest fałszywe".

Kryzys i rewolucja z pewnością popchnęła kijowską scenę kreatywną do przodu. Teraz przeważa poczucie wspólnoty, pochodzące z łączącej ich niepewności. Ciężko jest manewrować pomiędzy undergroundem i mainstreamem, szczególnie w modzie. Ci, których na to stać, nie kupują w Ukrainie, natomiast ci, którzy to robią, nie wspierają młodych, miejscowych projektantów.

Edukacja modowa na Ukrainie jest nadal oparta na modelu radzieckim: studenci uczą się dużo praktyki, lecz niekoniecznie skupiają się na biznesowej stronie. Do tego nie kładzie się nacisku na kreatywność i autoekspresję. Wszyscy projektanci faktycznie potrafią robić wykroje, szyć, taliować i robić ubrania od podstaw. Rewolucja była impulsem, który ożywił pogrążoną w marazmie branżę, ale strona biznesowa nadal w niej kuleje. Istnieje jednak projekt nazwany Fashion DNA, który powstał ze współpracy British Council i Ukraińskiego Tygodnia Mody. Jego celem jest wspieranie młodych projektantów w formie warsztatów i zajęć. Wsparł także inicjatywę „One Day Project" Antona.

Subrosa wiosna/lato 17

Subrosa wiosna/lato 17

Jednak w oderwaniu od komercji można odnaleźć poczucie wolności, co widać w pracach ukraińskich projektantów. Każdy ma teraz coś do powiedzenia i robią to na różne sposoby. To właśnie pokazuje „One Day Project" Antona. „Projekt jest opowieścią o przyjaźni", mówi Anton. „Chciałem zebrać wszystkich moich kumpli, ludzi, których lubię, z którymi pracuję i spędzam czas, chciałem ich wszystkich zebrać w jednym projekcie, na jeden dzień, żeby złożyć hołd temu miastu".

Poza pokazem swojej kolekcji w kijowskim Pałacu Sportu Anton umieścił undergroundową sztukę, modę oraz muzykę miasta w planie dnia, który zaczyna się w barze Okno - ulubionej miejscówce lokalnej sceny. Mieszczący się w ogródku między blokami jest główną sceną Subrosy, nowopowstałej marki rosyjskiej imigrantki i artystki Sashy Vasin, która parę lat temu przeprowadziła się do Kijowa. Kolekcję zainspirowały, jak sama mówi, wspomnienia ze szkolnych lat i przesiadówek u znajomych po lekcjach. Czuć tutaj odrobinę riwiery Bloku Wschodniego, subtelnej, pastelowej nostalgii: bladoróżowe, oversize'owe bluzy, garnitury disco w stylu lat 70. u chłopców, a u dziewczyn szare lub czarne, obszerne bluzy z kapturem i warstwowe sukienki na ramiączkach. Z głośników w barze wydobywa się retro rosyjski pop i francuskie nutki ye-ye, a atmosfera jest młodzieńcza, tym bardziej że modelki grają w ping-ponga, odpoczywają, palą różowe papierosy Sobranie, które leżą na stoliku wśród róż i piją tradycyjny ukraiński kompot.

Inne podejście, etos i estatykę przyjęło Drag & Drop, inna nowa marka, którą prowadzą dwie siostry, Anna i Yulia Grazdhan. Ich pokaz, który odbył się w budynku Funduszu Kultury w wyjątkowo pięknym, starym, arystokratycznym pałacu sprzed Rewolucji. Drag & Drop zachwyca swoją wyluzowaną, seksowną wizją kobiecości. W prezentacji nie ma modelek, zamiast tego ubrania leżą na podłodze pałacu, jak gdyby porozrzucane w przypływie emocji. Jest tu sporo koronek i gdzieniegdzie błysk brokatu, a do tego romantyczna, pełna tęsknoty fortepianowa ścieżka dźwiękowa. Jednocześnie projektantki bawią się ideą tego, co jest ukryte, a co widać gołym okiem, pod warstwami i bielizną. Są trencze, które sprawiają wrażenie, jakby ich projektantki nie chciały, żeby zakładać cokolwiek pod nie. We wszystkim najważniejsza jest jednak wolność i niezależność, jak sugerują siostry, możliwość poruszania się swobodnie pomiędzy ulicami miasta, imprezą i sypialnią kochanka.

Projektantki Drag & Drop: Anna iYulia

Za kulisami pokazu Antona Belinskiyego

O decyzji, żeby pokaz zorganizować w XVIII-wiecznej willi Yulia mówi: „Materiały w kolekcji doskonale się zgrały z antycznymi meblami i obrazami. Razem z siostrą chciałyśmy pokazać ducha kolekcji, używając w swobodny sposób materiałów, które często są uważane za pompatyczne". Dodaje także, że projekt Antona zainspirował je, by zorganizować własną prezentację, bo mogły zrobić, co tylko chciały, bez konieczności kompromisów.

Mimo pokaźnej grupy utalentowanych artystów, którzy współtworzą projekt Antona, to pokaz samego projektanta jest najciekawszym wydarzeniem dnia. Odbył się on w hali wspomnianego już Pałacu Sportu, wybudowanego w latach 60. gmachu nawiązującym stylem do modernizmu lat 30. Doskonałe miejsce na projekty Antona. Ściany hali są udrapowane plisowanymi zasłonami, zza których na marmurową posadzkę pada miękkie światło. Motywem przewodnim kolekcji jest róża, symbol delikatności i piękna, który rozkwitł na ubraniach, w naszywkach i haftach, na kitlach, tunikach, koszulach, T-shirtach i w przypadku dwóch elementów wyjątkowo zapadających w pamięć, w żakardach wszytych w swetry.

Dla Antona róża opowiada historię Kijowa. „To symbol młodości", mówi. „Ale w Kijowie na imprezie absolwentów wszyscy się upijają, idą na skwery pływać w fontannach, a wszędzie są róże. Wszyscy dają sobie róże - studentom, profesorom, wszystkim. Więc róża to symbol młodego pokolenia, ale też zakończenia szkoły".

Anton Belinskiy wiosna/lato 17

Anton Belinskiy wiosna/lato 17

Poza tym kolekcja była delikatną zabawą z rzeźbiarską formą, zderzeniem praktyczności z pięknem, starciem pierwiastka męskiego z żeńskim. Dziewczyny stąpały po posadzce Pałacu Sportu w potężnych sylwetkach, natomiast mężczyźni w delikatnych, drapowanych szatach. Poza złotymi garniturami, małymi czarnymi z różami na plecach, jasnoczerwonymi płaszczami rozciętymi wzdłuż pleców tak, że całość kołysała się, gdy modelka szła po wybiegu, pojawiła się też seria T-shirtów, bluz z kapturem i podkoszulek z nadrukiem zdjęć kijowskiej młodzieży i okładką ukraińskiego paszportu, które są skazane na międzynarodowy sukces.

„Na Ukrainie paszporty dostaje się w wieku 16 lat, a wkrótce potem młodzi chłopcy kończą szkołę i zaczynają ostatni rok przed pójściem na studia i wejściem w nowe, dorosłe życie", mówi Anton o nadruku paszportu. „Studniówka jest esencją tej przemiany, czymś w rodzaju rytuału. Doświadczamy tego dnia od tyłu, od zachodu do poranka, tak jak każdą chwilę w młodości. Dlatego ten czas jest taki romantyczny. Powtarzająca się na nadrukach róża symbolizuje romantyzm, młodość i piękno. Letnia studniówka to także symbol rozkwitu". Stąd też róże. Paszporty opowiadają o trudnych dla Ukraińców czasach, w których wizy (nawet wakacyjne, a w szczególności z zezwoleniem na pracę), są wyjątkowo trudne do zdobycia.

Za casting, mieszankę dziewczyn i chłopaków znalezionych na ulicach Ukrainy i na kreatywnej scenie Kijowa, odpowiada wspierana przez Antona agencja Cat B, która jest ukraińską odpowiedzią na rosyjskie Lumpen czy niemieckie Tomorrow Is Another Day. „Od castingu zaczęło się wszystko", ciągnie Anton. „Ci fajni, młodzi, piękni ludzie... Chciałem ich zebrać w jednym miejscu, to ludzie byli inspiracją tej kolekcji. Casting jest odzwierciedleniem nowej ukraińskiej postawy. Ubrania mojego projektu to ciuchy, w których chciałbym zobaczyć moich znajomych. Chcę, żeby stały się uniformem mieszkańców Kijowa".

Anton Belinskiy wiosna/lato 17

Po pokazie zapada noc, a tłum przechodzi to galerii nad brzegiem Dniepru, gdzie stara znajoma Antona i studentka CSM, Masha Reva, prezentuje nowy projekt stworzony z fotografem Ramenem Parsadanovem. Wykorzystali piękne dziewczęta i chłopców z Cat B i użyli ich ciał jako płócien, wyobrażając je sobie jako przestrzeń dla obrazów. Publiczność przechadza się dookoła, w ich ubraniach, szczególnie chłopców, widać zdecydowany wpływ Goshy. Jednak dzisiaj widać go nie tylko w Kijowie. Zresztą ma on tutaj o wiele więcej sensu niż na ulicach wschodniego Londynu. Zgromadzony tłum jest fajny, piękny i pełen energii, a jego część ma już na sobie ciuchy z kolekcji Antona.

Ostatnim przystankiem jest Lybid Locals, kolejna nowa marka, stworzona przez grupę znajomych Antona (jeden z nich był modelem w jego pokazie, w złotym garniturze, z gołą klatą i tatuażem Rasswiet w stylu Thrasherowego T-shirtu Goshy). Anton to w pewnym sensie ojciec chrzestny, wspierający młode pokolenie. Jego „One Day Project" zmotywował artystów do działania i realizacji projektów, a jednocześnie zwrócił na nich uwagę.

Za kulisami ekipa Lybid Locals kłóci się ze sobą i przeklina po rosyjsku, wprowadzając ostatnie poprawki przed pokazem. W końcu pojawiają się na molo, wystającym wgłąb rzeki, w niemal kompletnej ciemności, ich obecność zdradzają jedynie krzyki. Oświetleni jedynie przez iPhone'y i błyski fleszy prezentują swoje prace. Ich kolekcja to jaśniejący blask energii, wszystko w niej jest białe. Malują sprejem po fladze, po czym w proteście szybko uciekają schodami przeciwpożarowymi, ku uciesze publiczności.

Lybid Locals wiosna/lato 17

W budynku portu DJem jest Slava, odpowiedzialny za undergroundową imprezę Cxema. Historia Cxemy doskonale oddaje ducha Kijowa teraźniejszości. W wyniku kryzysu Slava stracił pracę i po prostu znudzony brakiem zajęcia, zaczął organizować imprezy w starych skate parkach, pod mostami, na wyspach za miastem - wszędzie, gdzie mógł postawić głośniki. Cxema to coś więcej niż impreza, to forma społecznego eskapizmu przed światem. W równym stopniu idea, co disco.

To zdanie tak naprawdę mogłoby stanowić podsumowanie kijowskiej sceny artystycznej. Zaangażowani w swoją pracę i jej wpływ na otaczający ich świat, powoli zaczynają szukać swojego miejsca w tym nowym, wspaniałym świecie, ciesząc się namiastką wolności i młodości. W takich chwilach wszystko nabiera głębi (szczególnie dla outsidera): nie wystarczy już robić czegokolwiek, trzeba czegoś dokonać. „Ubrania się starzeją, a pomysły pozostają na zawsze", kończy Anton. „Nie robimy mody, tworzymy historię", śmieje się.

@chrisnunnphoto

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Felix Petty
Zdjęcia: Christopher Nunn
Tłumaczenie: Arek Zagata