słoneczna plaża

Portrety ekscentryków i zakochanych par z Coney Island.

tekst Hannah Ongley
|
07 Październik 2016, 3:56pm

Fotograf Mark Hartman niedawno skończył 35 lat. Zamiast się upić albo pojechać na ekstrawaganckie wakacje, poszedł z aparatem na deptak na Coney Island. „Wyznaczyłem sobie pewne zasady: jeden aparat, żadnych dodatkowych obiektywów, statywów i lamp", wspomina. Słoneczne portrety, które stworzył tego dnia, wkrótce zmieniły się w cały cykl fotograficzny, który stał się idealną formą ucieczki od problemów, a jednocześnie sposobem na zmierzenie się z nimi. Zdjęcia ludzi wypoczywających na plaży, zanurzonych w wodzie oraz młodych zakochanych, tulących się na gorącym piasku, są podszyte metaforami związanymi z rytuałami przejścia. Mark przez lata tworzył sesje do eleganckich magazynów i stron podróżniczych, ale tym razem chciał zrobić coś bardziej spontanicznego. Chociaż przyznaje, że fascynuje go kolorowa i dziwaczna ikonografia Coney Island, wystarczającą dużo ciekawych i specyficznych cech dostrzega w ludziach, których fotografuje. Na jego pracach zobaczycie zielone włosy, tatuaże i odwracające się od kamery głowy. Porozmawialiśmy z fotografem i zapytaliśmy go, co najbardziej interesuje go w tej okolicy oraz ludziach, którzy tam wypoczywają.

Dlaczego zacząłeś robić zdjęcia na Coney Island, a nie w jakimś innym miejscu na Brooklynie?
Z kilku powodów. Po pierwsze to miejsce przyciąga wielu ludzi z całego świata. Dzięki temu mogłem znaleźć różnorodnych modeli i modelki. Lubię też tajemniczą aurę tego miejsca. Z premedytacją nie chciałem pokazywać symboli utożsamianych z Coney Island. Tło stanowią niebo, piasek, albo woda. Nawet jeśli robię zdjęcie na deptaku, kieruję obiektyw w stronę wody. Chciałem skupić się na ludziach i uczuciach, nie na lokalizacji. Przeszedłem przez wiele w życiu osobistym i chciałem skoncentrować się na projekcie. Niedawno skończyłem 35 lat, więc inaczej teraz podchodzę do życia. Myślałem o metaforach przedstawiających rytuały przejścia i wplatałem je w projekt.

Czy są one zawarte w każdym portrecie?
Niektóre są dosłowne, inne nie. Zdjęcia par są bardziej prostolinijne — to idea młodej miłości, jej zmienności, oraz tego, jak z czasem ewoluuje pojęcie miłości. Zdjęcia rodziców i dzieci bezpośrednio przedstawiają związek między dorosłością i przechodzeniem przez nowy okres w życiu. Mniej dosłowne portrety przedstawiają ludzi w wodzie. Stanowią metaforę, nawiązującą do wielu religijnych tekstów. Gdy wynurzasz się z wody, zmienia się twój stan świadomości. Wiele religii opisuje historie o wynurzaniu się lub wychodzeniu z wody. Zdjęcia dzieciaków w dziurach nawiązują do różnych momentów inicjacji w dorosłe życie, przez które trzeba przejść samemu. Każdy ma swoje własne doświadczenia związane z tym tematem. Na innych zdjęciach zajmuję się ciałami, chcę zilustrować emocje, których nie potrafię wyrazić słowami, pokazać coś z uczuciem, z czym ludzie mogą się utożsamiać, co pozostaje poza sferą języka. Moim zdaniem udane zdjęcie wywołuje taką reakcję.

Jak wybierałeś ludzi? Czy jako fotograf zwracasz uwagę na konkretne cechy wyglądu?
Ciągle przechadzam się po plaży tą samą trasą. Zaczynam daleko, na deptaku przy Brighton Beach. Staram się uwolnić swój umysł, więc przed wyjściem medytuję. Szukam ludzi, u których wyczuwam iskrę, z którymi czuję więź. Może zacząć się od tego, co mają na sobie albo od cech fizycznych, jak dłonie czy ciało. Rozmawiam z nimi i proponuję, że podzielę się z nimi zdjęciami, tak żeby też coś z tego mieli. To współpraca. Ważne, żeby się zgodzili i nie mieli z tym problemu, bo ustalam wszystkie ich pozy. Muszą mi zaufać.

Wykonałeś wiele fotografii dla magazynów podróżniczych, modowych i wiadomości. Jak to doświadczenie różni się od portretów z Coney Island?
Mogę stworzyć coś, czego możemy doświadczyć wspólnie. Mniej planuję, działam bardziej spontanicznie. Moje poprzednie prace są sztywniejsze — statyw, prosta perspektywa. Tym razem chciałem działać w luźniejszy sposób — jeden aparat i obiektyw, zdjęcia z ręki, światło słoneczne. Pracowałem z tym, co zastałem na miejscu, starałem się coś z tego stworzyć.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Czy w Nowym Jorku jest jakaś inna okolica, w której mógłbyś zrobić tak osobiste portrety?
Tak, ale bardzo podoba mi się Coney Island. Lubię tutejszą energię i historię. Mógłbym robić zdjęcia gdziekolwiek, ale projekt jest związany z czasem i miejscem, porami roku i tym, przez co przechodziłem. Od dłuższego czasu chciałem zrobić coś związanego z Nowym Jorkiem. Trochę zazdrościłem znajomym, którzy stworzyli projekty w mieście, ale wmawiałem sobie, że tutaj wszystko już zostało zrobione i muszę wyjechać gdzieś indziej, by stworzyć coś osobistego. To nieprawda — można tworzyć wszędzie. Wybrałem sobie to konkretne miejsce, aby opowiedzieć własną historię, a także historię ludzi ze zdjęć, nawiązać z nimi głębszą więź.

markhartmanphoto.com

Przeczytaj też:

Wystawa fotograficzna łącząca koszykówkę z plażą

Dzika plaża i nastrój edytoriali z lat 90.

Różowa plaża Pharrella

Kredyty


Tekst: Hannah Ongley
Zdjęcia: Mark Hartman

Tagged:
Coney Island
Plaza
Kultura
mark hartman