malarka, która została kulturystką

Nigdy nie wiadomo, co inni robią w domowym zaciszu.

tekst Zio Baritaux; tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
|
11 Sierpień 2016, 5:40pm

Obrazy słowackiej malarki Katariny Janeckovej są przesiąknięte seksem. Trzy kochanki baraszkują w łóżku, brunetka pozuje nago do zdjęcia w basenie, kobieta daje klapsy nietypowemu partnerowi... W jej prowokacyjnych scenkach brakuje tylko jednego elementu: mężczyzn. Zamiast nich kobiety przytulają się do brunatnych lub czarnych niedźwiedzi, stworzonych z rozmazanych plam akwareli lub szybkich pociągnięć pędzla z farbą akrylową. „Dla mnie niedźwiedź jest idealnym zamiennikiem mężczyzny", wyjaśnia Janeckova. „Maluję je jako proste, ciemne postacie, bo to pozwala puścić wodze fantazji". Dzięki temu zabiegowi kobiety stają się głównymi bohaterkami jej prac, są silne i drzemie w nich seksualna moc. „Według stereotypu ładne kobiety są uległe, więc bawię się tym założeniem", mówi Katarina. „Czasem jest to mniej widoczne, bardziej siedzi to w mojej głowie, a czasem jest oczywiste lub wyolbrzymione". Najwyraźniej widać to w jej najnowszych pracach, na których pokazuje potężne mięśnie kulturystek. Katarina oddaje cześć ich kształtom, umieszczając je na greckich wazach i zmieniając opakowanie po odżywkach w wazon. „Mój ideał kobiecego piękna uległ zmianie", stwierdziła Katarina w trakcie wywiadu. Oprócz tego omówiła z nami także kwestie seksu, symboliki i najnowszej wystawy „How to Make a Bear Fall in Love" w Studio d'Arte Raffaelli we włoskim Trento.

Kiedy i dlaczego postanowiłaś tworzyć bardziej seksualne prace? Przeżyłaś pewnego rodzaju seksualne objawienie?
Dorastałam w Europie Środkowej. Gdy byłam nastolatką, seks był już wszędzie, łatwo też było też do niego dotrzeć w internecie. Na początku moją uwagę zwróciła lateksowa maska. Szperając w internecie, znalazłam zdjęcia amatorów — par w lateksowych maskach. Uprawiali seks albo robili zwykłe rzeczy, np. jeździli na nartach. Byłam pod wrażeniem: przecież to mogli być moi sąsiedzi! Nigdy nie wiadomo, co inni robią w domowym zaciszu. Miałam 19 lat, a ten świat seksualności był jak ukryty skarb, pełen dziwnych rzeczy. Byłam ciekawa, jak ludzie zareagują, gdy to namaluję.

Czemu na twoich pracach nie ma żadnych mężczyzn, tylko kobiety i niedźwiedzie?
To naturalne, że utożsamiam się z kobietami na płótnie. Malowanie twarzy mężczyzny nigdy nie było dla mnie ważne, chyba że to ktoś, na kim mi bardzo zależy. Dla mnie niedźwiedź jest idealnym zamiennikiem mężczyzny. Czasem pokazuję go jako kochanka, podglądacza, zabawnego niedźwiadka, zboczonego starego niedźwiedzia albo symbol ochrony. Robię to też dla własnej radochy. Uwielbiam tworzyć związki między postaciami, wymyślać ich historię. Maluję niedźwiedzie jako proste, ciemne postacie, bo to pozwala puścić wodze fantazji. Monolityczna, czarna postać niedźwiedzia wśród tych wszystkich kolorów i szalonych pociągnięć pędzla pozwala odpocząć oczom. Czasem maluję im okulary albo oczy i rumieńce, żeby przekazać coś więcej na temat ich charakteru lub nastroju. Każdy na swój sposób interpretuje obrazy, w zależności od wspomnień i doświadczeń. Uwielbiam tego słuchać.

O czym opowiada twoja najnowsza wystawa?
Gdy szykowałam się do tej wystawy, wszystko ułożyło się naturalnie i zrozumiałam, że większość moich prac opowiada o moich uczuciach w związkach, o fantazjowaniu i analizowaniu siebie i mojego aktualnego stylu życia. Bardzo różni się od poprzedniego. Po raz pierwszy (i mam nadzieję ostatni) jestem mężatką, przeprowadziłam się z Europy prosto do małego miasteczka w Teksasie, z którego pochodzi mój mąż. W ciągu ostatnich dwóch lat musiałam dostosować się do wielu zmian. Pozwoliłam swojej wyobraźni i dłoni błądzić po płótnie, nie wiedziałam, jaki będzie tego efekt.

Jak sprawić, żeby niedźwiedź się zakochał?
Można sprawić, by czuł się jak twoja muza, pozował do portretu, a potem się z tobą kochał, jeśli jesteś malarką.

Czy ważne dla ciebie jest przedstawianie kobiet jako silnych i dominujących w sypialni?
Zawsze sprawiało mi przyjemność malowanie kobiet, które są silne i dominują w związku z niedźwiedziem. Według stereotypu ładne kobiety przeważnie są uległe, więc bawię się tym założeniem. Czasem jest to mniej widoczne, bardziej siedzi to w mojej głowie, a czasem jest oczywiste lub wyolbrzymione, jak w cyklu o kulturystkach. Gdy przeprowadziłam się do Stanów, byłam samotna, szukałam zajęcia w tym małym miasteczku. Siłownia była jedyną aktywną opcją. Obserwowałam kulturę siłowni i kult ciała, a mój ideał kobiecego piękna uległ zmianie. Nagle zaczęłam doceniać kaloryfery, wielkie, silne uda i tak dalej. Z drugiej strony zabawnie było zobaczyć, jak te kobiety szaleją, popisują się na Instagramie i robią zdjęcia swoich tyłków po przysiadach. W obrazach wykorzystuję te motywy, pokazuję uznanie i szacunek do kulturystek, ale też bawię się ironią, pokazując niezdrowe poświęcenie, na jakie są gotowe by być wysportowane.

Ty nie tylko doceniasz i podziwiasz kulturystki, stałaś się jedną z nich. Czy możesz opowiedzieć coś więcej o tym doświadczeniu?
Gdy bardziej wkręciłam się w siłownię i zaczęło to wpływać również na moje obrazy, postanowiłam, że wezmę udział w jednym z konkursów. Pomyślałam, że to może być świetny eksperyment i autentyczne źródło inspiracji. Najtrudniejszą częścią było usunięcie z diety wszystkich węglowodanów przed pokazem i jedzenie białka co kilka godzin. To było latem, odwiedzałam rodzinę w Europie. Pojechałam z mamą i bratem w podróż po Portugalii. Wyobraźcie sobie, że ludzie wszędzie lizali lody i zajadali się ciasteczkami pastel de nata. A ja codziennie musiałam odwiedzić siłownię, czyli w każdym mieście, które odwiedziliśmy, musiałam szukać nowej. Jeśli w pobliżu akurat nie było żadnej, brat ćwiczył ze mną na plaży. Czułam się jak Rocky!

Sam konkurs był wielkim przeżyciem, pełnym absurdalnych sytuacji. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że w się w nich znajdę. Wszystkie uczestniczki przebywały w eleganckim hotelu i wyglądały idealnie. Miałyśmy własnych fryzjerów i makijażystów, którzy się nami zajmowali. Ale przez trzy dni lub więcej nie mogłyśmy się myć, bo opalałyśmy się natryskowo. Mogłyśmy jeść tylko ryż i ryby, które kupiłyśmy zamrożone w okolicznym supermarkecie i gotowałyśmy w mikrofalówce. Wszędzie śmierdziało rybą. W dniu pokazu, a nawet kilka dni przed, nie można było pić wody. W zależności od tego, jak poważnie się do tego podchodziło. Słyszałam rozmowy w stylu: „Masz szczęście, jesteś bardziej odwodniona ode mnie!". Wejście na scenę w bikini i wystawienie swojego ciała na ocenę sędziów było trochę dziwne dla drzemiącej we mnie artystki, ale rozumiem, że o to chodzi w konkursach. Jedzenie po zawodach było jak zmartwychwstanie! Wpadłam na dużo pomysłów na obrazy oraz wystawę „Janeckova na sterydach", ale to wydarzyło się naturalnie.

Wiele z twoich prac to autoportrety. Czy czasem czujesz się nieswojo, gdy ludzie patrzą na ciebie na obrazach?
Gdy maluje kobietę, przeważnie na końcu i tak będzie wyglądać jak ja, nawet jeśli tego nie zamierzałam, bo po prostu tak dobrze znam swoją twarz. Nie przeszkadza mi, gdy ktoś patrzy w trakcie malowania, ale gdy prace wiszą już w galerii, czuję się nieco skrępowana. Widz zauważa podobieństwo między mną i nagą kobietą, która dobrze się bawi. Ale to nic, chcę malować prawdziwe życie.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Zio Baritaux
Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości artystki

Tagged:
wywiad
Wywiady
Seks
Kultura
mięśnie
niedzwiedzie
obrazy
katarina janeckova
kulturystki
kulturyści
malarka