sezon żywych trupów

Wśród panującego w najnowszych kolekcjach ducha uniformizacji, Comme des Garçons stawiają czoła życiu i śmierci.

tekst i-D Team
|
26 Styczeń 2015, 2:15pm

Dotychczas zaprezentowane kolekcje na jesień-zimę 2015 wywołały już ducha uniformizacji na wiele sposobów. Od dosłownie mundurowego, po bardziej nieuchwytny codzienny, ale aż do trzeciego dnia paryskich pokazów nie ukazał się waż tak ceremonialny sposób jak u Comme des Garçons. Kapłańskie szaty były dla Rei Kawakubo punktem zwrotnym w złowrogim i wyrafinowanym kierunku, którym podążyła ku mrocznej stronie religijnego stroju. Podczas pokazu rozbrzmiewała zapętlona w kółko ponura pieśń „Masked Ball" Jocelyn Pook z „Oczu Szeroko Zamkniętych", w której mnisi głos powtarza przewinięte od tyłu słowa modlitwy po rumuńsku. „I Bóg powiedział swoim uczniom, 'Nakazałem wam się modlić do Pana o łaskę, życie, pokój, zdrowie, zbawienie, odpuszczenie grzechów dzieci Bożych. Ci, którzy się modlą, otrzymują przebaczenie i dbają o te święte miejsce'" (dzięki,YouTube!). Nie jest to może do końca optymistyczny pop, ale inspiracja strojem rodem z r                          ytuałów mrocznych sekt czy tajnych stowarzyszeń, nie mogła być trafiona lepiej. 

Comme des Garcons autumn/winter 15

Pokrywający jej projekty nadruk wyglądał jak czcionka z witraży kościołów, powtarzał zwrot „Urodzeni by umrzeć", zaś na tyłach marynarek umieszczono przerażające średniowieczne ryciny scen śmierci i horroru. Kolekcję Kawakubo można odbierać jako komentarz kultu naszych czasów: tego, jak ubiór stał się obiektem czci, symbolem oddania pewnej grupie ludzi, projektantowi i jego wizji, czy - w końcu - religii. Poza tym, w mundurach i uniformach zawsze było coś osobliwie pięknego, coś co rozumieli Mussolini i Hitler. Coś, co pochodzi jeszcze z czasów Starożytnego Rzymu, gdy cesarze i wojskowi - w skrócie: masowi mordercy -pokrywali się zapierającymi dech zbrojami. Po wyprzedzającym czasy najeździe namundurowe terytorium w zeszłym sezonie, Kawakubo unikała tych odniesień wkolekcji na jesień-zimę 2015, ale dwuznaczność, którą pokazała w swoich kapłańskich ubraniach, w wyjątkowy sposób pokazała ciemną stronę uniformizacji. 

Comme des Garcons autumn/winter 15

Podobny sentyment a'la Memento mori dało się odczuć także na pokazie Givenchy, chociaż kult Riccarda Tisciego należy bardziej do tych diabelsko-wystrzałowych. „Dla mnie, dzisiejszy pokaz odzwierciedla wszystko co naprawdę uwielbiam, od miłości po śmierć, która wielu kojarzy się źle, ale dla mnie naprawdę dużo znaczy",powiedział za kulisami i-D. „Pochodzę z mrocznego środowiska, od małego miałemobsesję na punkcie czaszek. Uwielbiałem każdą kreskówkę, w której się pojawiały". Na twarzach modelek i modeli wymalowano i wyklejono je także z czegoś, coRiccardo nazwał „mieszaniną dziwnych drobiazgów, które zbierałem całe życie". W kolekcji można było wyczuć masę środkowo- i południowoamerykańskichzapożyczeń z estetyki leżącej u korzeni Tisciego, ale także pewien mroczny,zmysłowy żar w stylu meksykańskiej parady Dnia Zmarłych. „Gdy kolekcjonujesz przedmioty, kolekcjonujesz energię innych ludzi, która jest jedną z najpiękniejszych rzeczy w człowieku", powiedział Tisci.

Givenchy autumn/winter 15

.Swoją kolekcję opisał jako „podróż do świata de Chirica", cytował malarza, którego panoramy miast zawierały płomienno-czerwone detale, które także ją rządzą. Alenatchnienie Tisciego pochodzi też z meksykańskich dywanów, które zbiera przez całe życie, tak samo jak wenecką biżuterię i „marzenia" - jak powiedział - związane ze współczesną kulturą plemienną. To było pogańską, albo nawet trochę satanistyczną, wersją ceremonialnych kostiumów Comme des Garçon. Te u Givenchy, którego psy, rekiny i madonny z poprzednich kolekcji stały się subkulturowymi naszywkami dlawyznawców mody, są nowymi szatami uczniów Tisciego.

Givenchy autumn/winter 15

Kredyty


Tekst Anders Chrisian Madsen
Zdjęcia Mitchell Sams

Tagged:
Givenchy
cdg
Riccardo Tisci
comme des garcones