10 sposobów na uratowanie świata

Znaj swoje prawa. Ufaj swojemu wewnętrznemu wykrywaczowi bzdur. Krzycz jak najgłośniej. Czytaj więcej. Kochaj mocniej. Oto kilka porad, które pomogą ci uczynić ten świat lepszym miejscem.

tekst Bertie Brandes
|
31 Marzec 2015, 9:20am

Nie chcę sprawić ci zawodu już pierwszym zdaniem. Ale nie, nie znajdziesz tu instrukcji krok po kroku jak naprawdę uratować naszą planetę. Głównie dlatego, że ona ma się całkiem dobrze. Tylko te dziwne, stworzone przez ludzi struktury piętrzące się na jej powierzchni trapią dosyć duże problemy. Dzieje się obecnie sporo rzeczy, których wszyscy powinniśmy być bardziej świadomi. Jeśli chodzi o Wielką Brytanię, jedną z nich jest fakt, że nasz rząd jest sponsorowany przez ludzi notorycznie unikających płacenia podatków. Albo to, że oddzielne drzwi dla biednych niestety nie są kolejnym dowcipem wymyślonym przez Armando Iannucciego. Lub też to, że londyńska policja metropolitalna na serio rozważa pomysł, by udział w demonstracjach był odpłatny. Acha, a Bruno Mars uważa, że werbalne molestowanie kobiet w teledyskach jest stuprocentowo OK (nie musicie mi wierzyć, po prostu to obejrzyjcie). Czasem ciężko pojąć, jak masz wpasować się w tę sytuację. A teraz spędzamy dużą część życia na portalach społecznościowych. Dlatego łatwo sobie wmówić, że udostępnienie raz na dzień inspiracyjnego cytatu czy okładki zina Riot Grrrls wystarczy, by zademonstrować zaangażowanie polityczne. Może przestańmy się oszukiwać. I przyznajmy, że zgadzanie się z paroma artykułami prasowymi wytykającymi niesprawiedliwości tego świata nie czyni nas aktywnymi obywatelami. Po czym zaangażujmy się w zwalczanie problemów, które nas martwią, w nowy, unikalny sposób. Przeczytajcie więc ten artykuł o kilku pomysłach na to, jak możecie pomóc w ratowaniu świata. Można zacząć od małych rzeczy, takich jak przeczytanie książki. Ale też organizować protesty okupacyjne i pozwolić, by inni usłyszeli twój głos. No, znajdziecie w nim także kilka innych przydatnych rad. Jak ta, że nie musicie wcale zaglądać do wnętrza każdej restauracji, by wypatrywać swoich eks. Pozwólcie jednak, że to akurat wyjaśnię wam w szczegółach, jak przyjdzie na to pora.

1. Istniej
Okej, drodzy krytycy, wstrzymajcie się. Wiem, że zaczynam od lekko irytującego, najłatwiejszego punktu. Aczkolwiek chciałabym serdecznie pogratulować w tym miejscu wszystkim żywym istotom ludzkim - to macie odhaczone! Największy problemem z wdrożeniem się w aktywistyczny sposób myślenia jest obraz, który pojawia się w naszych umysłach, gdy szukamy skojarzeń z tym słowem. Standardowy wizerunek aktywisty w ludzkiej wyobraźni plasuje się gdzieś pomiędzy Igrzyskami Śmierci 3 a Iniemamocnymi. Czyli polega to w zasadzie na noszeniu na sobie mnóstwa lycry i byciu postacią fikcyjną. Prawda jest jednak taka, że możesz być dokładnie takim aktywistą, jakim sobie zapragniesz. Na przykład retweeterem ważnych informacji. Albo słodziutką apptywistką (właśnie wymyśliłam ten termin, czuję się z siebie bardzo dumna). Ewentualnie zawsze można otworzyć własną petycję na portalu Change.com. Nie rób sobie krzywdy uznając, że wprowadzanie zmian na tym świecie nie jest w twojej mocy. Bo na pewno jest.

2. Ufaj swojemu wewnętrznemu wykrywaczowi bzdur
Są takie problemy, do których łatwo ustosunkować się w trybie natychmiastowym (mimo to zalecam ostrożność w tak prędkim przyjmowaniu poglądów). Istnieją jednak także te mniej oczywiste. Które wkradają się niepostrzeżenie do mainstreamu. Naucz się więc ufać swojemu wewnętrznemu wykrywaczowi bzdur. Ufaj mu kiedy podpowiada, że Robin Thicke zachowuje się jak seksualny drapieżnik. Że Bruno Mars nagabuje bezczelnie przypadkowo spotkane na ulicy kobiety. I że Chrisa Browna nie powinno się zapraszać na galę Grammy, żeby mógł poprzymilać się do Ryana Seacresta na czerwonym dywanie. Idźmy dalej za tymi przykładami. Seksizm występuje w naszym społeczeństwie w różnych postaciach i kształtach. To ty musisz zadecydować, z czym ci jest niewygodnie, a co jesteś skłonna zaakceptować. Pokładanie zaufania w swoich instynktach pomoże ci też otworzyć się na inne osoby, które mają podobne zdanie. Co pomaga w tworzeniu wspólnot podobnie myślących ludzi, zdeterminowanych napiętnować oburzające ich uprzedzenia i przykłady dyskryminacji.

3. Kwestionuj wszystko
Z drugiej strony, nie pozwalaj sobie na zbyt pochopne wyciąganie wniosków. Jedną z najważniejszych rzeczy, jakie zapewnił nam Internet, jest możliwość przeprowadzenia researchu. I przyjrzenia się temu, jak różni ludzie podchodzą do różnych problemów. Szukaj więc opinii i perspektyw na problem, które nie pokrywają się do końca z twoim zdaniem. Bierz też pod uwagę to, jaką rolę w pojawianiu się oraz utrwalaniu zinstytucjonalizowanej nierówności może pełnić intersekcjonalność. Im więcej czytasz, tym większą moc zyskuje twój własny sposób postrzegania pojęcia „wolność". Wrzucaj do zakładek każde źródło, na jakie natrafisz. Przypominaj sobie często, że czytanie tylko takich artykułów, które potwierdzają twoje poglądy, nieprzesadnie przyczynia się do poszerzania horyzontów. Jeszcze jedno - zainstaluj sobie koniecznie f.lux, to bardzo użyteczny programik. Bo kto chciałby dostać przemęczenia wzroku od czytania do trzeciej rano 200 komentarzy na temat polityki „no platfrom"? Auć.

4. Daj się zainspirować
Nie wiesz gdzie znaleźć inspirujące przykłady w postaci historii o młodych ludziach, którzy stanęli do walki? Nie musisz daleko szukać, zwróć uwagę na Sashę Salmon. W 2010 roku rząd brytyjski ogłosił, że ma w planach trzykrotne podwyższenie czesnego w szkołach wyższych. Sasha, studiująca na londyńskiej uczelni LSE, zebrała grupkę swoich rówieśników i zorganizowała głośny protest okupacyjny typu sit-in. Trwał on ponad tydzień. „Do tamtej chwili nie angażowałam się w żadnej mierze w związki studenckie. Ani publiczne akcje polityczne" - wyznała Sasha. „Ale usiadłam w tym pomieszczeniu, bo zmagałam się z problemami finansowymi. Uznałam, że podwyżka opłat uczyni wiele rzeczy jeszcze bardziej niedostępnymi dla studentów takich jak ja". Wcielenie się w rolę aktywistki przyszło jej całkiem naturalnie. Jest jedyną czarną, nie wywodzącą się z Oxfordu lub Cambridge uczestniczką programu kształcenia podyplomowego na pracownika służby cywilnej. „Jeśli podchodzi się do jakiegoś zagadnienia z pasją, powinno się je promować i wspierać z całych sił. Na każdy możliwy sposób. W pracy, w domu, w przestrzeni publicznej. To, żeby młodzi ludzie wypowiadali się głośno o problemach nurtujących ich społeczności, jest kluczową sprawą. Nieważne, czy robią to na Twitterze, Facebooku, YouTubie, pisząc blogi czy artykuły, kręcąc filmy krótkometrażowe. Szukajcie okazji, by dyskutować o tych problemach z innymi. Choćby za pośrednictwem związków studenckich i stowarzyszeń działających na uczelniach. Grupę zwykle znacznie łatwiej usłyszeć, niż pojedynczą osobę".

5. Nie ograniczaj się do przeczytania informacji na metce czy etykiecie
Ratowanie świata to całkiem spore wyzwanie. Na szczycie listy spraw, które należy uwzględniać przy zabieraniu się za to dzieło, jest etyka i dobro środowiska naturalnego. Zrozumienie, co tak naprawie promuje rynek, który nie do końca świadomie wspieramy, jest odpowiedzialnością wszystkich konsumentów. Użyj swojej inicjatywy, by wyjść poza standardowe procedury dowiadywania się, skąd pochodzą produkty, jak się je produkuje i reklamuje. I zastanów się, czy naprawdę chcesz współdziałać z tym systemem. Zrób głębszy research. Dowiedz się, jakie jest minimum egzystencji w kraju, w którym uszyto twój t-shirt. I czy pracownikom wypłaca się tam w rzeczywistości płacę minimalną. Sprawdź czy rolnikowi, który dostarczył to tak schludnie opakowane w kartoniki mleko do Tesco, zapłacono prawnie ustaloną stawkę za jego wkład. Otwórz oczy na rzeczywisty charakter branż, które próbują odciągnąć twój wzrok od swojego procederu i zwieść cię niedokładnymi informacjami na etykietach. Świadomie i aktywnie podejmij decyzję, czy chcesz popierać ich działalność.

6. Krzycz jak najgłośniej
Teraz mamy dostęp do wielu nowych metod na głośne oprotestowanie zinstytucjonalizowanego seksizmu, rasizmu i elitaryzmu. Ruchy takie jak Everyday Sexism czy Hollaback używają mediów spółecznościowych, by wykreować bezpieczną przestrzeń dla kobiet. Za jej pośrednictwem mogą się one dzielić opowieściami o nadużyciach wobec nich i molestowaniu. Wymienione organizacje tworzą też globalną sieć złożoną z osób, które mają dosyć bycia traktowanymi jak towary wystawione na sklepowej witrynie. Znaj swoje prawa. Nawiąż więź z innymi protestującymi, wykorzystując do tego hashtagi. Uświadom sobie też, że jeśli nie istnieje platforma wspierająca idee, którymi chcesz się dzielić... to najwyższy czas stworzyć ją samemu!

7. Używaj dostępnych ci środków
Gdy Daisy-May Hudson (której sylwetkę przedstawiliśmy w bieżącym numerze i-D) postanowiła nakręcić film opowiadający o jej przeżyciach związanych z kryzysem mieszkaniowym w Londynie, w nadziei na zebranie funduszy na realizację projektu przedstawiła swój pomysł na sieciowej platformie crowdsourcingowej. Po niespełna miesiącu przekroczyła ustaloną przez siebie kwotę docelową 10 tysięcy funtów. W tej chwili zajmuje się już produkcją Half Way - dokumentu bazującego na doświadczeniach jej rodziny z bezdomnością. Ma on „nadać statystykom dotyczącym kryzysu mieszkaniowego w Wielkiej Brytanii ludzkiej twarzy i przyczynić się do pozytywnych zmian społecznych". Daisy dodaje też, że wrzucenie projektu w siec uświadomiło jej, że obok pieniędzy nieocenioną rolę pełni praktyczna pomoc ze strony innych. „Tak wiele osób skontaktowało się ze mną, oferując mi swoje usługi. Nie wiedziałam nawet, że będę ich potrzebowała. A oni proponowali mi je zazwyczaj za darmo" - przyznała. Młodym aktywistom radzi, żeby znaleźli siłę w uprzejmości oraz wsparciu ludzi. I zwracali się do innych takimi drogami, jak tylko to możliwe. „Jeśli czujesz frustrację czy gniew z jakiegoś powodu, wiedz, że możesz stworzyć coś, co przemówi do wielu osób. Wydaje mi się, że każdy jest niezadowolony z tego, co dzieje się na świecie. Zaskoczy cię to, jak wiele osób okaże ci wdzięczność za to, że mówisz o tym głośno".

8. Nie ograniczaj się do czytania tylko i wyłącznie wpisów na Twitterze
Właśnie skończyłam czytać Co to za coś Dave'a Eggersa. Hej, spoko, wiem. że polecanie książek w artykułach prasowych jest raczej irytujące. Ale na pierwszych stronach ogólnokrajowych gazet nie zawsze odnajdziemy kontekst kulturowy i samoświadomość. Dlatego w tym wypadku uważam, że warto jednak zarekomendować wam tę pozycję. Fabułę Co to za coś autor oparł na prawdziwej historii jednego z sudańskich „Straconych Chłopców" - Achaka Denga. Chłopak ten przemierzył pełną lwów pustynię, wędrował od jednego obozu dla uchodźców do drugiego, aż w końcu trafił jakoś na posadę recepcjonisty siłowni w Atlancie. To nie jest wesoła opowieść. Chodzi mi jednak o to, że tak łatwo być ignorantem. Zwłaszcza jeżeli jesteś osobą, która narzeka na nie takie sosy do kanapek czy brak sieci 4G. Kiedy prowadzisz znajome, wygodne i bezpieczne życie, tracisz zdolność pomagania tym, którzy się zagubili lub są narażeni na przeciwności losu. Słuchając historii Achaka, zawartej w pamiętniku spisanym prawię dekadę temu, przyczyniasz się do tego, że inni usłyszą jego głos. A za pomocą tego, co nauczy cię książka, napiszesz fabułę własnego życia. Krótko - czytajcie więcej!

9. Myśl nieszablonowo

Jeśli transparenty i marsze to nie twój rodzaj ekspresji, istnieją miliony innych kreatywnych metod zmagania się z problemami społecznymi i politycznymi. Takie, które nie wymagają stania na nogach przez 10 godzin i nie podąża za nimi ryzyko ścisłego otoczenia przez kordon policyjny na Parliament Square (musiałam się wysikać za pomnikiem). Fabien Riggall, założyciel Secret Cinema, w odpowiedzi na bieżące wydarzenia polityczne organizuje specjalne pokazy filmowe. Na ostatnim wyświetlał Dyktatora Chaplina. Fabien uważa, że kino to świetne narzędzie do „wywierania wpływu na ludzi i inspirowania ich". Pokazy pozwalają widzom nawiązać więź, przełamać uprzedzenia związane z różnicami poglądów i szukać rozwiązań problemów poprzez sztukę i własne doświadczenia. „Nasz nie działający system nie wspiera dostępu do kultury" - mówi. „Tak więc sami bądźmy kulturą. Twórzmy kanały przekazu, wykorzystujmy technologię i bierzmy sprawy w swoje ręce".

10. Mniej polubień, więcej miłości

Zrób sobie przysługę. Posłuchaj rady Nicka Cave'a i wpuść miłość do środka. Im bardziej ufasz osobom wokół siebie i im mocniej je wspierasz, tym chętniej usiądą z tobą o 6 rano na zimnej płycie z betonu, by wyczekiwać na okazję do pokrzyczenia na grupę developerów nieruchomości. Acha, i kochaj też siebie. Bo, naprawdę, uczciwie mówiąc - jaki sens ma niekochanie siebie? Spróbuj też nie przejmować się za bardzo błahostkami. Nie przeglądaj zdjęć na Instagramie jeszcze przed podniesieniem się rano z łóżka. Nie zaglądaj do wnętrza każdej restauracji, szukając wzrokiem swojego/swojej eks. Przestań porównywać się do ludzi, których jedyną pracą jest bycie bardzo, wybitnie bardzo delikatnymi i ugodowymi. Wysyłaj miłość w świat, wpuść miłość w głąb siebie. A potem wstań z łóżka, odchrząknij i szykuj się do nawoływania o zmiany. Jak najgłośniej!

Jak Generacja Z zmieni otaczający nas świat? Dowiedźcie się więcej.

@bertiebrandes

Kredyty


Tekst Bertie Brandes

Tagged:
10
aktywizm
generacja z
10 sposobów
ratowanie świata