dlaczego dziewczyny wybierają gejowskie kluby

Ten schemat wygląda zawsze tak samo, bez względu na to, czy bawicie się w remizie czy w pozornie prestiżowym klubie w centrum Warszawy...

tekst Stasia Wąs
|
13 Październik 2017, 6:32am

fot. Zosia Lisowska

Niedawno internet podbił materiał o studentce z Amsterdamu, robiącej sobie selfie z każdym mężczyzną, który zaczepił ją na ulicy. Wydawało się, że w Polsce skala problemu jest o wiele mniejsza, ale jak się okazuje wystarczy kilka drinków i przyciemnione światło, a wszelkie hamulce puszczają.

Kilka dni temu poszłam z przyjaciółką na imprezę do klubu. Po całym tygodniu pracy i nauki chciałyśmy po prostu się wystroić, napić i potańczyć, żeby zapomnieć o zmartwieniach. Jak zwykle nasz spokój na parkiecie nie trwał długo. Ten schemat wygląda zawsze tak samo, bez względu na to czy bawicie się w remizie czy w pozornie prestiżowym klubie w centrum Warszawy: nagle obok pojawia się samotny samiec i próbuje się o nas ocierać. Taktycznie zmieniamy lokalizację na przeciwległy kąt sali, a on znów wyrasta spod ziemi i tańczy tuż obok. W ciągu wieczoru sytuacja powtarza się z kilkoma osobnikami. Niektórzy po grzecznej odmowie robią się agresywni i używają niecenzuralnych słów.

Panowie, przestańcie traktować nas jak zwierzynę — przychodzimy na imprezę się wyluzować, a trochę o to ciężko, gdy ciągle musimy trzymać się na baczności, żeby nikt przypadkiem nie złapał nas za tyłek.

Wiecie, co okazało się (w miarę) skuteczną metodą przepłoszenia? Jedno zdanie: „Sorry, jesteśmy parą" i oddalanie się w kolejny kąt.
Zadziałało, ale ja poczułam się tak, jakbym wciąż była w liceum. Czy naprawdę jeszcze musimy stosować manewry, kłamać i udawać czyjąś „własność", żeby wywalczyć sobie odrobinę wolności do zabawy?

Ta noc przypomniała mi, dlaczego od dłuższego czasu chodzę tylko na gejowskie imprezy — tam takie sytuacje się nie zdarzają i mogę w spokoju w tłumie przyjaznych ludzi balować do piątej nad ranem. Nie muszę wbijać wzroku w podłogę i martwić się, że jak na kogoś spojrzę, to zostanę źle odebrana. Nie muszę przed nikim uciekać, ani zastanawiać się czy mój strój faktycznie jest zbyt „skąpy" czy szalony. Mogę po prostu czuć się swobodnie i na parę godzin zapomnieć o całym świecie, a przecież o to w tym wszystkim chodzi.

Nie ma nic złego w poznawaniu nowych ludzi i flirtowaniu, jednak droga do mojego serca prowadzi przez bardziej wyrafinowane zachowania godowe niż ocieranie się o mnie znienacka kroczem. Jeśli całkiem spokojnie mówię, że nie jestem zainteresowana, bo chcę tańczyć sama albo z przyjaciółką, to moja decyzja i powinna być szanowana.
Wbrew temu, co mówią komedie romantyczne, nie jest to forma wyzwania. Nie ma tu żadnego przekazu podprogowego. Informacja jest bardzo prosta: „Daj mi spokój".

W miażdżącej większości przypadków chodzimy do klubów ze starymi znajomymi i chcemy się bawić z ludźmi, których już znamy, a nie spędzać noc uciekając przed napalonym natrętem. Jasne, zawsze można poznać kogoś nowego, ale samotny, często starszy gość krążący po parkiecie i podbijający do młodszych dziewczyn nie wygląda na dobrego kandydata na nowego kolegę. Od tego są teraz aplikacje, które oszczędzają obu stronom niezręcznych sytuacji.

Wydaje mi się, że clubbingową postawę wielu mężczyzn zgrabnie podsumowuje fragment piosenki The Smiths „How Soon Is Now":

There's a club, if you'd like to go
You could meet somebody who really loves you
So you go and you stand on your own
And you leave on your own
And you go home and you cry and you want to die

(Jest taki klub, jeśli chciałbyś tam pójść... / Może poznasz tam kogoś, kto naprawdę cię pokocha / Więc idziesz tam i stoisz sam / i wychodzisz sam / idziesz do domu i płaczesz i chcesz umrzeć)

Faktycznie, przy takim desperackim nastawieniu może wydawać się, że odmowa jest końcem świata, jednak wystarczy tylko zmienić podejście — „zamiast oczekiwać otwieram się na świat. Jestem tu i teraz, bawię się z ludźmi i cieszę się chwilą". Czy wtedy wszyscy nie będziemy szczęśliwsi? Dziewczyny będą mniej wystraszone, chłopcy mniej rozczarowani — i wilk syty i owca cała.