Reklama

nieziemskie zdjęcia pełne kobiecości

Amanda Charchian opowiada nam o swoich pracach.

tekst Lula Ososki
|
25 Grudzień 2015, 12:20am

Dla Amandy Charchian, w fotografii liczy się nie tylko efekt końcowy. Ważne jest też samo tworzenie więzi między kobietami w intymnych sytuacjach. Jej modelki często pozują nago, w zapierających dech w piersiach sceneriach. Efektem pracy Amandy jest książka Pheromone Hotbox, która przedstawia surrealistyczne piękno tych intensywnych doświadczeń i pokazuje współczesną kobiecość z innej perspektywy. Spotkaliśmy się z fotografką, aby dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat.

Co cię natchnęło do stworzenia tej książki?
W 2012 roku podróżowałam z dwiema młodymi artystkami. Złapałam się na tym, że wręcz obsesyjnie je fotografuję, jakby każde zdjęcie zbliżało mnie do rozwiązania niezbadanej tajemnicy. Wtedy zrozumiałam, że artystki mają pewną siłę, która balansuje na krawędzi między seksualnością a kreatywnością. Pewność siebie jest bardzo pociągająca. Znaczna część mojego poczucia tożsamości bierze się z efektów mojej pracy.

Opowiedz nam o założeniach Pheromone Hotbox.
Zaczęłam się zastanawiać nad tym napięciem i zrozumiałam, że to wyjątkowe doświadczenie, zarezerwowane wyłącznie dla kobiet fotografujących się nawzajem w kameralnych warunkach. Energie procesu twórczego i seksualności są u kobiet nierozerwalnie połączone. To właśnie nazywam „The Pheromone Hotbox" [Szklarnią pełną feromonów]. To sytuacja, w której następuje skomplikowany biologiczny proces: nasze feromony na siebie oddziałują, wytwarzają więź, pełną zaufania i figlarności, oraz uwalniają kreatywność. Odkryłam, że dzięki aparatowi mam szansę nawiązać wyjątkowe relacje z innymi, kreatywnymi kobietami. Ta forma fotograficznego badania przekształciła się później w oddzielny projekt. Przez kolejne trzy lata podróżowałam po świecie i wciąż odkrywałam nowe wymiary Pheromone Hotbox.

Fotografowałaś kobiety w bardzo intymnych warunkach. Jak to wpłynęło na wasze relacje?
Wiele można się dowiedzieć o ludziach obserwując ich tuż przed tym, jak zaczynają pozować: mowa ciała zdradza strach przed nagością w plenerze. Później zdjęcie pokazują jak kobiety wyzwalają się z emocji, które tak trudno uchwycić. Nawet nie chcę tego robić, bo wiem, że nie da się całkowicie uwiecznić tych momentów. Dla mnie zdjęcia nie są tylko środkiem do celu, są bardziej wymówką, przepustką, by zdobyć nowe doświadczenie.

Co inspiruje ciebie i twoje przyjaciółki?
Możliwości, jakie skrywa nieznane, tkwiący właściwie we wszystkim komizm, absurdalność życia oraz idealna równowaga w naturze.

Jak, fotografując akty, znaleźć równowagę między przedstawieniem kobiety a wykorzystaniem nagiej modelki?
Jeśli kobieta z własnej woli pozuje nago do zdjęcia, to jest ono manifestem, pokazującym jej obecność tu i teraz. Nie da się wykorzystać kogoś, kto ma taką władzę.

Jak twoje prace odnoszą się do postfeministycznych ideologii?
Niedawno widziałam wystąpienie pionierki feminizmu, Glorii Steinem, która powiedziała: „nienawiść generalizuje, a miłość precyzuje". Postfeminizm zachęca nas, żebyśmy tworzyły własną definicję kobiecości. Ucisk bierze się ze sztywnego określania ról płciowych.

Czy możesz nam opowiedzieć jakąś interesującą historię, dotyczącą jednego ze swoich zdjęć?
To była wielka przygoda, czułam, że uczestniczę w czymś magicznym. Gdy robiłam zdjęcia w Parku Narodowym Carlsbad Caverns w Nowym Meksyku, musiałam złożyć wniosek o pozwolenie na wynajęcie terenu po godzinach. Jechałam tam osiem godzin z artystkami, które dopiero co poznałam. Próbowałam coś wykombinować, żeby udało nam się sfotografować akty, bo wiedziałam, że to wbrew zasadom parku. Miałam dobre przeczucie i wcześniej poprosiłam, aby przydzielono nam strażniczkę-kobietę, wzięłam ze sobą różne tkaniny. Chciałam nimi owijać modelki i potem udawać, że przypadkiem się zsunęły.

Dotarłyśmy na miejsce koło 21. Pamiętam, że niebo było bezchmurne, a nad nami świecił Księżyc w pełni. Złapałyśmy się za ręce i patrzyłyśmy na niego, a ja w duchu modliłam się, żeby strażniczka nie miała nic przeciwko nagości. Potem zjechałyśmy z nią windą, 50 pięter w dół i weszłyśmy do oświetlonego korytarza. Wtedy strażniczka obróciła się do mnie i powiedziała: „Widziałam twoje zdjęcia. Bardzo mi się podobają". To wszystko zmieniło i dodało mi pewności siebie. Nie musiałyśmy używać żadnych okryć, dziewczyny swobodnie chodziły nago po jaskiniach pełnych stalaktytów.

Czego się nauczyłaś o współczesnej kobiecości?
Wciąż to do mnie jeszcze dociera. W pewnych chwilach nagle orientuję się, że odczuwam jeszcze silniejszą więź z kobietami. Kilka tygodni temu robiłam w Londynie modowe zdjęcia. Modelka była wyraźnie przyzwyczajona do pracy z mężczyznami, szczególnie tymi zblazowanymi. Czułam, że przez doświadczenia z Pheromone Hotbox, na tej sesji zachowywałam się tak samo: stworzyłam więź z dziewczyną i byłam nakręcona procesem twórczym. Dzięki temu modelka czuła się bardziej komfortowo i udało nam się zrobić wyjątkowe zdjęcia. Hotbox to stan umysłu: jestem w stu procentach obecna i empatyczna, uwalniam pełen potencjał kreatywności. To sprawia, że życie staje się lepsze.

amandacharchian.com

Pheromone Hotbox można zamówić tutaj.

Przeczytaj też:
Młodość i beztroska w obiektywie Chada Moore'a
Woda, kwiaty i nagie ciała
„Po śmierci Valerii już nigdy nie wyretuszuję zdjęć"

Kredyty


Tekst Lula Ososki
Zdjęcia Amanda Charchian
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Kultura
Amanda Charchian
pheromone hotbox
nagość
płeć
akty