Reklama

seks, dramat i rock’n’roll

Reżyser filmu „Nienasyceni”, który wchodzi do polskich kin, opowiada nam o pracy z Tildą Swinton i Rafem Simonsem.

tekst Stuart Brumfitt
|
20 Maj 2016, 3:04pm

Włoski reżyser Luca Guadagnino („Jestem miłością") nakręcił kolejny film, który pokazuje kiełkujący romans stylowych bohaterów. Tym razem nie obserwuje burżuazji z Mediolanu, ale rock'n'rollową ekipę na wysepce Pantelleria. W „Nienasyconych" łączy dramat i seks w chłodnych sypialniach i na zacienionych tarasach podczas leniwych wakacji. Jednak film nie zaczyna się radośnie: gwiazda rocka Marianne Lane (Tilda Swinton) i jej partner Paul (Matthias Schoenaerts) uciekają na wyspę, żeby Marianne mogła dojść do siebie po operacji strun głosowych. Ciszę i spokój zaburza przybycie jej byłego kochanka, denerwująco entuzjastycznego Harry'ego (Ralph Fiennes) i niedawno poznanej przez niego córki, przypominającej Lolitę Penelope (Dakota Johnson).

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jak ujął to sam Harry, nie przyjechał na wyspę dla zabawy, ale żeby odbić Marianne Paulowi. To nie lada wyzwanie — Paul wcale nie wypada blado przy Harrym, który jest energiczny niczym Mick Jagger. Kamera wyraźnie pokazuje nam, że Paul jest przystojniakiem, powoli śledząc jego umięśnione, opalone ciało. Miło zobaczyć, że wszystkie cztery postacie są pokazywane w ten sposób i seksualizowane w równej mierze.

Po raz kolejny w filmie Guadagnino zobaczymy wspaniałe kostiumy Rafa Simonsa, który pracował również przy „Jestem Miłością". To prawdziwa uczta dla oczu, jednak niektóre elementy fabuły zgrzytają. Tilda jest świetna w roli Marianne odpoczywającej na wyspie, ale mniej przekonująco wypada jako kobieca rockmenka koncertująca w cekinowym stroju à la David Bowie. Również wątek imigrantów jest problematyczny — Paul i Penelope na spacerze spotykają grupę mężczyzn i patrzą na nich jak na obce zagrożenie. Później zostają wykorzystani jako przykład w moralistycznym kontekście i to tyle. Poza tym film pięknie łączy powoli rosnące napięcie, cudowną pracę kamery i niesamowity styl Guadignino. Spotkaliśmy się z nim, żeby dowiedzieć się czegoś więcej na temat „Nienasyconych".

Współpracowałeś z Rafem Simonsem przy części kostiumów do „Nienasyconych".
Kostiumografką była Giulia Piersanti, która projektowała dla takich marek, jak Lanvin, Missoni i Fendi, a teraz dla Dior Homme i Balenciaga. Chciałem uciec od koncepcji kostiumu. Nie cierpię jej, bo przekreśla okazję, żeby zrozumieć postać również przez to, jak nosi daną rzecz. To jedno z narzędzi, które można wykorzystać, żeby przekazać informację na temat bohatera. W przypadku kostiumu łatwo użyć go jedynie dla ozdoby. Dlatego zaangażowanie projektantów wydało mi się naturalne. Kostiumografów z „Jestem miłością" zobowiązałem do pracy z ludźmi ze świata mody, jak Jil Sander i Raf Simons. Chciałem kontynuować konwersację z Rafem, który, jak sądzę, jest jednym z najbardziej inspirujących kreatywnych ludzi. Gdy przeszedł do Diora, zacząłem rozmawiać z tym domem mody i okazało się, że możemy razem stworzyć postać Tildy.

Opowiedz coś o konkretnych strojach.
Bluzka i spódnica w szachownicę jest przeróbką mojego interpretacji „Podróży do Włoch" Rosselliniego. W tym filmie gra wspaniała Ingrid Bergman, która po części też była punktem odniesienia dla postaci Marianne Lane. Kostiumografowie wpadli na pomysł nadruku w chaotyczną szachownicę. To świetny sposób na zabawę ze strojem, bez zmieniania go w pustą dekorację. Można pokazać psychikę postaci za pomocą zachowania i jej rzeczy. Od razu rozumiemy, że ta kobieta jest gwiazdą rocka na wakacjach, dzięki jej fantastycznej garderobie.

W jaki sposób sprawiasz, że praca kamery wydaje się seksowna?
Ponieważ osią filmu jest kwartet uwikłany w sieć pożądania, kamera musi być w pełni zaangażowana w erotyczne przedstawianie wszystkich ciał w kadrze. Gdyby film skupiał się bardziej na jednej postaci, to byłoby okropne. Nigdy nie zrobiłbym takiego filmu jak „Młodość", w którym Mădălina Ghenea wchodzi do basenu i zewsząd widać tylko cycki, tyłki, cipki i nogi. Zrobiłbym taki sam film, ale dorzucił do niego ujęcia penisów i kończyn starzejących się mężczyzn. Myślę, że kamera musi być panseksualna, bo gdy jest skupiona tylko na jednej płci, powstaje koszmar. A tak dzieje się często. Jonathan Demme zawsze stawia widza w pozycji głównego bohatera. W „Milczeniu owiec" jesteś zarówno Clarice i Hannibalem Lecterem, agentką FBI i kanibalem. To mnie zachwyciło, gdy pierwszy raz oglądałem ten film. On jest geniuszem.

Zmiany są ważnym motywem w twoim filmie. Marianne próbuje zmienić swoje życie, a Harry zatrzymał się w przeszłości i zawzięcie na nią napiera.
Jedni powiedzą, że zmiana jest rewolucją, inni, że to konserwatywne działanie. Podoba mi się, że można być niejednoznacznym i pozwolić widzom dokonać wyboru. Może ktoś uzna Marianne za nudziarę, a Harry'ego za duszę towarzystwa. A może na odwrót — że Harry jest denerwujący, a Marianne powinna iść dalej.

W „Jestem miłością" zwróciłeś uwagę świata na piękną willę Necchi Campiglio w Mediolanie. Teraz robisz to samo z wyspą Pantelleria. Jak wielkie znaczenie ma dla ciebie sceneria?
Po prostu mam umowę z wyspą — zapłacą mi procent od każdego turysty... Żartuję! Wierzę, że przestrzeń jest również bohaterem. Każde miejsce angażuje postaci, nie lubię używać ich jako biernego tła.

Silne wiatry na tej wyspie też odgrywają w filmie swoją rolę.
Z jednej strony wieje sirocco — suchy, gorący wiatr znad Sahary, z drugiej mistral — chłodny wiatr z północy. Bez przerwy się zderzają. W Szwecji wieje fen, który odgrywa wielką rolę w filmie „Phenomena" Dario Argento. Podobno wiatr może sprawić, że ludzie szaleją i chcą się pozabijać.

Dlaczego postanowiłeś wykorzystać migrantów jako wątek poboczny?
Tak wygląda rzeczywistość tej wyspy. Migranci przybijają do brzegu. To miejsce zmienia ich życie, a oni wpływają na życie miejscowej ludności. Chciałem zobaczyć co się stanie, gdy ci podróżnicy z dwóch końców skali się spotkają. Co główne postaci zrobią z ich obecnością w filmie? Jak się zachowają? Pod koniec filmu stawia to przed nami pytanie natury etycznej.

Dlaczego postanowiłeś, że Marianne będzie dochodzić po siebie po operacji strun głosowych?
Tilda na to wpadła. Czuła, że Marianne Lane powinna być zmuszona porozumiewać się ze wszystkimi, nie mówiąc nic, a szczególnie z Harrym, który wylewa z siebie potoki słów.

W filmie padają kazirodcze sugestie. Dlaczego postanowiłeś je zawrzeć?
Chodzi o granice, a właściwie ich przekraczanie, no i potrzebę przyjemności. Tkwi w tym bezmyślność i sztuczność. Oczywiście film w żadnym razie nie opowiada o kazirodztwie. Wierzę, że żyjemy w dość konserwatywnych, zaściankowych czasach. Każde państwo i naród ma swój charakter, ale przez to, że jesteśmy uwikłani w globalny kapitalizm, wytwarza on otoczkę konserwatyzmu. Jednocześnie mamy nieograniczony dostęp do nieprzyzwoitej pornografii. Bez przeszkód można szukać filmików w internecie, ale nie można podważyć kolei rzeczy, na przykład tego, jak jesteśmy napędzani przez gospodarkę oraz tego, jak ograniczają nas role społeczne.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska