jak się fotografuje rock ‘n’ roll?

W jaki sposób fotograf może uchwycić niesamowitą energię artysty na scenie? i-D przygląda się ewolucji fotografii muzycznej.

tekst i-D Staff
|
14 maja 2015, 8:50am

Getty Images / Michael Ochs

6 lutego - w dniu, który mógł by być rewolucyjną datą 70. urodzin Boba Marleya, Known Gallery w L.A. pękała w szwach, zupełnie jakby się otwierał butik Supreme. Tylko że tym razem, streetwearowe dzieciaki przyszły na otwarcie Revolutionary Dreams - wystawy składającej się z 15-tu ogromnych zdjęć Boba Marleya, stanowiących reprezentacje poszczególnych utworów króla miłości, pokoju i blantów, uwiecznionych przez kultowy obiektyw Dennisa Morrisa. Opowiada on galerii Known, jak poznał Marleya na zewnątrz pubu w 1975 roku, „Wiedziałem, że moje życie się zmieni…On dał mi nadzieję, pewność siebie. Dał mi tożsamość. Sprawił, że moje sny stały się osiągalne. Zresztą zrobił to samo dla miliona innych ludzi".

Bob Marley by Dennis Morris

Zdjęcia supergwiazdy reggae w obiektywie Morissa są nadal tak samo obecne, jak jego muzyka, rozbrzmiewająca wszędzie na całym świecie. Przypominają o tym, jaki wpływ wywierały kiedyś na nas podobne, bardzo intymne portrety naszych idoli, na płaszczyźnie politycznej, społecznej i personalnej. To jest odległy świat, tak daleki od rozmazanych zdjęć z telefonów, zapychających nasze newsfeedy i nasuwających pytanie: czy fotografia muzyczna ma jeszcze dziś jakieś znaczenie? I jak zostawić po sobie coś dla potomnych w świecie, który pęka od nadmiaru obrazów i zdjęć?

Jeszcze w czasach przed Instragramem, kultowi fotografowie muzyczni, tacy jak Glen E Friedman, Henry Diltz,czy londyński DJ, a zarazem dokumentalista punka, Don Letts, nakręcili w 1978 roku film o tytule The Punk Rock Movie, na taśmie Super 8 mm, gdzie wystąpiła sama śmietanka punkrockowego światka: The Clash, The Slits, The Sex Pistols…Uchwycili część historii, a wówczas było to dla ludzi jedyne okno na świat, zwłaszcza, gdy mieszkało się na przedmieściach, daleko od metra. W LA, program From Pop to the Pit ipokazuje obecnie bardzo rzadkie, archiwalne zdjęcia zespołów, które ukształtowały scenę muzyczną między 1978-1989. Zdjęcia te zrobiono dla nieistniejącej już gazety Herald-Examiner.

Renegaci z aparatami poszukiwali zwłaszcza tych intymnych momentów, które mają miejsce za kulisami, w przebieralni, w obszczanej alejce…Od psychodelicznych czasów z Diltzem, oficjalnym fotografem Woodstocku, który lata 60. spędził z Joni Mitchell oraz innymi przedstawicielami folkowej sceny Laurel Canyon, do stage-divingu z Edwardem Colverem, fotografem punka, który uwiecznił narodziny amerykańskiego hardcore'u i zrobił pierwsze portrety Bad Religion i Minor Threat - te nostalgiczne obrazy pomogły uformować nasze pojęcie o kształtowaniu się czegoś ważnego.

Wiele z największych nazwisk w fotografii reklamy, mody czy sztuk pięknych również wkroczyło na teren muzyki. W 1970 roku, Annie Leibovitz została fotografką etatową (a następnie naczelną fotografką) magazynu Rolling Stone, a w roku 2007, Ryan McGinley na swojej wystawie Irregular Regulars, umieścił zdjęcia z dwuletniej trasy koncertowej z Morrisseyem, przez Stany, Meksyk i Wielką Brytanię. Dynamiczne przeplatanie się mody i muzyki od zawsze było obecnym zjawiskiem. Dzięki współpracy Opening Ceremony ze Spike'iem Jonzem na sezon jesień/zima 2015, gdzie mamy okazję zobaczyć archiwalne materiały filmowca z Beastie Boys, Björk, Kim Gordon na kolażach zdjęciowych nadrukowanych na ubrania, można zobaczyć, że historia rocka nigdy nie była bardziej chodliwym towarem.

Zdjęcia Björk i Thurstona Moore'a autorstwa Spike'a Jonze'a na wystawie Opening Ceremony na jesień/zimę 2015. Zdjęcie dzięki uprzejmości galerii Black Frame.

No i mamy Micka Rocka, sławnego dzięki jego glam portretom seksownej Blondie i rozmywającego granice płci Bowiego. Nadal wystawia prace, zarówno stare i nowe, a także robi zdjęcia współczesnym artystom, takim jak The Killers, Lady Gaga czy Alicia Keys. Pomimo swej popularności wśród pokolenia Tumblr, Mick przyznaje, że bardzo tęskni za wartością szokową i wybuchowością lat 70. „To, co kiedyś było rokendrolem, to, co kiedyś było i znikało, dziś jest sztuką. Moją wizją od zawsze była czysta muzyka", napisał Mick w styczniu na Twitterze, co stanowiło opis do starego zdjęcia zespołu Queen. Mick igra z przyszłością i z rozrzewnieniem wspomina przeszłość, ale zawsze będzie kojarzony z czasami, gdy łatwiej było być rockowym rebeliantem, stroje były wręcz fascynujące, a twarze świeciły się od brokatu. Z czasami, gdy historii nie kondensowało się do postaci kolejnego hasztagu #tbt.

Dziś mamy czasy, gdzie aparaty w telefonach oraz media społecznościowe umożliwiają byle amatorowi robienie miliona zdjęć, rywalizowanie o lajki, a następnie o pieniądze. Niektórzy zwolennicy taśmy analogowej 35 mm disują całą tę rywalizację, inni zaś, jak na przykład fotograf/reżyser Timothy Saccenti, który współpracował z każdym od Miguela do LCD Soundsystem poprzez Depeche Mode - po prostu się z tym faktem godzą. „To jest niezaprzeczalna zmiana. W moim świecie, jakkolwiek tajemnicę trudno było pielęgnować i kontrolować, to była ona także wspaniałą platformą do eksperymentów", mówi na temat mediów społecznościowych. „Jako że poprzeczka do wejścia w świat fotografii drastycznie się obniżyła, tym samym zalewającym świat obrazami, to unikatowy sposób postrzegania różnych rzeczy stał się jeszcze ważniejszy."

James Murphy w zdjęciach Timothy'ego Saccenti

28-letni fotograf z LA oraz opiekun marki Odd Future, Brick Stowell, robił zdjęcia kolektywowi hip hopowemu jeszcze zanim zostali zakontraktowani. Nie oznacza to, że jest kolesiem, który uwiecznia wszystko i wszystkich dookoła, „bo może". Dba o dobrą selekcję, skupiając obiektyw na Odd Future i ich kolegów z tej samej wytwórni - Trash Talk, i upewniając, że zdjęcia opowiadają jakąś historię. Jego sekret na nie zginięcie w czeluściach newsfeeda? „Odrób pracę domową. Miej pewność, że wiesz, o czym mówisz. Zbieraj wiedzę, chodź na pokazy i obserwuj ludzi. Nie hejtuj czegoś tylko dlatego, że nie masz o tym pojęcia". Zamiast starać się zaistnieć wszędzie, podąża krokami fotografów, takich jak Dan Monick, który spędził 14 lat robiąc zdjęcia Atmosphere i całej załodze z Rhymesayers.

Odd Future w zdjęciach Bricka Stowella

Oczywiście łatwo jest dyskredytować cyfrową erę, jako totalnie nieoryginalną i niespontaniczną oraz jako czas kreatywnej bezpłodności, ale być może za bardzo skupiamy się na tym, jak było i jest, aby dać szansę temu, co jeszcze może być. Być może Mick Rock trafnie powiedział, umieszczając jedno ze swych słynnych zdjęć Ziggy'ego Stardusta na Instagramie, które opatrzył opisem: „Sztuką jest spoglądać za siebie, ale nie dać się omamić przeszłości…" Tak naprawdę nawet najlepszy aparat nie zdoła wykrzesać chemii. Zdaniem Timothy'ego Saccenti, „najlepsze zdjęcia wychodzą niespodziewanie. Możesz planować, budować scenerie i gromadzić milion rekwizytów. Ale gdy pojawia się twój model, to nagle energia się zmienia i właśnie w tym tkwi cała magia". Może i żyjemy w erze, gdzie wszystko dokumentowane jest w czasie realnym, ale tylko czas zdoła pokazać, które obrazy odcisną piętno na historii.

Kredyty


Tekst: Jane Helpern
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Getty Images / Michael Ochs