dakota johnson dekonstruuje hype wokół 50 twarzy

Z gwiazdą Pięćdziesięciu Twarzy Greya rozmawialiśmy o scenach erotycznych z Jamie Dornanem. I pracą na planie z Sam Taylor-Johnson. Wyjaśniła nam też, dlaczego Anastasia Steele jest tak na prawdę feministką.

tekst Tish Weinstock
|
23 Luty 2015, 1:15pm

Przeznaczeniem Dakoty Johnson był od początku sukces. Jest przecież córką Dona Johnsona i Melanie Griffith, a także wnuczką muzy Hitchcocka - Tippi Hedren. 25-letnia piękność, urodzona w Austin w Teksasie, spędziła młodość na zdobywaniu zleceń modelingowych i torowaniu sobie drogi do kariery aktorskiej. W 1999 roku zagrała w Wariatce z Alabamy u boku swojej matki. Od tego czasu występowała między innymi w krótko nadawanym sitcomie Ben i Kate. Portretowała także mającą obsesję na punkcie seksu (widzicie, dokąd to zmierzało?) dziewczynę Jasona Segela w Jeszcze dłuższych zaręczynach. Grała także drobne role w Social Network oraz 21 Jump Street. Krótko mówiąc, od zostania powszechnie rozpoznawalną gwiazdą dzieliły ją jeszcze miliony mil. Dlatego właśnie to, że obsadzono ją w roli Anastasii Steele, było dla wszystkich takim szokiem. W końcu chodziło o Pięćdziesiąt twarzy Greya, prawdopodobnie najbardziej dzielący publikę film roku (w dniu premiery hordy wściekłych protestujących pojawiły się przed kinami wyświetlającymi ten obraz). W weekend minął dopiero tydzień od wprowadzenia filmu na ekrany, ale Dakota Johnson już stała się twitterowym tematem miesiąca. Pół świata chwali ją za ukazanie wyzwolonego charakteru i nadanie siły swojej postaci. Czyli przedstawienie jej w taki sposób, by nie wydawała się ofiarą (jak to się prezentowało w książkach). Drugie pół potępia ją za wystąpienie w filmie, który rzekomo promuje przemoc domową. To akurat przeświadczenie Dakota z wielką chęcią naprostuje.

Jak radzisz sobie z ogromnym szumem, który narósł wokół filmu?
To czyste szaleństwo. Do tego nie da się w żaden sposób przyzwyczaić. Jeśli ktoś byłby w stanie, uznałabym, że ta osoba ma jakieś problemy ze sobą.

Reakcje fanów E.L. James wydają się szczególnie intensywne.
Tak, niektórzy z jej fanów są naprawdę mocno oddani twórczości pisarki. Ale są spoko. Ludzie bardzo ekscytują się tym filmem. I fajnie być częścią czegoś, co wywołuje we wszystkich takie podekscytowanie.

Czy występowanie w filmie, któremu od początku produkcji towarzyszył tak wielki hype, było dla ciebie dużym wyzwaniem?
Zdecydowanie. Każdy przeczytał książkę, więc miał jakieś własne wyobrażenie mojej postaci. I tego, jak powinna wyglądać. I jaki powinien być cały film. Stanowiło to interesujące wyzwanie - spróbować zrobić z nią coś kreatywnego, lecz jednocześnie wiernego książce i oczekiwaniom jej fanów.

Które cechy charakteru Anastasii pragnęłaś podkreślić, a które nieco zmodyfikować i pobawić się z nimi?
Kiedy przeczytałam książkę, znalazłam w niej humor. Mieszankę różnych typów ludzi, która składała się na osobowość Anastasii. I bardzo chciałam wzmocnić wydźwięk tych komediowych elementów. Są one chwilą na odetchnięcie między wszystkimi tymi niezwykle intensywnymi scenami. Cała sytuacja przedstawiona w książce jest tak szalona, że widz musi mieć okazję trochę się pośmiać.

Jak ważnym było dla ciebie uczynienie Anastasii bardziej wyzwoloną i silniejszą kobietą, niż jej książkowa wersja?
Zarówno dla mnie, jak i dla Sam, była to wyjątkowo ważna kwestia. Chciałyśmy zachować jej poziom wyzwolenia z książki i jeszcze mocniej je podkreślić. Anastasia jest kobietą o niesamowitym poczuciu własnej wartości. Przechodzi przez wyjątkowo głębokie doświadczenia. Wybiera się w tę wariacką podróż. Nie jest słabą osobą. Nie postrzegam jej w ogóle jako ofiary. Życzyłam sobie naprawdę mocno, żeby ludzie wychodzący z tego filmu poczuli się trochę bardziej wyzwoleni.

Czy uznałabyś tę postać za feministkę?
Jak najbardziej.

Powszechnie wiadomo, że na planie wytworzyły się ogromne napięcia pomiędzy E.L. James a reżyserką filmu,Sam Taylor-Johnson. Jak wpłynęła na ciebie ta sytuacja?
Na planie zawsze dochodzi do bitew. Każda próba stworzenia czegoś wymagającego kreatywności jest bitwą. Sprawa była bliska sercu zarówno Eriki, jak i Sam. Tak więc, no wiecie, takie rzeczy się zdarzają.

Jak ważnym elementem produkcji było dla ciebie to, że reżyserką filmu była kobieta? A dokładniej rzecz biorąc, że była nią właśnie Sam?
Niezmiernie ważnym. To jeden z głównych powodów, dla których zdecydowałam się uczestniczyć w tym przedsięwzięciu. Bo wiedziałam, że żadna ze scen erotycznych nie będzie tylko pretekstem do pokazania nagości i seksu. Sam wie, jak kręcić takie sekwencje. Wie, jak zawrzeć w nich specyficzne dla takich scen tło emocjonalne. Dzięki któremu oglądając je czujesz więcej, niż ci się wydaje. Zamiast myśleć „Och, oglądam teraz scenę erotyczną", odczuwasz emocje, które powinno się wtedy odczuwać.

Pięćdziesiąt twarzy Greya to globalny fenomen. W jaki sposób, twoim zdaniem, wpłynie to w przyszłości na przedstawianie seksu w popkulturze?
Nie wiem jeszcze, dokąd to może zmierzać. To ekscytująca możliwość, przyglądać się temu, dokąd nas zaprowadzi. Myślę, że wpływ książki i filmu będzie pozytywny. Jeśli mam przewidywać ich dalsze oddziaływanie, mam nadzieję, że staną się bodźcem dla kobiet. By nie wstydziły się swojej seksualności i mężczyzn. I aby nie wstydziły się swoich ciał. Kobiety są piękne i powinny być z siebie dumne.

Odegrałaś wiele scen erotycznych współnie z Jamiem Dornanem. Jakim doświadczeniem było dla ciebie ich kręcenie?
Czasem po prostu dziwnym. Bo byliśmy nadzy w obecności wielu innych ludzi. To jest bardzo techniczna kwestia. W żadnym wypadku nie uznałabym planu filmowego za zmysłowe otoczenie.

Czy moement, kiedy reżyser krzyczała „Cięcie!", a ty byłaś naga, stanowił dla ciebie dziwną sytuację?
Troszeczkę. Natychmiast się zakrywałam i zaczynaliśmy rozmawiać o tym, co należy zmienić i ulepszyć. Zdarzało mi się pochichotać. Ale mi zawsze przytrafiają się napady śmiechu, a zwłaszcza na planie. Natomiast nie było tak naprawdę wystarczająco dużo czasu, żeby ta sytuacja stała się w jakiś sposób niezręczna.

Jak czułaś się widząc negatywne transparenty, którymi ludzie wymachiwali przed premierą filmu? Jak na przykład „Pięćdziesiąt twarzy smutku, bo nie wszystkie Anny przetrwają cało swoich Christianów" albo „Christian Grey to gwałciciel"...
O mój Boże! Tych akurat nie widziałam! Jednak bardzo bym chciała, żeby ich autorzy obejrzeli film i poczytali trochę o psychologii związków BDSM oraz związanym z tą subkulturą stylu życia. Nie chodzi w tym o znęcanie się nad drugą osobą, tylko o gustowanie w innego rodzaju przyjemności. Relacje pomiędzy stroną dominującą a uległą - to tylko role. Anna wyraża zgodę na wszystko, co dzieje się z nią w fabule filmu. To jej wybór. Podobnie przedstawia się to w książce. Lecz w powieści masz nieograniczoną liczbę słów, by wytłumaczyć ten wybór. Z kinem jest trochę inaczej. Dlatego żeby nie przedstawić tej kobiety jako ofiary, musieliśmy się wykazać ogromną ostrożnością. Poza tym to rozrywka, fikcyjna opowieść. To nie są prawdziwi ludzie. Nie wydaje mi się, żebyśmy promowali na globalną skalę przemoc domową.

Jak dużo researchu wiązało się z przygotowaniem do roli?
Jamie nasiedział się przy researchu, ponieważ dla niego był on niezbędny. Musiał wypaść idealnie i stuprocentowo przekonująco w swojej roli. Jeśli zaś chodzi o Annę, ona nigdy nie zetknęła się z czymś takim. Pragnęłam więc, by jawiło się to autentycznym nowym doświadczeniem. Czerwonego Pokoju nie zobaczyłam, dopóki nie zaczęliśmy kręcić tej sceny. Kiedy oglądasz film, obserwujesz, jak wchodzę do niego po raz pierwszy w życiu.

Jak zareagowałaś na to, co ukazało się twoim oczom?
Pomyślałam, że zrobiono go niezwykle kreatywnie. Ten pokój był przepiękny. Wszystko aż do poziomu najdrobniejszych detali wykonano doskonale. Do wszystkich szuflad i szafek coś włożono. Wszystko jest prawdziwe.

Czy bawiłaś się razem z Jamiem zebranym w pokoju ekwipunkiem?
Cały czas stroiliśmy sobie żarty. W pokoju znalazło się wiele szalonych sprzętów, o których istnieniu nie miałam nawet pojęcia. Są takie specjalne krzesła do trzymania osoby siedzącej w konkretnej pozycji. Jest tam takie małe krzesło, które wygląda jak do tego czegoś, co dzieje się podczas wizyty u ginekologa. No wiesz, kiedy usadawiasz się ze stopami w górze.

Nienawidzę tych krzeseł.
Racja?

Odkładając na bok cały ten seks... Jak istotne było dla was podkreślenie, że to tak naprawdę historia miłosna?
W moim mniemaniu ten właśnie aspekt sprawia, że książka i film tak mocno przyciągają odbiorców. To niesamowita historia miłosna. Jest jak naprawdę mroczna, pokręcona baśń.

Dokąd zamierzasz się udać ze swoją karierą po takimi obrazie?
Po tej produkcji zagrałam w dwóch następnych filmach - The Black Hole oraz A Bigger Splash. Oba różnią się bardzo od 50 twarzy. W A Bigger Splash portretuję socjopatkę. Następnym filmem, do którego mnie zaangażowano, jest How to be Single. To komedia z kilkoma naprawdę świetnymi aktorkami w obsadzie. Nieprzeciętnie mnie to ekscytuje. Jedno z moich ulubionych zajęć na świecie stanowi przebywanie na planie zdjęciowym komedii. Ma się wtedy przez cały czas mnóstwo zabawy.

Jakie są twoje odczucia względem rosnącej popularności obsad filmów złożonych wyłącznie z kobiet?
To niezwykle ekscytująca sprawa. Kiedy czuje się wsparcie innych kobiet, wszystkim zainteresowanym robi się od razu tak miło. Myślę, że kobiety wiedzą z osobistego doświadczenia, co dzieje się w kobiecych głowach. A kobieca perspektywa zaczyna być coraz istotniejsza w sztuce i kinie - wgląd w to, jak kobiety zachowują się wśród przyjaciół i w swoim prywatnym świecie. Mężczyźni nie potrafią tego zrozumieć.

Masz jakąś wymarzoną rolę? Jaka by była? I z kim chciałabyś najbardziej pracować?
Nie posiadałabym się z radości, gdybym mogła współpracować z Meryl Streep. Ale może wcale bym nie chciała - w porównaniu z nią jestem okropną aktorką.

W takim razie może jakaś drobna rola w filmie z Meryl?
Tak, z pewnością. Chciałabym też zagrać Catwoman. Dałabym sobie świetnie radę jako Catwoman. Zapisz to proszę, żeby wszyscy koniecznie to przeczytali!

Kredyty


Tekst Tish Weinstock
Zdjęcia dzięki uprzejmości Universal and Focus

Tagged:
Wywiady
Kultura
50 Twarzy Greya
dakota johnson