Reklama

john galliano otwarcie o byciu trzeźwym i zmianach w modzie

Pięć lat po opuszczeniu Diora, dyrektor kreatywny Maison Margiela opowiada, jak zmieniło się jego podejście do projektowania.

tekst Hannah Ongley
|
11 Marzec 2016, 10:30am

Sean Ellis

Praca w branży mody potrafi być fizycznie i emocjonalnie wyczerpująca, czego przykładem są ostatnie odejścia Albera Elbaza i Rafa Simonsa z dwóch największych francuskich domów modowych. Ten temat stał się ostatnio przedmiotem gorącej debaty. Jednak przed ostatnią falą zmian, John Galliano opuścił Diora (i całą branżę) w nieco innych okolicznościach. Pięć lat temu, po swoim pijackim, antysemickim wybuchu w jednym z paryskich barów, Galliano został wykluczony ze świata mody. Po trzech latach, które spędził na długiej i samotnej ścieżce do trzeźwości i samoakceptacji, projektant został wybrany na szefa Maison Martin Margiela. Teraz Galliano postanowił opowiedzieć o tym, jak trzeźwość i zmiana trybu pracy zmieniły jego podejście do procesu twórczego.

Popijając herbatę w otoczeniu ogromnego zbioru przedmiotów z pchlich targów, w rozmowie z portalem Women's Wear Daily Galliano dziękuje wszystkim osobom z branży, które pomogły mu się podnieść i nigdy w niego nie zwątpiły - m.in. Annie Wintour, Jonathanowi Newhouseowi i Oscarowi de la Renta. Mimo że projektant nie potrzebuje już alkoholu, żeby przetrwać dzień, stwierdza, że uzależnienie wciąż się w nim czai. „Teraz jestem w innym miejscu; nie potrzebuję już tego […]. Nie mogę powiedzieć, że pragnienie zniknęło na zawsze. To choroba", podkreśla. „W tej samej sekundzie, w której bym pomyślał, że mam to za sobą, wpadłbym w kłopoty. Musiałbym szybko biec na spotkanie AA. Każdego dnia muszę się z tym mierzyć".

Obecnie, po 4 latach, w trakcie których nie był w stanie nawet podnieść ołówka, Galliano spędza czas wolny na łonie natury i uczy się na nowo sztuki komunikacji. „Było to dla mnie niewyobrażalnie ciężkie", mówi o swoich problemach w kontaktach z (bliżej nieokreślonymi) osobami z otoczenia. „Musiałem wprowadzić się w pewien stan, być pod wpływem jakiejkolwiek substancji, żeby móc przebywać z niektórymi ludźmi w tym samym pomieszczeniu… Byłem pełen strachu".

„Nie jestem pewien, jak do tego doszło", mówi o spotkaniu z Martinem Margielą, podjerzewając, że to biznesmen Renzo Russo musiał za nim stać. „Przyszedł do mojego domu. Wydaje mi się, że było około trzeciej, a wyszedł dopiero o dziewiątej. To była czysta magia - usłyszeć, jak opowiada o swojej miłości do XVII-wiecznej poezji i kostiumów. Kto by się spodziewał! Z nieba mi spadł. Kiedy wychodził, powiedziałem: 'zostańmy w kontakcie'. Na co odpowiedział, że przez pewien czas może się nie odzywać. Ale jednak rozmawiamy, a on odpowiada. Daję mu znać, czym się zajmujemy. Zawsze troszczy się o moje zdrowie. Jest bardzo miłym gentlemanem".

Więc, co Galliano myśli o kalendarzu modowym, przez który ludzie w branży gnają na złamanie karku? „To wzbudza we mnie silne emocje", podkreśla projektant. „Wszyscy tworzymy popyt przez media społecznościowe. To wspaniałe, ale oderwało nas trochę od istoty… W Maison Margiela, znajdziemy sposób by podołać temu wyzwaniu. Nie ma gotowych rozwiązań. Nikt nie powiedział, że nie można kupić części kolekcji przed premierą, jeśli dostanę na czas materiały. To nasza rzeczywistość i czuję się z nią związany".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Hannah Ongley
Zdjęcie: Sean Ellis [Dal i-D No. 199, The Heartbeat Issue, July 2000]

Tagged:
Dior
John Galliano
Raf Simons
maison margiela
alber elbaz