Reklama

marc jacobs o dragach, dyskotekach i dietach

Wracamy do numeru i-D The Wealth Issue z 2006 roku. I wywiadu z prawdziwie genialnym projektantem, który się w nim znalazł. Przeprowadzony tuż po premierze jego najgłośniejszej kolekcji od czasu kontrowersyjnej, definiującej swoją epokę Grunge...

tekst i-D Team
|
07 Kwiecień 2015, 9:25am

Marc Jacobs

Prezentujesz się wspaniale. Czy jesteś na diecie? Proszę, zdradź mi...
Nie byłem na diecie po to, żeby zrzucić wagę. Mam okropne problemy z jelitem i z żołądkiem, z trawieniem. Acz miałem nadzieję, że jak przejdę na dietę, to zrzucę też trochę kilogramów.

Dwa tygodnie temu sam wyeliminowałem z diety nabiał i wyroby pszenne.
No, tak, ja też tego nie jem. Nie jadam nabiału i pszenicy. Nie spożywam cukru, kofeiny, nabiału, wyrobów na bazie pszenicy... Nie jem praktycznie niczego.

Dla mnie okazało się to ciężkim wzywaniem. Co jadłeś dziś na śniadanie?
Moje śniadanie składa się albo z połowy szklanki owsianki na wodzie, albo soku z zielonych warzyw z dwoma białkami jajek. Wiem, bolesne. Dziś piłem na śniadanie sok z zielonych warzyw.

A co jesz na obiad i na kolację?
Jeśli chodzi o lunch, zazwyczaj jem zupę miso z makaronem gryczanym. Na kolację kawałek grillowanej albo gotowanej ryby, na przykład łososie, z małą porcją ryżu basmati i puree z jakiegoś zielonego warzywa.

Nie jesteś przypadkiem przez cały czas głodny?
Bezustannie chce mi się jeść! Piję litry wody, do tego po każdym posiłku organiczną herbatkę z miętą, żeby wspomóc mój żołądek. Biorę też tony suplementów. Rano muszę brać taki proszek błonnikowy... Ooo, mówiąc o tym, właściwie to która jest teraz godzina? Acha, jak tak, to OK. O jedenastej biorę ten suplement, o 12:30 trzy inne mikstury. Natomiast kiedy jem lunch, biorę do niego wiąz czerwony, czepotę puszystą, Omega-3 oraz całe stosy, naprawdę mnóstwo witamin.

Czy czujesz różnicę w pracy swojego żołądka?
Nie. To jest właśnie istota problemu. Rozmawiałem z dietetykiem i specjalistą od ziołolecznictwa - rezultaty nie są wcale dobre. Dlatego nieco się zniechęciłem. Ale i tak będę trzymał się tej diety, bo efektem ubocznym jest znacząca utrata wagi.

Uwielbiałem jeść w McDonald's i KFC.
Wiesz, ja żyłem na tym świństwie. Kocham takie żarcie, ale od dawna miałem problem. Parę lat temu zrobił się naprawdę poważny. Poszedłem więc do lekarza i otrzymałem taką diagnozę: wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Przeszedłem więc na leki i zacząłem się dużo zdrowiej ożywiać. Wykreśliłem z jadłospisu sól, nie piłem kawy i napojów gazowanych, tego typu rzeczy. Mimo to od czasu do czasu pozwalałem sobie na zjedzenie kromki chleba. Jak miałem ochotę, jadłem na obiad ciastka. Ale tak koło trzech, a nie całą paczkę. Porozmawiałem z kilkoma znajomymi, którzy też muszą bardzo dbać o dietę. I wszyscy mówili: „Czemu nie spróbujesz innej ścieżki, nie spróbujesz czegoś naturalniejszego?". Pomyślałem więc: „A cholera z tym, mogę spróbować, i tak nic innego nie działa". Dlatego na obecnej diecie jestem już od dłuższego czasu.

Czasem może się wydawać, że jak nie jesz żywności organicznej, to od razu przyklejają ci etykietę złej osoby.
Wszystko, co teraz jem, to produkty bio. Myślałem, że będę chodził nawet bardziej głodny. Ale nie jest tak, tylko przez to, że nie rzuciłem palenia. To znaczy, rzuciłem na trochę. Jednak potem odbyłem rozmowę z moim dietetykiem i powiedziałem mu: „Nie mogę tak się odżywiać i przy tym nie palić". Chociaż w przyszłości chciałbym też skończyć z papierosami. 

Zdjęcie i stylizacja: Venetia Scott

Pijesz w ogóle alkohol?
Nie, niespecjalnie. Niedawno poszedłem na kolację Vogue'a, urządzoną dla Carine Roitfeld. Wydaje mi się, że pierwszy raz od kilku tygodni poszedłem na imprezę. To znaczy, w Nowym Jorku wychodzę na miasto. Więcej, niż wychodziłem w ciągu ostatnich pięciu lat. Ale piję wtedy tylko wodę i pale sobie papierosy. I to jest dość trudna sprawa w Nowym Jorku. Chodzi mi o to, że żeby zapalić, musisz wyjść z klubu. No, są też kluby, w których możesz palić, choć teoretycznie nie wolno tego robić. Pozwolisz, że nie wymienię ich z nazwy? Co do tej kolacji, zjadłem coś przed nią. Wiedziałem, że nie będę mógł tknąć żadnej z potraw, które tam zaserwują. Zjadłem więc wczesną kolację w domu.

Sam przyrządzasz sobie kolację?
Nie, nie robię tego. Nie sądzę, żebym zdołał zachować dosyć dyscypliny i podporządkowywał się odpowiednio diecie, jakbym miał sobie samemu gotować.

Wiesz, ja tak naprawdę nie jestem za dobrym kucharzem.
Na tej diecie nie ma za bardzo czego gotować, tak to właśnie wygląda. Pewnie mógłbym to robić sam. Ale zakupy zajmują sporo czasu, zwłaszcza jeśli chcesz dostać świeże warzywa.

No właśnie. Masz fajną fryzurę. Zrobiłeś niedawno coś z włosami?
Tak, podcinałem je ostatnio. Wydaje się, że coraz krócej i krócej. Przechodzę przez tę fazę od czasu do czasu i wtedy ścinam włosy. Przechodzę przez ten cały kryzys wieku. Wiesz, nie chcę być czterdziestotrzylatkiem z kucykiem.

Próbowałeś kiedyś akupunktury?
Nie. To znaczy, próbowałem raz. Myślałem, żeby znowu poddać się temu zabiegowi. Ale od pewnego czasu chodzę na siłownię. Ostatni raz chodziłem tam lata temu, jak byłem młodszy. Niedawno odnowiłem jednak członkostwo, więc od sześciu tygodni także trenuję.

W co się ubierasz na treningi?
Och, tylko w za duże, stare, workowate niebieskie szorty Adidas i szary t-shirt. Ale tak naprawdę nie lubię tego, co dzieje się na siłowni. Wolę chodzić tam i po prostu ćwiczyć. Bardzo onieśmielają mnie przebieralnie i muskularne ciała. Zawszę myślę w ten sposób. Te sprawy przyprawiają mnie o ogromne kompleksy. Dla mnie jest to niekomfortowe i czuję się wtedy zmieszany. Choć wiesz, chodzę na siłownię wcześnie rano. Wtedy jest tam zazwyczaj paru biznesmenów, nikt więcej. Oni nie interesują się mną, ja nie jestem zainteresowany nimi. Co eliminuje problemy, o których wspomniałem. Mam je cały czas, nawet na masażach. Kiedy mam zdjąć t-shirt, zawsze czuję się skrępowany.

To reakcja w stylu: „O nie! Mam plamkę na ramieniu! Ktoś ją zobaczy!".
Dokładnie. To znaczy, mam tak całe życie. Wątpię, żeby to się kiedykolwiek zmieniło. Przepracowuję ten problem z moim terapeutą. On mówi: „trzeba dotrzeć z powrotem do momentu, w którym to się zaczęło". Jednak ja czuję się tak... jakbym zwyczajnie taki był i już! Jeśli chodzi o wizyty u psychologa, powiedziałbym, że raz na pięć spotkań wychodzę z gabinetu z myślą „Nie przyjdę tu już. To nic mi nie daje". A później, w następnym tygodniu, znów przychodzę. Wiem, że mi to nie zaszkodzi, ale nie odczuwam pozytywnych efektów. Ale skoro mi to nie szkodzi, to nadal chodzę na terapię.

Z kim się teraz spotykasz?
Nie będę nawet wchodził w ten temat.

OK, rozumiem to doskonale. To może... Czy jesteś teraz szczęśliwy?
Szczęśliwy... No, to jest zupełnie inny rodzaj pytania. Nie wydaje mi się, żebym akurat teraz był specjalnie szczęśliwy. Ale tak, spotykam się z kimś.

Czy związki są dla ciebie trudne?
Dla mnie związki są bardzo trudne.

Z powodu twojego statusu?

Myślę, że dzieje się tak, po pierwsze, z powodu tego, jaki typ ludzi mnie pociąga. Zawsze interesują mnie takie osoby, które nie są do mnie podobne. Ale, no nie wiem, jak ktoś jest dla mnie bardzo miły i chce robić wszystko, co ja chcę robić... trochę mnie to nudzi. Wydaje mi się wtedy, że jest zbyt miły i takie tam, zbyt nudny. Jeśli zaś chodzi o osoby, które tak różnią się ode mnie i są moim przeciwieństwem - co mnie przyciąga - wpadam przy nich we frustrację. Nigdy nie mają dla mnie czasu i nie chcą robić tego, co ja chcę robić. Kiedy ja chciałbym iść do łóżka, one nie. Albo wychodzą cały czas z domu. Albo ja mam ochotę wybrać się do galerii, one nie mają, bo nie lubią sztuki - wolą popkulturę. Tak naprawdę, to mam takie życzenie, żeby się to zmieniło. Jednak nie wiem, czy kiedykolwiek nastąpi we mnie tak zmiana.

„Uwielbiam niedoskonałości, dzięki nim wszystko robi się dużo bardziej interesujące i piękniejsze."

Ludzie zawsze gadają o twoich imprezowych latach i Studio 54. Czy tęsknisz za czasami szaleństw/narkotyków/clubbingu?
Nie romantyzuję ich. Weźmy na przykład faceta, z którym spotykam się w Nowym Jorku. Jest dużo młodszy ode mnie i on to uwielbia, tak bardzo uwielbia! Kocha wychodzić na miasto każdego wieczoru. Przebywanie w otoczeniu celebrytów i tego typu atrakcje. Ja robiłem już to wszystko. Teraz wygląda to tak, że owszem, potrafię się tym cieszyć. Ale czuję się mocno oderwany od całej tej sceny. Następnego dnia nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Mam w życiu inne priorytety.

Takie jak praca?
Cóż, lubię przychodzić do pracy i lubię robić różne rzeczy. Nie uśmiecha mi się tracenie dnia i nie, absolutnie nie tęsknię za kacami. Nie brakuje mi czekania na dilerów i zbierania w mieszkaniu mnóstwa szalonych ludzi, którzy robią szalone rzeczy. Robiłem to wszystko i zaszedłem w tym ekstremalnie daleko. To znaczy, udało mi się jednak ujść z życiem. Podszedłem tak blisko do krawędzi przepaści, jak tylko mogłem.

Kiedy zdarzyła się ta chwila, która okazała się punktem zwrotnym?
Mój partner w interesach jest jedną z trzech osób, które przejmują się mną tak, jak nikt nigdy w życiu o mnie nie dbał. Miał już dosyć słuchania moich wymówek i tego, że wciskam mu jakieś niedorzeczne bzdury. Zasypiałem w pracy. Podpalałem koce, jak zdarzyło mi się zasnąć z papierosem. Skończyłem na izbie przyjęć. Robiłem wszystkie te chaotyczne rzeczy - takie gówno się zdarza, jak jesteś najebany. Nie tańczyłem wtedy na głośnikach. To nie wyglądało tak, że byłem w Studio 54, gdzie imprezowałem i dobrze się bawiłem. To nie składało się wyłącznie z dobrej zabawy, picia i wychodzenia na miasto.

Jakie emocje wywołują w tobie perypetie Pete'a Doherty'ego?
Uzależnienie to uzależnienie, tyle. Jeśli jesteś uzależniony od narkotyków, to jesteś uzależniony od narkotyków i naprawdę niewiele da się z tym zrobić. Pete jest osobą, którą ludzie kochają. I wiesz, wielu moich największych idoli było narkomanami. Nie dlatego, że nimi byli. Nie mam pojęcia, czy narkotyki są niezbędne do tego, by stać się geniuszem kreatywności. Ale zdaje się, że w romantycznej wizji z tym związanej są one nieodłączne. Znajdziemy w tym także archetyp upadłego anioła.

Szczerze uwielbiam chaos i błędy.
O tak, mam tak samo. Absolutnie to ubóstwiam - złamane nosy, wyszczerbione zęby. Też kocham całą tę otoczkę. Uwielbiam niedoskonałości, dzięki nim wszystko robi się dużo bardziej interesujące i piękniejsze.

Nie nuży cię dzielenie czasu między Nowy Jork a Paryż?
Nadal kocham Paryż, bo mieszkam w Nowym Jorku. Nadal potrafię przetrwać w Nowym Jorku, bo mieszkam w Paryżu. W Nowym Jorku urodziłem się i dorastałem. Energia tego miasta opiera się na podejściu „cała naprzód", bez chwili na odetchnięcie. Jeżeli w Nowym Jorku zostaję sam na pięć minut, to już czuję się tak, jakbym przegrał wszystko. Lecz jeśli spędziłbym ten sam odcinek czasu w samotności w Paryżu, uznałbym, że osiągnąłem sukces. Kiedy jestem w Nowym Jorku i nikt nie zadzwonił do mnie od pięciu minut, zaczynam mieć takie myśli: „Powinienem iść na to otwarcie galerii. Powinienem iść do teatru. Albo zobaczyć balet. Powinienem robić to czy tamto, więc czemu nikt do mnie nie dzwoni? Dlaczego jem kolację sam?". Najśmieszniejsze, że zazwyczaj naprawdę lubię jeść kolacje w samotności! Wyjazdy do Nowego Jorku są dla mnie ciężkim przejściem. Zawsze bardzo tęsknię za moimi psami. I czuję się winny, że musiałem je odesłać do hodowcy. Kiedy patrzą na mnie, mam takie wrażenie, że mówią: „Czemu nas odsyłasz? Co zrobiłyśmy nie tak?".

Jakie imiona noszą twoje psy?
Alfred i Daisy. Oba są bulterierami.

Kocham zwierzęta... Twoje ostatnie kolekcje Marc i Vuitton były wspaniałe. Czy czujesz presję związaną z koniecznością utrzymywania konsekwentnie wysokiego poziomu?
I nie sądzę, że następne będą aż tak wspaniałe. Nie jestem w stanie zaplanować tego, że kolekcja będzie dobra albo niedobra. Dopiero w ostatniej chwil, kiedy szykowaliśmy wszyscy razem pokaz, doszło do owocnego połączenia takiej specyficznej spontaniczności i losowego wyboru ubrań.

Czy nie wydaje ci się, że zwykle tak jest - dopiero pod sam koniec pojawia się idea?
Jeżeli na początku masz mocną koncepcję, to tak naprawdę nie możesz wyjść z ideą na sam koniec. Cały proces tworzenia kolekcji i jej pokazów wymaga zbyt ścisłej koordynacji pomiędzy wszystkimi uczestnikami.

Mam takie odczucie, że w twoich najświeższych kolekcjach było sporo humoru. Zdawały się bardzo młodzieńcze, zabawowe i hiphopowe.
Istotnie, bawiliśmy się przy nich bardzo dobrze. Jak sobie o tym pomyślę, to muszę powiedzieć, że przez cały tydzień poprzedzający pokaz byłem przerażony, wręcz zdjęty grozą! Myślałem: „O Boże, jak to w ogóle złoży się w jedną całość i co my w ogóle pokażemy, i czym to będzie?". Jednak jest tak, że kiedy przyłapię się na tego rodzaju rozterkach, robię sobie przerwę. I staram się zacząć myśleć w ten sposób, że nawet jeśli nie przewidzę rezultatów mojej pracy, wiem że poszczególne elementy wchodzące w jej skład są świetne. Chyba tak po prostu działa mój mózg. Martwię się z natury.

Kiedy starasz się za każdym razem być doskonały, jest to bardzo trudne, prawda?
Nie chcę być idealny. Pragnę osiągnąć taki efekt, który jestem w stanie uznać za zadowalający mnie samego. Doskonałość nigdy mi się nie przytrafi. Nigdy nie osiągnę doskonałości.

Przez pewien czas wszystkie marki rodem z galerii handlowych kopiowały Marca Jacobsa. Czy mając tego świadomość, specjalnie zrobiłeś w tym sezonie coś takiego, co ciężko byłoby przenieść do świata ubrań dla masowego odbiorcy? Te buty balansują na granicy brzydoty...
Nigdy nie miałem w intencji stworzenia czegoś brzydkiego [śmieje się]. Przyglądałem się wszystkim tym butom spod ręki Stephen Sprouse, z rzędami rzepów. Podobał mi się pomysł zaprojektowania cięższego obuwia. Zdawało mi się po prostu, że potrzeba nam znowu czegoś bardziej miejskiego i solidniejszej budowy. Przyglądaliśmy się także butom narciarskim, bo przypadła nam do gustu idea zrobienia czegoś sportowego i praktycznego. A także mandze, więc nie można powiedzieć, że powyższe inspiracje były jedynym punktem odniesienia.

Czy wymieniasz pomysły na nowe z sezonu na sezon, czy może starasz się kontynuować pracę nad pewnymi motywami?
Niektórzy projektanci są bardzo skupieni na motywach i rozwijają swoją pierwotną myśl, ten bardzo silny głos. Uważam, że jednym z najlepszych przykładów tego podejścia w modzie jest Azzedine Alaïa. On tak naprawdę nigdy nie odchodzi od swoich bazowych idei. To znaczy, ja na pewno mam ADHD. Ale sądzę, że tym co kochamy w modzie i czego jednocześnie nienawidzimy, jest właśnie element zmiany. Patrzysz więc na to, czego dokonałeś i chcesz to poprawić, zmienić, rozwinąć. U mnie w sezonie wiosna/lato wszystko było takie seksowne i krótkie, było takim hołdem dla Gianniego Versace. Ale kolekcja jesienna miała już zupełnie inną atmosferę. Nie przeszkadzają mi takie radykalne wahania nastroju. Mimo to czasem cię za to chwalą, a czasem krytykują. I rozumiem skąd się biorą głosy krytyki. Ludzie najpierw obserwują kobiety, które nagle zaczynają nosić buty na cienkich obcasach i jasne, wielobarwne sukienki z dużą ilością sprzączek. A potem wybierają się na pokaz i widzą parę ogromnych, tweedowych spodni oraz bardzo długi, wełniany sweter. Reagują na to ostro: „czekaj, czekaj, o co chodzi z tymi narciarskimi butami i tymi rzepami?". Ale wiesz, to jest moda, nie zadowolisz wszystkich na raz. Poza tym dodam, że z Vuitton skupiamy się konsekwentnie przede wszystkim na torebkach.

Jakie są twoje odczucia względem pojawiania się na rynku mnóstwa podrabianych torebek?
Cóż, to bardzo delikatny temat. Bo kiedy ludzie produkują fałszywki, osobiście czuję się tak, jakby mi schlebiali. Nie powinienem tego mówić. Skreśl to. Spróbujmy tak... Schlebia mi bardzo, że ludzie kopiują moje wzory, ale polityka naszej firmy wobec podrabiania naszych projektów jest jednoznaczna. Nie aprobujemy go. Jest niezgodne z prawem.

Czy potrafisz wypatrzyć fałszywkę, jeśli ktoś ma ją przy sobie?
Tak, właściwie poznam zawsze, czy to podróbka. Choć istnieją bardzo dobrze wykonane fałszywki. Ja mam do tego takie nastawienie - jeśli chcę Rolls Royce'a , nigdy nie kupię sobie Volkswagena, który wygląda jak Rolls Royce. Jeżeli nie stać mnie na prawdziwego, nigdy nie kupię sobie podrabianego Rolexa. Nie kupiłbym fałszywego Roleksa. Bez dwóch zdań. Wolałbym mieć prawdziwego Timexa, niż podrabianego Rolexa. Taką mam naturę. Innym to nie przeszkadza i im, jak sądzę, to wystarczy. Nie jest tak, że tracisz przez to klienta. Kobieta, która chce mieć prawdziwą torebkę Vuitton, kupi ją - nawet gdy jej na to nie stać.

Czy kiedy projektujesz torebki, zdarza ci się pomyśleć: „O, tę to będą kopiowali"?
To nieuniknione. Największą niespodzianką była na nas torebka Sprouse. Każdy market miał na stoiskach torebki z wypisanymi na nich losowymi słowami w stylu graffiti Stephena. Z tego najbardziej się uśmialiśmy. Raz ktoś wysłał nam okładkę magazynu, na której była Posh Spice. I nosiła torebkę. Chodzi o to, że ona jest uzależniona od mody. Dlatego pewnie miała tę torebkę Stephena Sprouse'a, ale nie prawdziwy wyrób Vuitton - tylko podróbkę! Wszyscy wiedzieliśmy, że to kopia. Widzieliśmy to na pierwszy rzut oka, to było oczywiste. Dlatego natychmiast wysłaliśmy jej naszą torebkę z liścikiem o treści: „Pomyśleliśmy, że powinnaś mieć autentyk". Jestem pewny że Victoria Beckham, jak znam jej preferencje, kupiłaby oryginał. Takie rzeczy wysyłają nam zresztą bez przerwy. Dostajemy e-maile ze zdjęciami motocykli pomalowanych na modłę torebki Murakamiego. A nawet tortów weselnych z takim wzorem!

Moja mama kupiła w Bethnal Green jedną z podrabianych torebek Vuitton z kolaboracji z Murakamim, za pięćdziesiąt funtów. Uwielbia ją.
Cóż, to świetnie. Ale za każdym razem, gdy powiem coś takiego prasie, zaraz dostaję po łapach. Nie popieram kopiowania. Mimo to uznaję, że jeśli twoja mama jest zadowolona ze swojej torebki, to wspaniale. Podkreślę jednak jeszcze raz. Uważam, że kopiowanie jest złe, nielegalne i nie powinno do niego dochodzić.

Czy Lil Kim odzywała się do ciebie po tym, jak wypuszczono ją z więzienia?
Tak.

Jak sie ma?
Wydaje mi się, że raczej OK. Zaproszono mnie na przyjęcie-niespodziankę z okazji jej urodzin. Odbywało się wczoraj wieczorem, w jej domu. Oczywiście, nie jestem tam, więc nie mogłem pójść. Wysłałem jej zamiast temu duży bukiet kwiatów z liścikiem. Lecz wysłała mi kilka bardzo miłych listów z więzienia. To dostałem od niej tydzień temu [Marc podchodzi do swojej szafki i wyjmuje z niej dwa listy, z załączonymi autoportretami Kim].

O mój Boże!
Wiem. Zamierzam oprawić je sobie w ramy.

„Zasypiałem w pracy. Podpalałem koce, jak zdarzyło mi się zasnąć z papierosem. Skończyłem na izbie przyjęć. Robiłem wszystkie te chaotyczne rzeczy - takie gówno się zdarza, jak jesteś najebany."

Powinieneś umieścić je na t-shircie. Kiedy była w więzieniu, też do niej pisałem! Jak doszło do waszego pierwszego spotkania?
W studio. Wszyscy słuchamy jej muzyki i wszyscy ją kochamy. Potem, pewnego sezony, dowiedziałem się, że będzie na pokazie. Wiesz, ja nie dociekam, kto się zjawi. Nie mieszam się w wysyłanie zaproszeń, kontakty z prasą i takie sprawy. Ale Scott, który pracuje w biurze prasowym, wie, że wszyscy kochamy Kim. W przeszłości zdarzały się sezony, kiedy mówili nam, że Missy przyjdzie. I nigdy nie przyszła. Dlatego tym razem powiedziałem: „OK, musisz mi obiecać jedno. Jeśli Kim przyjdzie, to chcę się z nią spotkać po pokazie". Kim trafiła na zaplecze, a ja wyrzuciłem z siebie: „Tak bardzo miło mi ciebie poznać. Jesteś najlepsza i bla, bla, bla". Od tego momentu zostaliśmy w sumie przyjaciółmi. Odtąd przychodzi na każdy mój pokaz. Później dostałem jakąś branżową nagrodę za projektowanie akcesoriów i to ona mi ją wręczyła. A jeszcze potem zaprosiłem ją jako moją partnerkę na kolację w Met. Dała koncert po moim pokazie, tylko siedem dni przed tym, jak znalazła się w więzieniu.

Wow! - ona jest niesamowita.
Tak, jest niesamowita. I taka kochana. Planuję wyprawić jej przyjęcie na powitanie. Tyle że chyba trwa jeszcze jej areszt domowy. Chociaż dla niej to dobrze. Jestem pewny, że potrzebuje czasu na zrobienie sobie włosów i paznokci. Tak, tak, nie martw się, ona ma wszystko pod kontrolą. Nie wątpię, że jak tylko minie okres aresztu domowego, Lil Kim znów stanie się Lil Kim. Ona uwielbia ten cały hałas wokół siebie.

Który kawałek Lil Kim lubisz najbardziej?
Chyba The Jump Off.

Przepraszam, muszę zgłosić głos odrębny. Niepomiernie rządzą Queen Bitch i Whoa. Ostatni album jest prześwietny.
Wszyscy kochają tę piosenkę. Ja lubię cały album. Mam wielkie szczęście, że robię to, co robię. Mogę poznać sporo osób, które chciałbym poznać. Nie stalkuję celebrytów, nie jestem kimś takim. Po prostu fajnie jest mieć możliwość spotykania ludzi, których podziwiasz.

Których celebrytów chciałbyś jeszcze ubierać?
Autopromocja nie jest moją mocną stroną. Dlatego kiedy komuś podoba się to, co robimy, zachwyca mnie to. Nieważne, czy chodzi o prace dla Marc czy dla Vuitton. A jeśli to osoba, którą lubię, która mnie interesuje lub którą szanuję, to jestem naprawdę, naprawdę niezmiernie szczęśliwy. Nie wydaje mi się co prawda, żeby moje ubrania były w guście Lil Kim. Ale ona zawsze znajdzie sobie coś i sprawi, że będzie do niej pasowało. To niezwykle urocze.

Oglądanie Lil Kim w witrynie twojego sklepu w Nowym Jorku było niesamowitym przeżyciem.
Nasze okna stały się instytucją. Mieliśmy Lil Kim, zrobiliśmy też tę akcję z Debbie Harry. To były t-shirty za 20 dolarów, zbieraliśmy pieniądze na cele charytatywne. A teraz wchodzisz na eBay i widzisz, że koszulkę z Debbie Harry sprzedają tam za 600 dolarów. Gdy Lil Kim siedziała w więzieniu, Debbie Harry wysłała mi maila. Poinformowała mnie w nim, że napisała piosenkę dla Kim pod tytułem Down and Dirty. Postanowiłem zgadać je ze sobą.

W dniu, w którym wypuszczono Kim, miałem na sobie t-shirt Marc Jacobs z jej podobizną. Reprezentowałem Królową.
Dobry chłopiec... Na pewno wspomnę jej o tym, jak się zobaczymy.

Które z nowych supermodelek przypadły ci do gustu?
Kiedy mowa o supermodelkach, nasuwa mi się na myśl konkretna grupa dziewczyn - Naomi, Linda i Christy. To właśnie są supermodelki. Zgoda, działają teraz popularne modelki. Takie jak Daria czy Stam. Ale pamiętam czasy, kiedy pracowałem z Christy, Naomi i Lindą. Ich popularność nie opierała się tylko na tym, że wszędzie było ich pełno i były przepięknymi kobietami. Chodziło też o towarzyszącą temu pełnię życia, energię i imprezy. One przypominały celebrytki. Mam wrażenie, że żadna z obecnie pracujących dziewcząt nie doczekała się czegoś takiego. To znaczy, Kate była ostatnią supermodelką i tak już zostało.

A która z dziewczyn jest twoją ulubioną modelką wszechczasów?
Ciężko mi wybrać tylko jedną z nich. Sądzę, że jedną z moich ulubionych modelek jest Chirsty Turlington. Od początku ją uwielbiam - to po prostu słodka dziewczyna i mam wrażenie, że udało jej się z gracją uciec od całego szumu wokół niej. Zrobiła też coś bardzo uroczego, co sprawiło, że stała się jeszcze bliższa mojemu sercu. Powiedziała kiedyś, że jeśli otworzę własną firmę, to jej ostatnim pokazem w karierze będzie występ dla mnie. I dotrzymała słowa. Przyleciała z San Francisco, przespacerowała się dla mnie po wybiegu i nigdy potem nie uczestniczyła już w żadnym innym pokazie. Kate i Naomi także są moimi świetnymi, naprawdę wspaniałymi przyjaciółkami. Kocham je i wciąż z nimi pracuję. Tak więc musiałbym stwierdzić, że moimi ulubienicami są Kate, Naomi i Christy.

Zawsze nachodzi mnie taka myśl, że urodzić się z taką twarzą i takim ciałem to dziwna sprawa.
Tak, ale każdy rodzi się z jakimiś darami od losu. W życiu jest tak, że niektóre z nich są zwyczajnie trochę bardziej widoczne.

Zmieniłeś swoje nazwisko w markę - jakie to uczucie?
Jeszcze czuję się dosyć nieswojo, kiedy inni ludzie używają mojego nazwiska, rozumiesz? Ale teraz, teraz już mi trochę z tym lepiej, staram się to ignorować. Nieważne, czy widzę je jako napis, czy słyszę je... Przepraszam, przerwę na chwilę rozmowę. Muszę wypić uncję tego soku, który pachnie absolutnie fatalnie i smakuje nawet gorzej [Marc bierze przepisane mu witaminy].

Jak wybierasz postaci, które stają się twarzami kampanii Marc Jacobs?
Zdzwaniamy się z Juergenem i tyle. Czasami chodzi mi o konkretną osobę. Ale pragnę, żeby Juergen poczuł się zainspirowany i podekscytowany. On ma do tego podobne podejście. Tą metodą dochodzimy do porozumienia. Potem Juergen bierze ze sobą zestaw ubrań i akcesoriów, żeby zaaranżować sesję fotograficzną.

Jak doszło do tego, że zacząłeś pracować z Juergenem?
Dawno temu Joe McKenna miał swój magazyn - Joe's Magazine. Wygospodarował stronę i zaprosił nas, żebyśmy coś przygotowali. Nie mieliśmy jednak żadnych zapasów w budżecie na reklamy. Wiedziałem jednak, że Kim Gordon nosi jedną z moich sukienek na scenie, na koncertach Sonic Youth. Dowiedziałem się też, że będą grali w Londynie. Spytałem więc Juergena, czy nie poleciałbym tam ze mną, żeby zrobić zdjęcie Kim podczas występu. Dodałem, że moglibyśmy je puścić u Joego. To był precedens, który stał się podstawą naszych kampanii reklamowych.

A jak zaprzyjaźniłeś się z Sonic Youth?
Dopiero co skończyłem kolekcję Grunge. Mój przyjaciel reżyserował akurat teledysk do Sugar Kane. Użyłem tej piosenki w pokazie. Sonic Youth mieli taką koncepcję, że chcieli odegrać na ekranie fałszywy pokaz mody. Chcieli użyć do tego ubrań z showroomu Perry Ellis, a modelami i modelkami miały być dzieciaki i redaktorzy z branży mody. Gwiazdą wideo została Chloë Sevigny. Znali ją wtedy tylko skaterzy z Nowego Yorku i Harmony. Tak właśnie poznałem Kim. Jestem w tym teledysku, mój pies też. I wszyscy moi przyjaciele. To bardzo zabawny widok, bo w klipie mam bardzo długie włosy i noszę flanelową koszulę!

Czy sądzisz, że już zawsze będziesz znany jako projektant, który wpadł na pomysł Grunge?
Prawdopodobnie. Jestem strasznie dumny z tej kolekcji, jak również z ostatniego sezonu w Marc i Vuitton. Chcę tylko robić to dalej. Marzy mi się więcej tego samego - dobrych dni i złych dni, dobrych wyborów i złych wyborów. Pragnę mieć możliwość robienie tego dalej, uczestniczenia w tym i bycia częścią tego świata. Moim planem nie jest podbicie całej planety. Nie śnię o idealnej kolekcji. Chcę wyłącznie robić to dalej. Tyle.

marcjacobs.com

Kredyty


Tekst: Ben Reardon
Zdjęcia i stylizacja: Venetia Scott
Fryzura: Duffy / agencja Premier
Makijaż: Annabel Callum / agencja Naked Artists.com / do stylizacji użyto produktów Laura Mercier
Asystentka stylisty: Poppy Kain
Asystent fryzjera: Olivier Almeida
Druk: Klaus Kalde
Modelka: Irina Lazareanu / agencja Storm
Wszystkie ubrania Marc Jacobs
[i-D, The Wealth Issue, nr 269, wrzesień 2006]

Tagged:
marc jacobs
Wywiady
sesja
the wealth issue