wixa zgody narodowej

Czy agresywna muzyka z prostym bitem doprowadzi do pojednania Polaków? Załoga Wixapolu pragnie, żeby tak się stało. Przyjrzyjmy się, jeśli nie najciekawszemu, to z pewnością najszybszemu nowemu zjawisku na polskiej scenie imprezowej.

tekst i-D Team
|
06 Luty 2015, 10:00am

Wixapol to prawdopodobnie jedyne wydarzenie w Polsce, gdzie ci łysi kolesie, których czasem widujesz w tramwaju, bawią się w najlepsze w towarzystwie doktorantek filozofii i rachitycznych studentów ASP. Wixapol nie wyklucza.
- W tej chwili nasza publiczność tak się wymieszała, że nie da się powiedzieć, czy jest prawilna, hipsterska czy niszowa. Ale w ogóle chcemy odchodzić od takich podziałów. Gdy pomyślę o tych ludziach, nikt z nich nie zgodziłby się na zaszufladkowanie. To jest obraźliwe - tłumaczą mi członkowie Wixapolu*. - Wszyscy bawią się do tej samej muzyki: studentki kulturoznawstwa i ludzie z Pragi [dzielnica Warszawy stereotypowo kojarzona z udanymi imprezami i krojeniem portfeli - red.] - dodają.

DJ Sporty Spice, DJ Torrentz.eu i DJ Mikouaj Rejw stworzyli Wixapol na potrzeby jednorazowej imprezy nad Wisłą dwa i pół roku temu, a od mniej więcej roku wydarzenie odbywa się cyklicznie. Pomysł chwycił mimo początkowej fali sceptycyzmu.
- Na początku spotkaliśmy się z oporem starych hardcorowców: że to niby wielkie lolowanie, że przyszły hipstery i znowu robią coś dla beki - wyznają. - A z drugiej strony znajomi, którzy zazwyczaj chodzili do 1500 czy Jerozolimy na ambitnetechno-house'owe imprezy, mówili, że pajacujemy, że świrujemy pawiana. A potem okazało się, że didżeje związani z tymi klubami w przeszłości sami siedzieli głęboko w tej muzyce, grali schranze czy gabbery, ale z trendami zeszli na wolniejsze, bardziej eleganckieformy - i oni pytali, czy mogą u nas zagrać.
Dzisiaj już bez napinki na to, kto jest kim, wszyscy oni spotykają się na Wixapolach.

To właśnie brak napinki wydaje się głównym magnesem wixapolowej sceny. Jak mówią:

- To taka szczerość. Na stronach naszych eventów czy fanpage'u nie ma żadnych hejtów, dissów czy marudzenia, znajdziesz za to dużo entuzjazmu i energii.
Czuć w tym trochę chłopomanii, czuć też odrobinę dystansu, gdy jedno z nich zachwyca się schludnymi fryzurami i śnieżnobiałymi skarpetkami polskich dresiarzy („Jak oni to robią? Moje są szare już po pierwszym praniu!") - w końcu pochodzą z dużych miast, studiowali artystyczne kierunki, wszyscy mają na tym polu mniejsze lub większe sukcesy. Mimo to ani przez chwilę nie czuję, że ktoś tu robi mnie w balona, że to może być tak naprawdę kolejny projekt jednego z nich. Jeżeli ta trójka tylko udaje szczerość, robi to cholernie dobrze.

Kto nie wierzy, powinien przyjść na Wixapol. Muzyka jest okropna, nie boję się tego powiedzieć. Ale trzeba być naprawdę sztywniackim snobem, żeby nie dać się ponieść frenetycznemu tańcowi, który ogarnia wszystkich stłoczonych w wixaprzestrzeni. Prostota utworów i bezpretensjonalna (stosunkowo, to jednak Warszawa A.D. 2015) atmosfera zdają się przenosić nas do tego mitycznego czasu, gdy żadna krytyka czy rynek jeszcze nie istniały, gdy muzyka służyła budowaniu wspólnoty i tworzeniu transowej atmosfery święta, a nie udowadnianiu, kto tu ma najlepszy gust, albo zbijaniu kokosów przez wielkie korporacje.

Załodze Wixapolu wcale nie zależy na tym, żeby ukrywać swoją przeszłość, teraźniejszość, chłopomańskie inklinacje czy cokolwiek innego:
- Nie mamy potrzeby bycia prawdziwymi - twierdzą może trochę na pokaz. - Wiemy, że dla ludzi to jest bardzo ważne, ale dla nas w ogóle. Jak śpiewają te nowe polskie trapowe zespoły: »jebać truskulowców«. Jebać bóle dupy o bycie zgodnym z jakąś tradycją gatunku.
Żadne z nich nie czuje się jednak gentryfikatorem rave'u, który na autentycznym zjawisku chce tylko zrobić interes, pozbawić je znaczenia, zostawić i pójść dalej:
- Nikt z żadnej dużej marki nie chce nas jeszcze finansować. To wszystko jest DIY [do it yourself, zrób to sam - red.]. Próba komercjalizacji tego zjawiska wymagałaby wiele odwagi… Ale bardzo byśmy chcieli mieć sponsoring Monstera, nasi fani czują się bardzo odwodnieni. Może być Oshee albo Powerade. Napiszesz to?

Ciężkie i szybkie odmiany rave'u zdają się przechodzić swój mały renesans. Prestiżowy - a przynajmniej ultramodny - serwis Boiler Room usankcjonował ten fakt, organizując parę miesięcy temu swoją paryską imprezę pod hasłem „It's Not A Disgrace To Be A Gabber!" (To nie hańba być gabberem - samo słowo „gabber", jak podkreślają, pochodzi z jidysz i oznacza coś w rodzaju „ziomala").
Jednak choć źródła ich muzyki wywodzą się z Niderlandów, to członkowie grupy nie zachłystują się specjalnie trendami zza zachodniej granicy.
- Puszczamy masę polskich kawałków: PapaCore, DJ Hazel, polskie donki, Hardbass Wadowice, ze sceny gabberowej Kielce Terror Squad - mówią ze śmiechem, nie z wyższością, ale trochę z charakterystyczną dla sceny mieszanką powagi i żartu. - Nowy rok rozpoczęliśmy bookingiem z DJ-em Czarkiem - planujemy potem ściągać różne internetowe wygrzebki. Nie zamierzamy stawiać na importy. Od początku uważaliśmy, że ważniejsze jest rozwijanie lokalnej sceny z ludźmi z Warszawy i z całej Polski.

Za wixapolową didżejką stają też tuzy alternatywnej i eksperymentalnej części sceny elektronicznej, odpowiedzialne za najbardziej cenione wydawnictwa z naszej części Europy - Lutto Lento (założyciel hipnotycznego wydawnictwa Sangoplasmo Records sangoplasmo.bandcamp.com) czy Mateusz Kazula z Viadriny, który na Wixapolu pojawił się jako DJ Transula. Zresztą ambitna kultura też miała romans z Wixapolem: skład wystąpił na wernisażu wystawy „Ustawienia prywatności" (w skrócie: poświęconej związkom internetu ze sztuką najnowszą) w Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Jeżeli zagranica jest odniesieniem, to w dość przewrotny sposób:
- W Berlinie lokalny rezydent Berghainu czy jakiegoś Watergate'a - lokalny! - jest tam gwiazdą, ewentualny import stanowi dodatek. Nie tak jak w naszym kraju, gdzie polski didżej ma najwyżej zagrać rozgrzewkęprzed gwiazdą, a gdy nie będzie gwiazdy, to nikt nie przyjdzie. Jesteśmy poza tym kultem. Chcemy, żeby to było oddolne. Jak ma się rozwijać lokalna scena, jeżeli uprawiamy tutaj kult cargo - spadnie puszka coli z samolotu, a my robimy ołtarz? Obecnie to, że ktoś przyjeżdża z zagranicy, jest bardzo ulotne i złudne - o ile nie oprze seta o własne produkcje, to w ogóle nie ma żadnego znaczenia.

Do tej swoistej formy muzycznego patriotyzmu odnosi się sama nazwa cyklu przywołująca na myśl otoczone legendą, ale i aurą obciachu imprezy w wielkopolskim klubie Ekwador - znane lepiej pod nazwą miejscowości, w której się odbywały: Manieczki.
- „Wiksa" się skompromitowała i nie ma za nią jeszcze dostatecznej nostalgii, ale chcieliśmy znaleźć polski odpowiednik słowa „rave". Poszukiwaliśmy uniwersalnych rzeczy, które nadal mogą być porywające: Parada Wolności w Łodzi, klub Lokomotywa, dawne imprezy w klubie Ekwador. Ale w muzyce mało co jest wieśniackie, wszystko zależy od perspektywy i czasu. My, jako Wixapol, staramy się na równi traktować Jeffa Millsa i DJ-a Hazela - tu wybucha salwa śmiechu.

Jednak, jak mówią, Wixapolowi zależy przede wszystkim na wskrzeszaniu pierwotnej idei rave'u, gdzie gwiazdą wieczoru miał być nie didżej, tylko publika.
- Stąd te wszystkie ksywy. Chodziło o ukrycie własnej osoby, pozostanie anonimową postacią. Didżejka nie miała wtedy tej kościelnej roli jak dzisiaj, ludzie nie byli w jej stronę zwróceni - to działało na zasadzie muzycznego robota, który coś tam sobie gra. Do dzisiaj na niektórych leśnych rave'ach didżej chowa się za ścianą głośników.

Z tego wszystkiego wyłania się niepisana misja Wixapolu, którą określają jako łączenie Polski A z Polską B.
- Ja w to wierzę. Mówię poważnie - tłumaczy z natchnieniem jedno z nich. - Z wszelkich inicjatyw klubowych bardzo podoba mi się Dancing Międzypokoleniowy, bo opiera się na dialogu kompletnie różnych grup: emerytów i klubów skrajnie nastawionych na młodzież. Czymś takim trochę jest Wixapol. To nie była jego pierwotna idea: „Hej, połączmy społeczeństwo!", ale tak się zaczęło dziać i uważam, że to totalnie zajebista wartość Wixapolu.
A ja, niżej podpisany, jestem fanem. Chociaż muzyka jest okropna.

* Podczas autoryzacji członkowie Wixapolu poprosili, bym nie wymieniał ich imion i nazwisk oraz usunął informacje o ich pozaimprezowej działalności, a także cytował ich słowa jako wspólną wypowiedź. Prosili też, by napisać, że gabbery zostały wymyślone przez Czarne Pantery w celu skompromitowania białej rasy. Co oczywiście nie jest prawdą.

14 lutego Wixapol S.A. zagra na Gabbertynkach w warszawskim Parking Barze. Informacje o ich przyszłych imprezach możecie śledzić na ich fanpage'u.

Oglądaj zdjęcia z festiwalu Gabber.

Kredyty


Tekst: Maciek Piasecki
Zdjęcie: Alicja Kozak
Modelka: Ada Sokół

Tagged:
gabber
opinie
Kultura
wixapol