anime o depresji bijące rekordy popularności

„A Silent Voice” to kolejna japońska animacja na temat gnębienia i samobójstw nastolatków.

|
mar 20 2017, 2:00pm

Samobójstwa, gnębienie i depresja wśród nastolatków nie są tematami, które przychodzą nam od razu do głowy, gdy myślimy o anime. W końcu jak można pokazać coś tak złożonego w prostej animacji? Okazuje się, że można. I to całkiem nieźle.

„A Silent Voice" („Koe no Katachi") — adaptacja niezwykle popularnej mangi Yoshitoki Ōimy — opowiada o nastolatku, który chce naprawić szkody wyrządzone w przeszłości. Gdy był młodszym, porywczym punkiem, gnębił głuchą dziewczynę. Anime w reżyserii Naoko Yamady pokazuje życie nastolatka pogrążonego w depresji, który nie potrafi nawet spojrzeć ludziom w oczy.

To kolejny projekt o uczuciach nastolatków po niezwykle popularnym anime z wątkiem zamiany ciał „Your Name" („Kimi no Na wa") Makoto Shinkai. „Silent Voice" po premierze znalazło się na drugim miejscu w japońskim box office, tuż za „Your Name". Wszystko wskazuje na to, że będzie to kolejny hit. Czy wkraczamy w nową, złotą erę anime, w której zamiast demonów i czarodziejek królują nastolatki ze sporym bagażem emocjonalnym? Porozmawialiśmy z reżyserką „A Silent Voice", Naoko Yamadą, żeby dowiedzieć się, jak podchodzi do przedstawienia takich problemów.

„A Silent Voice" na początku było szalenie popularną mangą. Czy łatwo było ci wyobrazić sobie ją w formie filmu?
Na pewien sposób tak, ale z drugiej strony było ciężko, bo wszyscy mieli już wyrobione zdanie na jej temat. Musiałam je zdekonstruować i zrekonstruować mangę jako film pełnometrażowy. Spojrzeć na to pod nowym kątem.

Bałaś się, czy sprostasz oczekiwaniom fanów?
Oczywiście bardzo się denerwowałam, ale specjalnie się w to nie zagłębiałam, nie szukałam opinii fanów i tak dalej, bo jako reżyserka chciałam pozostać wierna temu, co ja czułam w związku z tą historią. Moje odczucia były dla mnie ważniejsze niż oczekiwania. Wiele razy spotkałam się z autorką, Yoshitoki Ōimą, więc musiałam wyrazić jej pasję i istotę mangi.

Jak podeszłaś do delikatnych tematów dotyczących depresji i samobójstwa, szczególnie biorąc pod uwagę, że pracujesz z dwuwymiarowym środkiem wyrazu?
Tak, to bardzo delikatne sprawy, musiałam być ostrożna i wrażliwa. Bardzo chciałam uniknąć śmieszności, przesadnej sensacji i dramatyzmu. Chciałam, żeby widownia współczuła każdej postaci i w tej kwestii byłam bardzo ostrożna.

A jednak film jest też zabawny, głupkowata postać drugoplanowa wprowadza trochę lekkości i humoru.
Tak, dokładnie, on i siostra Shoko, Yuzuro. Stanowią miłą przeciwwagę mroczniejszej strony historii.

Czy utożsamiałaś się z problemami z filmu?
Te tematy w ogóle nie pochodzą z mojego osobistego doświadczenia. Chciałam być sprawiedliwa, w żadnym wypadku nie osądzać.

Czy zainteresowałaś się gnębieniem w japońskich szkołach?
Nie, bo... oczywiście część o gnębieniu jest ważna, ale dla mnie liczy się szerszy kontekst, to nie był najważniejszy aspekt filmu. Nie potrzebowałam detali, nie uważam, że to było potrzebne.

W takim razie co jest najważniejszym aspektem filmu?
Ludzkie emocje i więzi. Dla mnie opowiada o tym, co jest wewnątrz każdego. Chcemy być rozumiani, ale zawsze jesteśmy niezrozumiani. Chcemy powiedzieć komuś: „kocham cię", ale nie jesteśmy w stanie. Chcemy, by ktoś nas pragnął, ale nie wiemy jak to zrobić. Waga tego, co mamy w środku niekoniecznie jest pokazana na zewnątrz.

Decyzja by z perspektywy głównego bohatera dosłownie pokazać krzyżyki na twarzach innych postaci była odważnym posunięciem. Jak na to wpadłaś?
Ten motyw pojawił się w mandze, więc po prostu się go trzymałam. Dodatkowo autorka o to poprosiła — chciała, żeby zostawić te krzyżyki. Pomyślałam, że to bardzo fajnie wygląda i odda myśli Shoyi.

Czy dużo zmieniłaś w porównaniu do mangi?
Wprowadziłam dużo drobnych zmian, ale wycięłam też jeden duży wątek. Postać drugoplanowa chciała zostać reżyserem i zaczęła kręcić film — tego nie zobaczycie na ekranie. To było trudne, bo to dość ważne w mandze i pewnie fani chcieliby to obejrzeć. Nie chciałam ich zawieść, ale bardzo chciałam to pominąć, tak żeby tego nie zauważyli.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Chociaż film opowiada o nastolatkach, podchodzi do tematu bardzo poważne i z dystansem. Jak do tej pory nastolatki zareagowały na film i poruszone problemy?
Ogólnie mam bardzo dobre opinie od nastolatków. Nie chcę, żeby postrzegano „A Silent Voice" jako film dla nastolatków zrobiony przez dorosłych.

Czy chciałaś czegoś uniknąć?
Staram się nie powielać schematycznych postaci, nie chcę pustych wypełniaczy. Chciałam też uniknąć zbyt negatywnych motywów i pokazać, jak radzić sobie z negatywnymi emocjami.

Co sądzisz o przyszłości anime po sukcesie twojego filmu oraz „Your Name"?
To daje mi nadzieję. Jestem w Londynie i promuję ten film. Sądzę, że wszyscy przeszliśmy długą drogę i bardzo mnie cieszy, że ludzie z całego świata oglądają japońskie animacje, to wspaniałe. Sądzę, że większość z nas — twórców — patrzy na to globalnie, nie myślimy jedynie o japońskich widzach. Mam nadzieję, że więcej osób będzie oglądać japońskie animacje dobrej jakości. To będzie wielka przyjemność.

Pracowałaś nad serialami i filmami. Jakie masz marzenia i nadzieje związane z przyszłością?
Chciałabym robić to i to, więcej seriali i więcej filmów pełnometrażowych. Interesują mnie projekty związane z emocjami, empatią i zrozumieniem.

Twoje ulubione anime?
Studio Ghibli (śmiech)... Wszystko ich produkcji. Kocham ich.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Oliver Lunn