​10 najciekawszych filmów z berlinale

Berliński festiwal zdecydowanie różni się od swoich odpowiedników w Cannes czy Wenecji. Tutaj nie liczą się plotki i wpadki na czerwonym dywanie – to prawdziwe święto kina. Wystarczy wspomnieć, że przez ostatnie dwa lata Złoty Niedźwiedź za najlepszy...

tekst Michael-Oliver Harding
|
25 Luty 2016, 4:50pm

W tym roku Srebrnego Niedźwiedzia, nagrodę za najlepszy scenariusz, zgarnął w Berlinie Tomasz Wasilewski. Nie możemy się doczekać, aż „Zjednoczone Stany Miłości" wejdą do kin. Tymczasem, żeby umilić sobie oczekiwanie, przedstawiamy inne filmy festiwalu, które musimy zobaczyć. 

„Las Plantas"
Wśród kilku zaprezentowanych filmów z Chile, ten debiutancki obraz Roberto Doverisa zdecydowanie się wyróżniał. 17-letnia, zamknięta w sobie Flor (w tej roli argentyńska piosenkarka VioletaCastillo) staje się tymczasowo opiekunką brata, który jest w śpiączce. Zmienia mu pieluchy i czyta na głos „Las Plantas", komiks o duszach roślin, które podczas pełni księżyca przejmują kontrolę nad ludzkimi ciałami. Flor ma też drugą stronę - zwabia do domu mężczyzn poznanych w internecie. W tym pięknie nakręconym filmie role są odwrócone, a reżyser bez trudu przechodzi z prawdziwego, materialnego świata do krainy fantazji i marzeń.

„Curumim"
Indonezyjski prezydent Joko Widodo od objęcia urzędu w 2014 roku ignoruje wszelkie międzynarodowe naciski, aby ułaskawić uwięzionych obcokrajowców, którzy zostali skazani na karę śmierci za handel narkotykami. Ten wstrząsający dokument pomaga nam zrozumieć, jak jeden z więźniów przypieczętował swój los. Brazylijczyk Marco Archer (pseudonim „Curumim") został aresztowany w 2004 roku z 13,5 kg kokainy na lotnisku w Dżakarcie. Curumin skontaktował się z reżyserem Marcosem Prado, żeby podzielić się swoją historią. Miał nadzieję, że dzięki temu nikt nie pójdzie w jego ślady i nie znajdzie się w podobnej sytuacji. Film łączy rozmowy telefoniczne, ręcznie pisane listy, zdjęcia z ukrytej kamery oraz wywiady z przyjaciółmi, prawnikami i byłymi dilerami. Chociaż Curumim nie zawsze wydaje się przyjemniaczkiem, to widać, że żałował swojego postępowania i liczył na drugą szansę. Jego egzekucja przez rozstrzelanie odbyła się w styczniu 2015 roku.

„Before the Streets"
Wspaniały film o rdzennych mieszkańcach Kanady. Debiut Chloé Leriche to mroczna, magiczna opowieść o nastoletnim samotniku, który szuka odkupienia, po tym jak podczas nieudanego napadu nieumyślnie zabija człowieka. To pierwszy film pełnometrażowy, w którym bohaterowie posługują się językiem atikamekw. Występują w nim głównie amatorzy, a na ścieżce dźwiękowej usłyszymy tradycyjne, indiańskie utwory w wykonaniu takich zespołów, jak A Tribe Called Red i Northern Voice. „Before the Streets" pokazuje wiarę w możliwość odkupienia oraz mądrość starszyzny. Dźwięki bębnów i zapierające dech w piersiach ujęcia świętego lasu, w którym stoją tradycyjne sauny, to mocna alternatywa dla przeważnie ponurych sposobów przedstawiania życia rdzennych mieszkańców Kanady.

„Kate Plays Christine"
Na ostatnim festiwalu Sundance dwa filmy poruszyły temat zapomnianej dziś tragedii: w 1974 roku cierpiąca na depresję reporterka z Florydy, Christine Chubbuck, popełniła samobójstwo na wizji. Jeden z nich, „Kate Plays Christine" został pokazany również na Berlinale. Ten film to wspaniałe połączenie fikcji i dokumentu, w którym aktorka Kate Lyn Sheil (znana z drugiego sezonu „House of Cards"), odwiedza miasto, gdzie wydarzyła się ta tragedia. Zanurza się w historii Christine. Obawy Kate, która nie chce wykorzystać śmierci Christine oraz jej niezdrowy pociąg do aktorstwa mieszają się z melodramatycznymi, fikcyjnymi wstawkami, w których Sheil ma na sobie kiepską perukę i brązowe soczewki kontaktowe. Po seansie nie mogłem się zdecydować, co było ciekawsze: obserwowanie, jak Kate szuka informacji i zmienia się w Christine, czy jak gra wrażliwą, niszową aktorkę, która udaje Christine. Chyba stawiam na drugą opcję.

„Don't Call Me Son"
W tym przenikliwym dramacie autorstwa Anny Muylaert (nagrodzonej wcześniej na Berlinale za „Prawie jak matka") świat nastolatka z przedmieść, Pierre'a, wali się po wynikach testów DNA, które potwierdzają, że matka porwała go, gdy był niemowlakiem. Zostaje zmuszony, żeby zamieszkać ze swoimi wpływowymi, biologicznymi rodzicami i bratem, którzy nazywają go Felipe. Chłopak musi się zmagać z wieloma pytaniami dotyczącymi tożsamości. Ten śmiały, brazylijski film pokazuje malującego paznokcie i noszącego pas do pończoch nastolatka, który jest chyba bardziej zainteresowany sprawą swojej tożsamości płciowej, niż zastanawianiem się, kto rzeczywiście jest jego rodziną. Scenariusz zainspirowała prawdziwa historia, która wstrząsnęła Brazylią. Obie matki gra ta sama aktorka, co wspaniale oddaje zdezorientowanie Pierre'a/Felipe'a.

„Chi-Raq"
Opinie mieszkańców Chicago na temat tego filmu są podzielone. Reżyser Spike Lee użył terminu „Chi-Raq" - połączenia słów „Chicago" i „Iraq", którym porównuje to miasto do strefy wojennej, ze względu na przemoc i wysoki poziom zabójstw. Pomiędzy 2001 a 2015 rokiem zamordowano tam 7356 osób (w większości czarni mężczyźni byli zarówno ofiarami, jak i oprawcami). To najbardziej nieokiełznany, sprośny i poważny film w karierze reżysera. We współczesnej, rymowanej adaptacji greckiej komedii „Lizystrata", kobiety przywdziewają pasy cnoty i odmawiają seksu w nadziei, że w ten sposób uda się osiągnąć rozejm wśród mężczyzn, podzielonych na pomarańczowych Trojan i fioletowych Spartan. Na takiego Spike'a Lee czekaliśmy od czasu „Kiedy puściły wały: Requiem w 4 aktach", miniserialu dokumentalnego o skutkach Huraganu Katrina.

„Kiki"
W dokumencie „Kiki" szwedzka reżyserka Sara Jordenö stworzyła dynamiczny portret afroamerykańskiej i latynoskiej społeczności LGBTQ, biorącej udział w tanecznych bitwach w Nowym Jorku. Po oficjalnej legalizacji małżeństw par homoseksualnych w całych Stanach Zjednoczonych, bohaterom filmu nadal nie jest łatwo. Jak powiedział jeden z nich: „białe pary z klasy średniej żyją na całego w dobrych dzielnicach". Taneczne imprezy są nie tylko widowiskową rozrywką, ale też formą aktywizmu dla biednej młodzieży z marginesu społecznego. Usłyszycie tu również wiele inspirujących osób z ruchu Black Lives Matter.

„P.S. Jerusalem"
Na festiwalu wciąż pojawiał się temat granic i migracji. Dokument „P.S. Jerusalem" opowiada o chłopcach z Brooklynu, którzy nagle muszą się odnaleźć w Jerozolimie. Dobitnie pokazuje absurdalność geograficznych, językowych i religijnych podziałów. Reżyserka Danae Elon w 2010 roku przeprowadziła się do swojej ojczyzny z partnerem Philippem i dwoma synami. Kolejne trzy lata spędziła nagrywając zmagania rodziny, która próbuje przystosować się do życia w miejscu, gdzie maski gazowe i schrony przeciwbombowe są na porządku dziennym. Najsmutniejsza scena pokazuje jej synów i palestyńskiego kolegę z klasy, rozmawiających na zmianę po hebrajsku lub arabsku, w zależności od tego, przez jaką okolicę akurat idą. W Elon narastają wątpliwości - kobieta zastanawia się, czy jakikolwiek rodzic chciałby, żeby jego dzieci były narażone na życie w ciągłym zagrożeniu.

„Being 17"
W dzisiejszych czasach nastolatki odkrywające swoją seksualność i zainteresowanie osobami tej samej płci nie wzbudzają już sensacji. Ale dzięki francuskiemu filmowcowi, André Téchiné'owi („Dzikie Trzciny") i współautorce scenariusza Céline Sciamma („Dziewczyny z bandy"), powstał świeży film ukazujący ten emocjonalny okres w innym świetle. Koledzy z klasy, Damien i Thomas, w zaskakująco brutalny sposób wciąż walczą. Na pozór gardzą sobą, ale ich spojrzenia sugerują co innego. Młodzi aktorzy są fenomenalni w swoich rolach. Historia rozwija się przez 3 semestry, a tłem akcji są pirenejskie wzgórza. Nastolatkowie doświadczają nowych, nieznanych i przytłaczających uczuć.

„Hotel Dallas"
Autorka filmu, Livia Ungur, dorastała w latach 80. w komunistycznej Rumunii. Jedynym amerykańskim serialem, jaki puszczano wtedy w telewizji, była telenowela „Dallas". Dzięki niemu Livia i jej ojciec, Ilie, mogli oderwać się od szarej rzeczywistości i przenieść w świat kowbojów. Kobieta wyemigrowała później do Stanów Zjednoczonych, lecz po latach postanowiła powrócić do ojczyzny i nakręcić film, łączący dokument oraz fabularyzowane scenki. Pojawia się tu nawet gwiazda serialu, Patrick Duffy. Wisienką na torcie jest jednak kopia serialowej posiadłości, wybudowana w latach 90. przez Iliego, który inspirował się naftowym baronem z „Dallas". Nieszablonowy i zachwycający film.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Michael-Oliver Harding
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
Berlinale
festiwal
Kultura