Reklama

czy zatraciliśmy się w lajkach?

Modelka i gwiazda kampanii Calvina Kleina Ebonee Davis opowiada o tym, jak budowanie sztucznego wizerunku w mediach społecznościowych i szukanie w nich uznania wpływa na zdrowie psychiczne.

tekst Ebonee Davis
|
09 Czerwiec 2017, 7:55am

Dieser Artikel erschien zuerst auf i-D UK.

Artykuł pierwotnie ukazał się w brytyjskim wydaniu i-D.

Ebonee Davis, modelka z Seattle, która pozowała m.in. dla Calvina Kleina zastanawia się, jakie piętno odciska na nas zabieganie o aprobatę, jak wpływa to na nasze poczucie własnej wartości i tożsamość. Ostrożnie konstruując te homogeniczne, internetowe persony, ryzykujemy utratę tego, co naprawdę ważne — samych siebie.

W zeszłym tygodniu na imprezie podszedł do mnie młody mężczyzna z dość dużą ilością obserwujących w internecie (mowa tu o setkach tysięcy) i poprosił mnie o zrobienie sobie z nim zdjęcia. Pomyślałam, że to trochę dziwne, że nawet się nie przedstawił, ale się zgodziłam. Chwilę po pstryknięciu fotki obserwowałam jak popędził wrzucić ją do sieci. W tej chwili zrozumiałam, jak łatwo można wykreować w sieci złudzenie przyjaźni. Ludzie, którzy zobaczą tę fotkę, pomyślą że znamy się od lat, albo że chociaż się zapoznaliśmy i pogadaliśmy. To nie było pierwsze spotkanie tego typu i nie ostatnie, ale sprawiło, że zaczęłam rozmyślać. Jak media społecznościowe wpływają na nasze związki? Związki, które budujemy z innymi i ze sobą? Media społecznościowe zmieniły dystans między nami, a także sposób w jaki się łączymy i wchodzimy w interakcje. Z drugiej strony Instagram wpłynął negatywnie na nasze zdrowie psychiczne, bardziej niż jakakolwiek platforma społecznościowa.

Na Instagramie od lat czuję cichą presję wpasowania się w pewien kanon piękna, mody i fitnessu. Wraz z rozrostem społeczności presja tylko się potęguje. Dla większości z nas dopasowanie się do tego wąskiego kanonu jest niemożliwe i cierpimy z powodu nacisku. To błędne koło niskiej samooceny napędza dodatkowo fakt, że wielu z nas to właśnie w mediach społecznościowych szuka uznania. Całe nadzieje pokładamy w systemie oceny opartym na lajkach, komentarzach i obserwujących. Na jego podstawie oceniamy swoją wartość. Jesteśmy ciągle przyczepieni do internetu, więc łatwo nam nieustannie porównywać się do innych. W rezultacie ciągle oceniamy siebie i innych, sprawiamy, że nagle trudno jest pozostać autentycznym. Większość z nas żyje w ciągłym strachu przed osądzaniem nas za to, kim jesteśmy. Ten strach sprawił, że konformizm stał się nową normą, a autentyczność nam umyka.

Problemy ze zdrowiem psychicznym to nie jedyne skutki życia w pokoleniu rządzonym przez media społecznościowe. Na castingach często jestem pytana ilu mam obserwujących. Wielu klientów wybiera modelki, które mają ich więcej, nawet jeśli inne mają lepsze predyspozycje czy kwalifikacje. Ta metoda zatrudniania zachęca modelki do korzystania z niektórych znajomości i prezentowania się w sposób najbardziej korzystny i przemawiający do branży. W zasadzie nieumyślnie prosi się nas o porzucenie swojej autentyczności pod groźbą utraty źródła utrzymania. Czasem nawet powstrzymywałam się przed wrzucaniem pewnych zdjęć i dodawałam tylko te dopasowane do wizerunku, który budowałam w oparciu o uznanie obserwujących i klientów. Stajemy się niebezpiecznie homogeniczni, boimy się pokazać indywidualizm i żyjemy, walcząc o uznanie innych.

Rozwój mediów społecznościowych sprawił także, że pojawiła się cyberprzemoc. Użytkownicy mogą anonimowo i bezlitośnie atakować i krytykować innych bez konsekwencji. Jasne, można kogoś zablokować, ale to nie cofnie szkód w psychice. Szczególnie widać to na profilach celebrytów. Społeczeństwo umieszcza sławnych ludzi na piedestale — wierzymy, że ich życia są lepsze, ważniejsze, bardziej idealne. A jednak szczegółowo ich obserwujemy, analizujemy każdy krok, szczególnie gdy nie spełniają naszych oczekiwań. Czemu wymagamy perfekcji od celebrytów i od siebie nawzajem? Hamujemy się i ściskamy swoje życia w małych, idealnych kwadracikach, w oparciu o przekonanie, że naturalnie nie jesteśmy dość dobrzy. Żyjemy w niedoskonałym świecie, a jednak zachowujemy się, jakbyśmy musieli być idealni, przynajmniej w sieci. W naszych interakcjach na Instagramie nie ma miejsca na błędy, wrażliwość, wady... na ludzkość?

Pokazując na skrupulatnie wyselekcjonowanych zdjęciach fałszywe życie kreujemy alternatywną rzeczywistość, w której istnieją tylko najbardziej idealne i przystępne wersje nas samych. Dla wielu ucieczka od tego świata stała się niemożliwa. Skuteczne budowanie wizerunku na wirtualnej platformie ma wpływ na to z kim się przyjaźnimy, randkujemy, pracujemy i zmieniło sposób, w jaki postrzegamy innych i siebie. Jak to odkręcić? Po pierwsze musimy przyznać, że nie jesteśmy sobą. Musimy odciąć się od swojego publicznego wizerunku. Musimy przyznać, że żyjemy w zgodzie z oczekiwaniami innych, w strachu przed tym co ludzie powiedzą. Musimy przestać porównywać nasze życia z życiem innych i zrozumieć, jak nasza krytyka wpływa ludzi. Dlaczego tak chętnie rzucamy się do krytykowania innych? Przestańmy sprawiać, że inni czują się niekomfortowo i boją się być sobą. Uznajmy różne formy piękna i autoekspresji. Odzyskajmy ludzkie oblicze przez miłość i szacunek do siebie i innych, bądźmy bezpardonowo sobą. Uwolnijmy się. Jesteśmy czymś o wiele więcej niż tylko malutkimi kwadracikami, w których próbujemy się zamknąć.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Ebonee Davis
Zdjęcie: Kofi Dua

Tagged:
Instagram
Zdrowie Psychiczne
media społecznościowe