Reklama

sofia coppola o swoim nowym filmie „na pokuszenie”

Nagrodzona w Cannes reżyserka opowiada nam o feminizmie, kiczowatych horrorach i nietypowych scenach łóżkowych.

tekst Rory Satran
|
28 Czerwiec 2017, 7:05am

„Uwielbiam więzi między kobietami", mówi Sofia Coppola, opowiadając o „Na pokuszenie", jej dziwnym i pięknym thrillerze z epoki. Równie dobrze mogłaby jednak mówić o każdym ze swoich sześciu filmów pełnometrażowych. Sama reżyserka postrzega ten film utrzymany w nurcie gotyku z Południa USA jako kontynuację tematów podjętych w jej pierwszym dziele, „Przekleństwa niewinności". Jeśli jesteście jego fanami (a kto nie jest?) od razu zauważycie podobieństwa, gdy tylko zobaczycie na ekranie blondynki w długich, koronkowych, jasnych sukienkach, spędzających leniwie słoneczne dni na świeżym powietrzu. Wystarczy przenieść akcję Na pokuszenie" o 100 lat w przyszłość i zamienić szydełkowanie na słuchanie winyli, a filmy okażą się bliźniaczo podobne.

„Dorastałam bez sióstr, więc zastępowały mi je przyjaciółki. Była między nami solidarność", mówi. Sofia kręciła nowy film na plantacji w Nowym Orleanie, gdzie powstała znaczna część „Lemonade" Beyoncé. Reżyserka zebrała obsadę marzeń: Nicole Kidman, Kirsten Dunst, Elle Fanning oraz debiutantki Angourie Rice, Addison Riecke i Oonę Lawrence, które grają nauczycielki i uczennice ze szkoły dla dziewcząt na Południu, zdziesiątkowanej w czasie wojny secesyjnej. Nagle trafia do nich mężczyzna: zraniony jankeski żołnierz (bożyszcze lat 2000. Colin Farrell), który szuka schronienia. (Coppola jest wyjątkowo dobra we wskrzeszaniu bohaterów, którzy potrzebują pomocnej dłoni - wystarczy wspomnieć Stephena Dorffa w „Somewhere. Między miejscami".)

„Na pokuszenie" jest mniej modny niż reszta filmografii Coppoli, a bardziej wierny gatunkowi. Nie zabrakło nieco obrzydliwych zbliżeń szwów na skórze i przekonujących scen łóżkowych. Wydaje się, że to taki film, który zyska miano kultowego, a za 50 lat będą wielbić go dzieciaki ze szkół artystycznych, omawiające go w wirtualnych klasach przyszłości. Historia po raz pierwszy ukazała się w formie powieści pt. „The Painted Devil", a w 1971 roku na jej podstawie Don Siegel nakręcił film z Clintem Eastwoodem. Sofia obejrzała ten film z polecenia koleżanki, chociaż z początku nie przekonywał jej pomysł nakręcenia remake'u. Opowieść jednak „utknęła w jej umyśle i ciągle o niej myślała". Spodobał się jej pomysł opowiedzenia jej z perspektywy kobiet.

W ten sposób zapomniany pół-horror, który leci w nocy w kablówce, zyskał drugie życie i został feministyczną historią. Stała się ona tym bardziej aktualna, że powstawała w listopadzie 2016 roku, gdy prawdziwy horror rozgrywał się w serwisach informacyjnych na kablówkach. Jak mówi Sofia: „Podczas wyborów [prezydenckich w USA] wiele mówiło się o władzy między mężczyznami i kobietami". Zupełnie jak w jej filmie. „[W tej historii] bardzo podobała mi się zmienna dynamika sił między kobietami i mężczyznami, która jest bardzo aktualnym tematem".

Dzień po ogłoszeniu wyborów atmosfera na planie pełnym kobiet była „dołująca. Wszyscy byli smutni". Na szczęście udało im się z tym uporać. „Kręciliśmy dalej i staraliśmy się po prostu dalej pracować". Zastanawiamy się, czy amerykańska sytuacja polityczna wpłynęła na kreacje aktorskie. W występach Nicole Kidman w roli dyrektorki-tygrysicy oraz Kirsten Dunst jako powściągliwej, lecz wściekłej nauczycielki,widać odzwierciedlenie nastrojów stojących za Marszem Kobiet. 

Kiedy ostatnio widzieliście w kinie trafnie pokazaną mentalność kobiet od okresu dorastania do wieku średniego? Jeśli nie możecie sobie przypomnieć to na pewno jest ku temu powód. Wpływ na to mogą mieć scenarzyści, którzy piszą filmy trafiające do etapu produkcji. Sofia napisała scenariusze do wszystkich swoich filmów. „Lubię pisać te postacie, bo byłam w wieku każdej z nich", mówi o swoich dziewczynach i kobietach. „Wiecie, mogę utożsamiać się z 18-latką albo kimś w wieku Edwiny. Bardzo mi się podoba, że Nicole, gdy wchodziła w rolę, była bardzo opiekuńcza i matczyna wobec młodszych dziewczyn. Właśnie tak to sobie wyobrażałam".

Nie da się oddzielić prac Sofii od płci, chociaż chcielibyśmy, żeby ten problem nie istniał. Gdy wygrała prestiżową statuetkę dla najlepszej reżyserki w Cannes, nie mogła uwierzyć, że jest dopiero drugą kobieta w historii, która dostąpiła tego zaszczytu. Ostatnią nagrodę zgarnęła w 1961 roku była aktorka kina niemego, Yuliya Solntseva. „Cieszę się, że miałam możliwość stworzenia tego filmu, pokazującego kobiecy punkt widzenia", mówi. „Cieszę się, że 'Wonder Woman' jest hitem. Chciałabym widzieć tego coraz więcej i więcej, żeby druga połowa populacji również była reprezentowana. Uwielbiam oglądać filmy przedstawiające różne punkty widzenia, a nie tylko jeden". Sofia podziwia prace takich reżyserek, jak Jane Campion, Tamara Jenkins i Andrea Arnold.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Nagroda z Cannes umacnia jej pozycję Reżyserki przez wielkie „R" - nie tylko „kobiety reżysera", nie tylko „obeznanej z modą reżyserki" i nie tylko „córki reżysera". Chociaż nadal jest każdą z tych postaci. W odcinku podcastu „WTF" powiedziała Marcowi Maronowi o metodzie swojego ojca, Francisa Forda Coppoli, którą również wykorzystuje. Zamiast zwykłych prób z aktorami, zachęca ich do wspólnego przygotowania posiłku, nie wychodząc z roli. „Dzięki jedzeniu to oddziałuje na zmysły", wyjaśnia.

Młodym aktorkom zafundowała z kolei obóz w stylu przedwojennej Ameryki, żeby ich popołudnia spędzone na haftowaniu wypadły na ekranie bardziej wiarygodnie. Chodziły na lekcje wyszywania i etykiety, ubrane w gorsety i krynolinowe spódnice, które Sofia nazywa częścią „tego zwiewnego, kobiecego świata". „Chciałyśmy jak najbardziej zagłębić się w ówczesny styl życia", mówi reżyserka.

Sofia i jej złożona w głównej mierze z kobiet ekipa artystyczna przejrzały wiele portretów z tamtych czasów, aby stworzyć naturalne, realistyczne stylizacje. Nie znajdziecie tu popowych, anachronicznych detali z „Marii Antoniny", ale to wciąż Sofia Coppola, była projektantka i fotografka, która szkoliła się pod okiem Paula Jasmina. Dlatego wykorzystała „wyblakłą" paletę barw Williama Egglestona, aby stworzyć świat w którym „ubrania były już prane po milion razy".

Kostiumy i scenografie są wierne epoce, ale sam klimat zaczerpnęła prosto z horrorów lat 60. i 70., które uwielbiała, gdy dorastała. Lubiła szczególnie te lekko kampowe, jak „Nieustraszeni pogromcy wampirów" i „wszystkie inne filmy z dziewczynami w długich, białych koszulach nocnych i ze świecznikami w dłoni". Nietypowość gatunku, który wybrała, też do niej przemawia: „Chciałam podejść do gotyku z Południa USA w moim własnym stylu, co było ciekawym wyzwaniem i dobrą zabawą".

Ten styl nie jest tu użyty bez celu: ma dostarczyć najczystszej rozrywki. Sofia mówi o tempie akcji w thrillerze: „Napędza go fabuła, staramy się utrzymać napięcie, o czym myślałam już na etapie pisania scenariusza, ale także przy montażu". To skupienie na prędkości stawia widzów w moralnej kropce. Czy mamy sympatyzować z naprzemiennie flirtującymi, prowokującymi i nikczemnymi kobietami? A może z uwodzicielskim i nieprzewidywalnym najemnikiem z wojska? A co z kwestią niewolnictwa i polityki rasowej podczas wojny secesyjnej, którą Coppola całkowicie przemilczała?

Zdaje się, że Sofia jest otwarta na tę moralną niejednoznaczność. Kto jest główną bohaterką? „To ciągle się zmienia, więc mam nadzieję, że pod koniec będziecie po prostu po stronie grupy kobiet", mówi. „Sądzę, że postać Kirsten jest osią historii, bo to ona jest najbardziej wrażliwa i można z nią się utożsamiać".

Romantyczna nauczycielka Edwina (Kirsten Dunst) zakochuje się w żołnierzu (Colin Farrell), co kończy się rozerwaniem gorsetu i guzikami rozrzuconymi na podłodze. O pewnej wyjątkowo niepasującej do stylu Coppoli scenie seksu sama Sofia mówi: „Ciągle trochę zawstydza mnie kręcenie takich scen, wiec rozmawiałam o tym z Kirsten. Stwierdziłyśmy, że pójdziemy na całość, postaramy się, żeby wypadła realistycznie i intensywnie. Większość filmu opiera się na tym seksualnym napięciu, które płonie pod powierzchnią".

Pojawia się również scena z kąpielą i gąbką, w trakcie której Nicole Kidman delikatnie czyści krocze żołnierza. Gdy oglądałem ją w kinie, na widowni słychać było nerwowe śmiechy. „Siedziałam obok nich na drewnianej skrzynce i prosiłam Nicole, żeby myła wewnętrzną stronę jego uda", wspomina. „Starałam się pójść z tym o krok dalej, żeby nie było zbyt pruderyjnie".

Ta scena, tak jak reszta „Na pokuszenie", była zupełnie niespodziewana. Nie jest stylowa ani fajna - a przecież tymi skrótami myślowymi posługujemy się, by określić prace Sofii Coppoli. Jest zabawna, prawdziwa i przede wszystkim - napędza fabułę. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Rory Satran
Zdjęcie główne: Andrew Durham / CPi Syndication
Pozostałe zdjęcia: Ben Rothstein / Focus Features
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska