radykalne oblicze dresów

Nowe pokolenie artystów i performerów wykorzystuje sportowe ubrania, żeby komentować otaczający nas świat.

tekst Anastasiia Fedorova
|
04 Maj 2017, 3:07pm

Franziska Aigner and Eliza Douglas in Anne Imhof's Angst II, Nationalgalerie at Hamburger Bahnhof – Museum für Gegenwart – Berlin, 2016 © Photo: Nadine Fraczkowski

Nie ma chyba dzieła sztuki, które odzwierciedla współczesny stan umysł lepiej niż opera „Angst II" Anne Imhof. Odegrana została w ogromnej, pogrążonej we mgle hali Hamburger Bahnhof w Berlinie. A konkretniej druga część przedstawienia odegrana przez drony, jastrzębie oraz ekipę performerów. Dryfując przez publiczność byli nieobecni oraz piękni, oddani schematowi choreografii, dotykowi oraz obojętności znanej tylko im. Taki widok ciężko zapomnieć. Nie tylko z powodu wielkiej skali oraz innowacyjności artystycznego przekazu, ale również dlatego, że występujący tam ludzie byli niepokojąco realni. Byli zupełnie jak my, w oparach upadającego świata, mając za przewodnika jedynie sygnał telefonów komórkowych. W tworzeniu poczucia bliskości ciuchy odegrały kluczową rolę. Tańczący pomiędzy gruzowiskiem ze śpiworów, puszek Pepsi oraz bongosów performerzy mieli na sobie dresy oraz T-shirty, ubrania sportowe bez marek (poza sporadycznymi trzema paskami od Adidasa oraz logiem Nike), trochę moro oraz dżinsu.

Anne Imhof nie jest jedyną artystką wykorzystującą filozofię ubrań sportowych jako sposobu na odzwierciedlenie tego, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Performerzy pracujący pod okiem Alexa Baczyńskiego-Jenkinsa - który pokazał swój projekt „The tremble, the symptom, the swell and the hole together" w Chisenhale w marcu - obrali podobny kierunek. Poprzez taniec, dźwięk oraz gesty zgłębili prozaiczne czynności oraz grupowe choreografie ubrani w stare T-shirty, dresy, sportowe buty oraz podarte jeansy i flanelowe koszule. Ciuchy nierzucające się w oczy, które zmniejszają dystans między performerem i widownią.  

Zarówno projekty Imhof oraz Baczyńskiego-Jenkinsa mogą mimowolnie przywołać wspomnienia. Na pewno każdy z nas miał parę czarnych butów Nike Huarache lub niebieską kurtkę Adidasa Firebird. Możliwe, że zakochaliśmy się kiedyś w kimś, kto nosił te rzeczy albo po prostu widzieliśmy je na otaczających nas zdjęciach reklamowych.

Niektórzy mogą stwierdzić, że współcześni performerzy wybierają ubrania sportowe z tych samych powodów, które przekonują mnóstwo innych ludzi. Są wygodne, zaprojektowane tak, by nie krępować ruchów oraz są łatwo dostępne. To, co łączy wybory modowe tych artystów to fakt, że nigdy nie są to ciuchy wyłącznie przeznaczone do wysiłku fizycznego. Są to luźne, komfortowe oraz znoszone ciuchy, które tak samo dobrze sprawdzają się na rejwie, w domu, na uczelni oraz na otwarciu galerii. Tu chodzi o ciało i jego relacje w stosunku do nowoczesności oraz o miejską młodość. O nas: o seks, taniec, ulice, poranne bieganie, popołudnia, w których nie robimy nic poza bezcelowym leżeniem na kanapie z laptopem na kolanach.

Alex Baczynski-Jenkins, The tremble, the symptom, the swell and the hole together (2017). Chisenhale Gallery, London, dzięki uprzejmości artysty. Zdjęcie: Mark Blower.

Obecnie ubrania sportowe nie są tak powszechnym wyborem na co dzień u młodych ludzi w dużych miastach. Jest to również uniform późno-kapitalistycznego świata, w którym żyjemy. Nasze miasto jest pokryte billboardami globalnych marek sportowych, a nasze ciała — bez względu na to, czy jesteśmy zawodowymi sportowcami czy zwykłymi ludźmi — stają się kapitalistycznymi przestrzeniami reklamowymi. Możemy to ignorować, czuć wyrzuty sumienia, stawiać na rzeczy bez logotypów, albo się tym inspirować. Czy wam się to podoba czy nie, to i tak wpływa na naszą psychikę i sposób, w jaki wyrażamy siebie.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Epicka kampania Nike „tour-de-force" z początku tego roku, w której wzięła udział FKA Twigs, przekształciła narrację reklam marek sportowych w opowieść o duchowej walce. Sugeruje ona, że język wizualny reklam ciuchów sportowych nie polega tylko na nakłanianiu do kupna produktu (mimo że własnie o to w tym chodzi), ale też na pokazywaniu kreatywności, wyobraźni i może nawet feminizmu, wielu rodzajów sylwetki i różnorodności. Kiedy kapitalizm przywłaszczył sobie język sztuki i aktywizmu - artyści odpowiedzieli, robiąc to samo z markami, ich estetyką i obsesjami, którą napędzają.

Bjarne Melgaard, The Casual Pleasure of Disappointment. Zdjęcie: Andre Herrero.

Właśnie te obsesje i żądze możemy znaleźć w sercu wystawy „The Casual Pleasure of Disappointment" Bjarne Melgaarda w Nowym Jorku. Narodziła się ona w wyniku połączenia się luksusu, streetwearu i ciągle zmieniającej się obsesji na punkcie modnych rzeczy. Wszyscy pamiętamy 72-godzinne kolejki do sklepów z najnowszymi butami Yeezy i znamy dynamikę kultury sneakerheadów. Na otwarciu wystawy Melgaarda w Red Bull Arts w Nowym Jorku w lutym artysta zorganizował akcję z rozdawaniem ciuchów streetwearowych z własnej szafy o wartości pół miliona dolarów. Wywołało to oczywiście gigantyczną kolejkę i chaos. Melgaard stworzył też własne ubrania, wyśmiewając się z komunikacji wizualnej kultowych marek. Użył do tego sloganów takich jak: „Od teraz jestem projektantem mody", „Wolne od treści" i „Nienawidzę Rihanny".

Ciuchy sportowe stają się nowym środkiem przekazu sztuki i możemy zaangażować się w to na różne sposoby. Dla LIFE SPORT, kolektywu z Aten i Berlina, szare dresy stały się dziełem sztuki, sposobem na zaangażowanie się w życie lokalnej społeczności i źródłem utrzymania. „Stworzyliśmy pojedynczy produkt, parę szarych dresów, jako namacalny symbol działań na rynku sztuki, żeby pomóc zbierać pieniądze dla artystów i na organizowanie wystaw", tłumaczy kolektyw. „Produkt został stworzony na podstawie prostej obserwacji: wszyscy noszą dresy, szczególnie w Atenach. Zainspirowała nas także ulubiona para spodni, która została wyprodukowana w Grecji w latach 90., zanim Nike opuściło kraj, żeby przenieść się do miejsc z tańszą siłą roboczą. Praca z lokalnymi producentami w Atenach jednoczy i pozwala nam zostać częścią społeczności sklepikarzy z naszego sąsiedztwa. Ludzie nie muszą być zainteresowani naszymi wystawami, żeby kupić nasze dresy".

Ten jednoczący przekaz idzie dalej. Dresy są częścią garderoby, która wyłamuje się ze sztywnych podziałów na płeć, wiek i status społeczny. Poprzez prace LIFE SPORT, pewne z najgorszych aspektów globalizacji zamieniają się w obronę jedności i oporu. „Szybko dostrzegliśmy, że dresy są strojem symbolizującym komfort, wypoczynek, relaks, ale także jako opór", dodają. „Dresy mogą być gniewne. Element krytyki zawarty w spodniach produkowanych w Grecji jest zdecydowanie integralna czescia LIFE SPORT, ale dalej uczymy się od ludzi noszących dresy na całym świecie".

Koniec końców, większość dresów i butów sportowych, które posiadamy, są praktycznie takie same. Jednak kiedy chodzi o artystyczny opór, nie ważne jest, co się ma, ale to, co się z tym robi.

Kredyty


Tekst: Anastasiia Fedorova

Tagged:
sztuka
Kultura
dresy