zin, który powinna znać każda dziewczyna

Zajrzycie z nami do imperium „LOL” — świata opartego na przyjaźni i dobrej zabawie, stworzonego przy minimalnej dawce snu.

tekst Wendy Syfret
|
22 Marzec 2017, 7:20am

Gdy Savannah Anand-Sobti i Sally Tabart kilka lat temu stworzyły zina „Ladies of Leisure", nie miały pojęcia, że tak się rozkręci i stanie ukochanym klasykiem. Zin zaczął żywot jako mały projekt dwóch kreatywnych dziewczyn z Melbourne i miał być sposobem na uczczenie kobiet, które kochają. Od tamtej pory zdążył przekroczyć najśmielsze oczekiwania dotyczące tego, czym może być niezależna publikacja i co może osiągnąć.

Nadal skupia się na młodych kobietach, związkach i wspólnocie, ale odszedł już daleko od chudego — chociaż kochanego — formatu pierwszego numeru. Dziś do imperium „Ladies of Leisure" (w skrócie „LOL") należy także seria profesjonalnych i osobistych warsztatów, sklep z koszulkami, bluzami i naszywkami oraz platforma internetowa.

Co najważniejsze w ciągu trzech numerów, które wydały do tej pory, przyjaciółki stworzyły jedną z najbardziej niewykluczających, wspierających i aktywnych sieci w Melbourne. W najbliższych tygodniach odbędzie się premiera trzeciego numeru, ale zanim to nastąpi udało nam się je złapać, by zajrzeć do środka i zobaczyć, nad czym pracowały.

Gratulacje z okazji stworzenia trzeciego numeru! Powiedzcie nam, co w nim nowego?
Sally Tabart: Praktycznie wszystko! Pracowałyśmy z tyloma nowymi twórcami z całego świata i myślę, że treści zawarte w tym wydaniu naprawdę pokazują ewolucję od małego zina po publikację, która ma większą renomę i pewność siebie. To dla nas kompletnie nowe poczucie i wizerunek — szczególnie, że ta edycja jest bardzo mocno oparta na tekście. Nasze treści przechodzą drogę od skanowanych wydruków z powielacza po w pełni opierzone ilustracje. Trochę to wszystko pomieszane, ale na dobry sposób, oddaje różnorodność treści.

Ten numer wydaje się początkiem nowej ery LOL. W jakim kierunku chciałyście pójść tym razem?
Najważniejszą częścią procesu składania numeru było zawarcie o wiele szerszej gamy różnych głosów. Prowadzimy wiele nieustannych, rozwijających się rozmów o tym, jak możemy się ulepszyć i wiedziałyśmy, że tym razem musiałyśmy stanąć na wysokości zadania. Chociaż „LOL" jest dla nas bardzo osobistym projektem, chcę żeby każdy mógł się z nim utożsamiać, czuć więź i zobaczyć w nim swoje odbicie. Właśnie to napędziło ten numer.

Jak z waszego punktu widzenia zmieniło się „LOL"?
Na początku „LOL" było sposobem na zebranie oraz pokazanie prac i tekstów młodych, kreatywnych osób z naszego otoczenia. Myślę, że istota pozostała ta sama, ale nasze zrozumienie tego, co to znaczy i jak to pokazać z pewnością ewoluowało.

Szczerze mówiąc to było dość naiwne przedsięwzięcie i żadna z nas nie spodziewała się, że powstanie więcej niż jeden numer, ani że „LOL" rozwinie się w to, czym jest dzisiaj. Na początku obie byłyśmy dosyć młode i nikt o nas nie słyszał, więc po prostu bardzo ładnie prosiłyśmy kobiety z naszego otoczenia, żeby coś dla nas zrobiły.

Zawsze chciałyśmy stworzyć społeczność hołdującą sile, słabości, sukcesom i przejściom kobiet. Dla mnie, jeśli chodzi o teksty, mniej liczy się skupienie na pracy kreatywnych kobiet, a bardziej okazja na kreatywne wyrażenie wielu różnych uczuć, głosów i historii osób identyfikujących się jako kobiety.

Prawie wydałyście ten numer w zeszłym roku, a potem postanowiłyście dać sobie więcej czasu. Dlaczego?
Czułyśmy, że treści były za mało zróżnicowane. Mieszkałam wtedy w Nowym Jorku i ciągle trafiałam na tak wielu ludzi, z którymi chciałam współpracować za wszelką cenę. Proces formowania relacji z pisarkami i artystkami oraz wspólne odkrycie historii, którą chcą opowiedzieć, wymaga czasu. Tworzenie publikacji to nieustanne równoważenie wielu zmiennych. „LOL" nadal jest naszym kochanym projektem, który wciskamy pomiędzy pracę zarobkową. Jeśli coś pójdzie źle na którymkolwiek etapie, może być ciężko ogarnąć nam czas i emocje.

Trochę żałuję, że tak długo nam zajęło wydanie trzeciego numeru, ale staram się sobie wybaczyć. Wiem, że ostatecznie potrzebowałyśmy więcej czasu. Chciałyśmy stworzyć coś, z czego wszyscy biorący w tym udział, mogliby być dumni. Jestem bardzo podekscytowana i przejęta, ciekawi mnie co ludzie będą myśleć o tych tekstach. Nasi pisarze byli bardzo hojni i myślę, że ta kombinacja stworzyła zabójczą lekturę.

Z czego w tym numerze jesteście najbardziej dumne?
Z ukończenia go! Jestem dumna z każdego, kto podzielił się z nami swoimi historiami oraz z naszego nacisku na jakość. Tworząc ten numer trafiłyśmy na wiele komplikacji. Ciężko znaleźć motywację na pracę jedynego dnia wolnego, o 23 w niedzielę, albo kompletnie zmienić całą koncepcję, bo ktoś się wycofuje w ostatniej chwili. Dlatego jestem dumna, że w ogóle nam się udało.

Teraz pracujecie już z osobami, które wcześniej podziwiałyście. Kto do tej pory był najważniejszy lub najbardziej ekscytujący?
Szczerze mówiąc to ważne i ekscytujące, gdy ktokolwiek odpisze na naszego maila! Myślę, że najbardziej ucieszyłyśmy się, gdy zgodziła się dla nas pisać Nayuka Gorrie — obie jesteśmy wielkimi fankami jej prac. Jarałyśmy się też, gdy Elliott Lauren zgodziła się zrobić portret do swojego eseju. Sądzę, że jej tekst jest jednym z naszych mocniejszych.

Jakie macie marzenia związane z „LOL"?
Chciałybyśmy prowadzić regularne warsztaty i ruszyć w kierunku wspierania naszej szerszej społeczności. Uwielbiamy pracować z innymi kobietami, by je bezpośrednio inspirować i zachęcać. Naszym marzeniem jest praca z młodszymi osobami, bo mi w tym wieku bardzo by się przydało, żeby ktoś trochę starszy wszystko mi wyjaśnił.

Macie ulubiony cytat z tego numeru?
„Nowy Jork jest bezduszny, w sposób który sprawia, że aż czujesz swoją duszę". Imogen Dewey, Hello New York. Cały jej tekst jest ekstra.

Co wszyscy powinni wiedzieć o tym numerze?
Że słuchamy.

Z czego teraz się cieszycie?
Mamy nowe gadżety, które będziemy sprzedawać natargach książki NGV! Jaram się, że mogę schować swoje rzeczy do naszych nowych, czarnych toreb, bo białe ciągle brudziłam. Kolejny sezon „Fargo" też znajduje się wysoko na mojej liście powodów do szczęścia.

@ladiesofleisurezine

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Wendy Syfret

Tagged:
LOL
Ziny
zin
ladies of leisure
sally tabart
savannah anand-sobti