hussein chalayan o tańcu, emocjach i współczesnej kulturze lajków

„Gravity Fatigue” to pierwsza sztuka Chalayana. Rozmawiamy z projektantem o tym, jak to jest przenieść swój geniusz z wybiegu na deski teatru.

tekst Bojana Kozarevic
|
17 Listopad 2015, 1:55pm

W ciągu ostatniej dekady, Chalayan zdefiniował to, co moda rozumie przez awangardę i konceptualizm. Nieważne czy mowa o stoliku-spódnicy (jesień/zima 00) nagich kobietach odzianych w burki o różnej długości (wiosna/lato 98), czy też projekcie z Tildą Swinton na Biennale w Wenecji. Hussein Chalayan wielokrotnie i konsekwentnie udowadniał, że zasługuje na miano prowokatora współczesnej kultury. Jego najnowsze dzieło to podważająca stereotypy sztuka teatralna o tytule „Gravity Fatigue" [zmęczenie grawitacją], która miała swoją premierę w londyńskim teatrze Sadler's Wells 28 października.

„To nie będzie po prostu taneczne show", mówił Chalayan z tajemniczym uśmiechem, tuż przed premierą. „[sztuka] ma na celu zaproponowanie nowych sposobów patrzenia na różne rzeczy. Jest abstrakcją opartą na obserwacji. Ja jestem obserwatorem pod wieloma względami, odkrywam nowe rzeczy i oferuję nowe metody postrzegania". Chalayan od zawsze wykorzystywał swój geniusz w sposób, który znacznie wykracza poza to, co możemy ujrzeć na wybiegu. Dlatego też, gdy dyrektor teatru Sadler's Wells Alistair Spalding zwrócił się do niego z prośbą o stworzenie sztuki tanecznej, Chalayan długo się nie zastanawiał. „Dla mnie moda czasami ogranicza się do tego, co można za jej pomocą zakomunikować", tłumaczy. „Z kolei, jeśli umieści się ją w kontekście tańca, można wyrazić dużo więcej".

Całkowita, niczym nieskrępowana ekspresja to nieustanny cel Chalayana - jego projekty zawsze angażują wiele zmysłów. Jest to niewątpliwie jeden z powodów, dla których w 2000 roku magazyn Time umieścił go na swojej liście 100 największych innowatorów XXI wieku. Chalayan był jedynym projektantem mody, który znalazł się na liście. „Nie da się być osobą kreatywną bez umiejętności patrzenia poza utarte ramy", mówi projektant. „Myślę, że decyzja o łączeniu różnych kreatywnych środków należy do twórcy, przy czym sposoby łączenia niekoniecznie muszą być widoczne dla innych ludzi".

Dlatego też „Gravity Fatigue" zarazem jest, jak i nie jest tańcem - jest to sekwencja mająca na celu intrygować i rzucać wyzwania. „Istnieje bardzo interesująca korelacja między ubraniami a ruchem, myślę, że ubrania stanowią dla ruchu pewną gramatykę. To sytuacja polegająca na wzajemnej relacji, przy czym to nigdy nie kończy się na jednej rzeczy. Ludzie pytają mnie: 'Skąd bierzesz tę nieustającą inspirację?' Ale to jest tak, że robienie jednej rzeczy prowadzi do kolejnego pomysłu. Inspiruje cię już sama czynność. Uważam, że moja twórczość zawsze opierała się na podważaniu seksualnych i społecznych uprzedzeń, mówiąc ogólnie. Oczywiście nie każdy projekt się na tym skupia. Ja reaguję na różne wydarzenia na świecie. Reaguję na związki, relacje, na język ciała. Myślę, że gdy robi się coś w jakimś konkretnym celu, łatwo można zostać zradykalizowanym, a ja nie jestem taką osobą". 

Na papierze Chalayan może jawić się wyłącznie jako konceptualny myśliciel, jednak emocje bijące z jego przedstawień uderzają od razu. „Lubię być emocjonalny", przyznaje. „Mam wrażenie, że pewne uczucia i rzeczywistości istnieją poza naszą świadomością, jednak jesteśmy w stanie je wychwycić. Towarzyszy temu pewne nastawienie, które można nazywać po części emocjonalnym, po części duchowym, a wreszcie - zracjonalizowanym. Ludzie myślą, że bycie emocjonalnym, to słabość, ale ja uważam to za siłę, zwłaszcza w kulturze Zachodu, która wmawia nam, że cały czas trzeba być racjonalnym". I to właśnie taka cicha, jednak głęboka siła Chalayana, polegająca na równoczesnej emocjonalności i obserwacji oderwanej od rzeczywistości.

Jak więc Chalayan widzi swoją twórczość w scyfryzowanym świecie, w świecie opartym na lajkach, udostępnieniach i obserwujących? „Każde pokolenie jest trochę bardziej zaawansowane od poprzedniego. My żyjemy w bardzo bogatym kulturowo środowisku. Ja czuję się jak odmieniec w obecnym klimacie. To dosyć interesujące, jednak z drugiej strony mam poczucie, że coś tracimy. Jesteśmy przesyceni informacjami, ja nazywam to zmęczeniem świadomością, bo myślę, że doświadczamy ogólnego przesytu wszystkim. To jak życie w tej kulturze lajków. Nie zrozum mnie źle - komunikujemy się z ludźmi, z którymi wcześniej nie mieliśmy możliwości się komunikować, ale to nabrało tak ekstremalnej formy, że jednocześnie wywołało letarg i apatię. Nie ma szans na przegapienie czegokolwiek, co zresztą stało się współczesnym lękiem. A to ogranicza twoją zdolność doceniania różnych rzeczy".

Jego rada dla przyszłych kreatywnych dusz? Ciężka praca, komunikatywność i niezgłębiona ciekawość. Na sam koniec Chalayan mówi z uśmiechem na twarzy: „Myślę, że bardzo ważne jest też, aby pamiętać, że jesteśmy tylko małymi mrówkami w ogromnym wszechświecie i że wszystko jest możliwe".

Czytaj też: 

Hussein Chalayan dołącza do zespołu Vionnet.

Dries Van Noten na deskach opery.

Opera haute couture.

Kredyty


Tekst: Bojana Kozarevic
Tłumaczenie: Zuza Bień

Tagged:
Hussein Chalayan
Μόδα
londyn
Kultura
taniec
moda wywiady
saddler's well's