dziewczyna, która wierzy, że jest wilkiem

„Czułam, dlaczego nie dostawałam ról. Po prostu nie byłam dla kogoś wystarczająco ładna…", opowiada nam Gayle Rankin grająca w serialu Netflixa, „GLOW".

tekst André-Naquian Wheeler
|
20 Lipiec 2017, 7:02am

Artykuł pierwotnie ukazał się w amerykańskim wydaniu i-D.

Może i trudno wam uwierzyć, że za postacią która na skutek dysforii gatunkowej [rodzaj zaburzenia psychicznego] wierzy, że jest wilkiem, leży feministyczny przekaz - ale przysięgam, że naprawdę tak jest. W gruncie rzeczy girl power można znaleźć we wszystkich gwiazdach „GLOW", rozgrywającej się w latach 80. komedii o grupie dziewczyn trenujących, by zostać wrestlerkami.

Szkocka aktorka Gayle Rankin określa odtwarzaną przez siebie postać, Sheilę, jako kogoś, kto funkcjonuje na marginesie społeczeństwa. Niemniej jednak, pomimo futrzastych stylizacji, uszu wilka i potrójnej warstwy eyelinera, Sheila jest jak my wszyscy: niepewna siebie i bezbronna. „Bardzo zależało mi, by uczynić ją tak zwyczajną, jak to tylko możliwe", mówi aktorka po nowojorskiej Juilliard School. „Wiecie, ona nie żyje w górach czy coś, tylko po prostu mieszka w bloku i śpi w łóżku. Nie różni się tak bardzo od reszty ludzi".

Rankin i ja siedzimy w hotelu w Nowym Jorku. Minęły dopiero dwa dni od kiedy „GLOW" zostało udostępnione na Netflixie, a serial już jest niesamowicie popularny. Pomimo całej tej medialnej zawieruchy, Rankin jest zamyślona - mamy za sobą głębokie rozmowy o feminizmie, seksizmie w Hollywood i hamletowskiej Ofelii. Oprócz promowania nowego serialu, Rankin gra aktualnie Ofelię w „Hamlecie" w reżyserii Sama Golda (spektakl można podziwiać w The Public do 3 września).

Gdy mówi o swojej potrzebie przeniesienia Ofelii z pasywności do inteligencji i aktywności, widać wyraźnie, że Rankin podchodzi do aktorstwa poważnie. Tak poważnie, jak główna bohaterka „GLOW", zdeterminowana, niedoceniona Ruth Wilder (Alison Brie) - która w trakcie pojedynku wrestlingowego odgrywa scenę z „Kotki na gorącym, blaszanym dachu".

Aby przygotować się do roli w „GLOW", Rankin odwiedziła rezerwat wilków i spędziła tam z nimi trochę czasu. „Dużo czytałam o dysmorfii gatunkowej, ten problem naprawdę istnieje", powiedziała. „Rozumiem już chyba, co sprawia, że ludzie czują tak silną więź ze zwierzętami". Obejrzała też oryginalne odcinki „GLOW" z lat 80. Jak mówi, filmiki w niskiej jakości przypominały jej filmy Davida Lyncha. Rankin i inne członkinie obsady spędziły miesiąc na nauce chwytów wrestlingowych od dwóch kaskaderek. „Czuję się podobna do Sheili pod tym względem, że też fascynuje mnie odwaga", przyznaje, „staram się ją wzbudzać w ludziach".

GLOW wypełnione jest meta-komentarzami; to serial pokazujący jak trudno jest kobietom dostać istotne role w kinie i telewizji. Komedia rozpoczyna się potężnym atakiem na mizoginię, kiedy Ruth decyduje podczas przesłuchania przeczytać władcze kwestie mężczyzny-prawnika, zamiast uległych zdań sekretarki. Na przestrzeni dziesięciu półgodzinnych odcinków, „GLOW" pokazuje drogę, którą pokonuje grupa kobiet: od niedopasowania do siostrzanej przyjaźni, choć oczywiście pojawiają się też kłótnie, uderzenia w czuły punkt i zazdrość. Właśnie na tym polega trójwymiarowość postaci tej produkcji.

„W pewnym momencie ciężko było zrozumieć, co chcemy powiedzieć i który punkt widzenia przyjmujemy", mówi Rankin, odnosząc się do fabuły pokazującej ciągłe niezdecydowanie managera grupy w kwestii tego czy kocha, czy nienawidzi twarzy i tyłka Ruth. „Czasami musiałam być uległa, tylko po to, żeby później się odgryźć. Dziewczyny nie będą zawsze przyjmować wszystkiego, co się do nich mówi. To część ich drogi".

Rankin również musiała przedzierać się przez seksizm w przemyśle rozrywkowym. „Zdecydowanie to poczułam", przyznaje, „i naprawdę przeżywałam załamania, gdy natykałam się na wtłaczanie pojęcia 'seksowna' w konkretne schematy. Czułam, dlaczego nie dostawałam ról. Po prostu nie byłam dla kogoś wystarczająco ładna…".

Jej słowa od razu przypominają o scenie z „GLOW": w pierwszym odcinku serialu prowadząca casting osoba wyznaje Ruth, że nieustannie zaprasza na przesłuchania aktorkę z problemami nie z powodu jej talentu, ale po to, aby pokazać reżyserom, że nie chcą tak typowej „dziewczyny z sąsiedztwa" jak ona.

Rankin opracowała na to swoje własne rozwiązanie w prawdziwym życiu: brać tylko te role, które oferują wyjątkowe wyzwanie i cel. Ujawnia, że doświadczenie nagrywania filmu przy wsparciu zespołu silnych kobiet pomogło jej stać się bardziej odważną w graniu Sheili. „Cały ten proces wywrócił do góry nogami moje życie i podejście do aktorstwa. Robię to dla innych ludzi. Dla większego dobra. Mam szczęście, że udało mi się zrealizować kilka projektów, które dotyczą tych problemów kobiet".

Mimo wszystko, Rankin nie przepada za oglądaniem siebie w telewizji. Widziała tylko pięć odcinków „GLOW", ponieważ jak mówi jest zbyt krytyczna, by łyknąć je wszystkie za jednym zamachem. Niesamowicie pozytywne opinie na temat serialu są dla niej motywacją, by patrzeć na siebie nieco łagodniej. „Jestem zainspirowana na tyle, by odłożyć na obok moje ględzenie i powiedzieć sobie: 'To jest ważniejsze niż moje poczucie, że wyglądam dziwnie albo zastanawianie się, czy zagrałam idealnie w jakimś momencie'. Moje podejście staje się coraz bardziej zdrowe."

Bardzo prawdopodobne, że widzowie „GLOW" też poczują się lepiej ze sobą. W obliczu burzliwej, toczącej się każdego dnia debaty na temat tego, co kobiety mogą, a czego nie mogą robić ze swoimi ciałami, ten serial komediowy o ostro walczących feministkach jest bardzo oczyszczający i niezwykle istotny.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: André-Naquian Wheeler
Zdjęcia: Stanislaw Boniecki

Tagged:
Netflix
serial
feminizm
seksizm
seriale
Choroba psychiczna
gayle rankin