album „strange to meet you”

Sam Khoury robi zdjęcia mówiące o tym, że obecnie spotkania z ludźmi w realnym świecie stają się coraz dziwniejsze.

tekst Max Tuson
|
12 Maj 2017, 4:17pm

Sam Khoury uchwyciła intymność młodości w swojej debiutanckiej wystawie oraz towarzyszącej jej fotoksiążce „Strange to meet you", dryfując na granicy pomiędzy fotografią dokumentalną a modową. Dzieło Khoury powstało dwa lata temu. Jej wręcz namacalne zdjęcia są metaforycznym odrzuceniem mediów społecznościowych — ostatni dzwonek, by się ocknąć i żyć poza ekranami komputerów i smartfonów.

Khoury stworzyła mieszankę urzekających portretów, tajemniczych krajobrazów oraz eksperymentów z kolorem. Zestawienie różnych koncepcji piękna z żywymi zdjęciami niczym ze snu tworzy delikatność oraz jakość, która sprawia, że zaczynasz się zastanawiać czy to na pewno jawa.

„Strange to meet you" to, jak sama określiła, list do jej przyjaciół. Obejmuje on ciemniejsze strony młodości, wynikające z zawodowych, osobistych i politycznych przemyśleń fotografki. Zdjęcia absolwentki Central Saint Martins, która zdobyła tytuł licencjata na kierunku komunikacja i marketing w modzie, pokazują emocje i sens istnienia współczesnych młodych ludzi. Eksperymentalna wystawa odbyła się w niedzielę w domu Khoury, gdzie stworzyła przestrzeń nawiązującą do pierwszych spotkań, naruszeń prywatności i przekraczania granic przestrzeni osobistej. Na wzór tego eksperymentu usiedliśmy na kanapie z Sam, by porozmawiać o „Strange to meet you", sile kontaktu wzrokowego oraz życiu po CSM.

Czym jest „Strange to meet you" i kogo reprezentuje?
„Strange to meet you" jest zdecydowanie komentarzem na temat młodzieżowej kultury, jednak nie przygląda się konkretnej grupie. Jest to szersze spojrzenie na moje własne doświadczenia z młodości w tym momencie, właśnie teraz. Myślę, że zapomnieliśmy, jak ważne są interakcje międzyludzkie. Doszliśmy do etapu, gdzie utknęliśmy jednocześnie w życiu wirtualnie, jak i w rzeczywistości. „Strange to meet you" to sposób na kwestionowanie wszystkiego, co się dzieje obecnie. Jak często naprawdę spotykamy kogoś po raz pierwszy na żywo? Zapewne widzieliśmy tę osobę już wcześniej, na relacji z imprezy u kogoś innego albo wyskakuje nam jako proponowany znajomy. Spotykamy ludzi tak często, że jesteśmy przyzwyczajeni do ciągłego widywania nowych twarzy i raczej rzadko wracamy do przeszłości, by pomyśleć „O k***a, to się dzisiaj wydarzyło". To odpowiedź na tempo naszego życia. Chciałam zmotywować ludzi do rozejrzenia się wokół, by zobaczyli, kto naprawdę tam jest. Aby spytać, na czym im zależy oraz co jest dla nich ważne. I na tym właśnie polega „Strange to meet you".

Czego szukasz, gdy pracujesz?
Zawsze zaczyna się od spojrzenia na twarz. Uważam, że to coś jest w oczach. One nigdy nie kłamią. Nie chodzi wcale o wygląd, wiek albo to, co uważamy za typowe piękno. Mam wrażenie, że ludzie opowiadają historie swoimi oczami, a ja uwieczniam jedną z nich. Coś, co sprawia, że chcesz poznać ich więcej. Jednak w tym projekcie włożyłam wysiłek w robienie tylu zdjęć krajobrazów i kontekstowych prac, co zdjęć portretowych. „Strange to meet you" opowiada o społecznej interakcji. Ludzie mają teraz trudności z rozmawianiem z drugą osobą, a co dopiero z gapieniem się komuś w prosto twarz przez długi czas.

Czy to właśnie zaważyło na decyzji, by wystawić twoje prace we własnym domu?
Zrobienie tego w domu wydawało się po prostu właściwym krokiem. Mnóstwo zdjęć zostało właśnie tam zrobionych. Chciałam przekroczyć granice, zapraszając do domu ludzi, którzy normalnie by się w nim nie pojawili. To było dla mnie dziwne przeżycie, widzieć wszystkich tych ludzi u mnie w domu, oglądających moje prace. To właśnie idea „Strange to meet you". Dziwne było spotkać ich w miejscu, gdzie odpoczywam, siedzę i oglądam telewizję. To było niespotykane przeżycie, aczkolwiek przyjemne.

Projekt powstawał kilka lat. Jak dokonałaś wyboru zdjęć?
Zaczęłam myśleć w tym roku nad zwieńczeniem go wystawą. Początkowo tematyką miał być chaos. Prawdę mówiąc, przyglądałam się greckiej mitologii oraz jak na początku poszczególni bogowie powstawali z chaosu. Jednak kiedy przyszło do stworzenia książki, zauważyłam, że mam prace, które zrobiłam przez ostatnie dwa lata i nigdzie ich nie opublikowałam. Poczułam natomiast, że są częścią tego, co robię teraz. W ciągu ostatnich dwóch lat dużo podróżowałam i zbierałam te zdjęcia.

Czy powstanie kolejne „Strange to meet you"? Czy skupisz się na przerzuceniu się na coś nowego?
Dla mnie ten projekt zawsze będzie trwać. To jest swego rodzaju podsumowanie mojego życia oraz tego, co jest aktualnie wokół mnie. Ten temat ulega zmianie w stosunku do tego, jak zmienia się moje życie. Nie można nazwać tego fotografią dokumentalną, jednak dokumentuję rzeczy osobiste i ważne dla mnie. Wszystkich ludzi, których umieściłam w książce, znam, mam z nimi bliskie relacje, innym robiłam zdjęcia w trakcie podróży (co było eksperymentem). Wszystko przypomina mi o określonym czasie i miejscu. „Strange to meet you" może pojawić się w przyszłości, lecz nie jestem pewna, kiedy to będzie. Obecnie czuję, że muszę iść naprzód.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Zdjęcia: Sam Khoury
Tekst: Max Tuson

Tagged:
Kultura
Central Saint Martins
sam khoury
strange to meet you