błażej malinowski: technoprzebudzenie

Polski producent mieszkający w Berlinie jest kolejnym bohaterem naszej Encyklopedii Elektroniki, którą przygotowaliśmy wspólnie z T-Mobile Electronic Beats.

tekst Milena Liebe; zdjęcia: Karol Grygoruk
|
06 Październik 2017, 8:02am

Występowałeś niedawno na Up To Date, sam przyznasz, że był to niezwykły set – graliście B2B w pełnym składzie Technosoul razem z Dtekkiem, Essence, Michałem Wolskim i Gem. Jakie to uczucie?
Był to mój trzeci występ na festiwalu, choć pierwszy w odsłonie Dj-skiej, w pełnym składzie. Z całym Technosoul oraz wieloma osobami pracującymi nad festiwalem przyjaźnię się już bardzo długo, dlatego przyjazd na Up To Date to dla mnie zawsze jeden z najważniejszych momentów w roku. Chyba jeszcze nigdy nie byłem tak wzruszony grając z płyt, jak podczas tych dwóch porannych godzin zamykających festiwal. Sam fakt, że mogłem być częścią zamknięcia, jest dla mnie wielkim wyróżnieniem. Dodatkowo grałem z bardzo bliskimi mi ludźmi.

W tym roku festiwal przemknął mi bardzo szybko, pewnie także dlatego, że dojechałem na niego dopiero w sobotę (w piątek debiutowałem ze swoim live actem w Paryżu). Same znajome twarze, przyjaciele i ta ostatnia godzina grania, która była całkowitym energetycznym wyzwoleniem – to było piękne i dla mnie bardzo ważne zwieńczenie festiwalowego weekendu. Mam nadzieję, że jeszcze uda się nam coś podobnego powtórzyć, może podczas jednej z imprez Technosoul. Pomimo kilku błędów technicznych mamy ochotę na więcej.

Mieszkasz na stałe w Berlinie. Coraz więcej polskich producentów się tam przenosi, oprócz tego, że to chyba najlepsze miejsce dla osób z branży, to każdy ma swoją historię związaną z przeprowadzką. Jak było w twoim przypadku?
Nie miałem sprecyzowanego powodu czy planu – na początku to była czysta przygoda
i potrzeba zmian. Podczas mojej pierwszej wizyty w Berlinie zacząłem luźno myśleć o tym, że mógłbym tu kiedyś zamieszkać. Po kilku latach tak też się stało. Po pierwszych miesiącach zaczęły się poszukiwania mieszkania na stałe a niedawno minęły już dwa lata, odkąd tu żyję. Jestem bardzo szczęśliwy, że podczas tego okresu wiele ciekawych rzeczy wydarzyło się także z moją muzyką, wydaniami i występami live. Moją twórczością zainteresowała się wytwórnia The Gods Planet (prowadzona przez Claudio Prc or Ness'a), z którą teraz współpracuję.

Berlin, szczególnie na początku, jest dość trudnym miastem, ale w moim przypadku kilka projektów nabrało rozpędu dzięki tej przeprowadzce. Jestem bardzo wdzięczny między innymi Claudio i wielu innym osobom, które w ciągu ostatnich dwóch lat zaufały mojej muzyce i mnie.

Paul Kalkbrenner w swoim kawałku „Train" wykorzystuje charakterystyczny dźwięk z berlińskiego metra. Miałeś takie momenty, że to miasto inspirowało twoją twórczość?
Pracuję inaczej. Miasto, w którym tworzę, samo w sobie nie ma dla mnie większego znaczenia. Nie jestem fanem pracy w autobusach czy samolotach, nie chodzę po Berlinie i nie nagrywam sampli z dźwięków zasłyszanych po drodze. Bardzo lubię mieć swoją przestrzeń, dlatego projekty najczęściej zaczynam i kończę w studiu, gdziekolwiek by ono nie było.
A zdecydowanie bardziej niż miasto inspirują mnie wydarzenia, na których bywam. Czyli to, co się tam dzieje, a nie bezpośrednia relacja z miejscem. Pod tym względem Berlin jest rzeczywiście bardzo ciekawy.



Często pojawiasz się w line-upie Tresora, masz swoje ulubione kluby w Berlinie?
Kluby wybieram ze względu na line-up i to jest właściwie moje jedyne kryterium.
Nie wychodzę na całe noce, a bardziej na konkretne występy. Jeśli miałbym wskazać moje ulubione miejsce, to postawiłbym dziś na About Blank, choć tak jak wspomniałem muzyka
i artyści warunkują miejsce, gdzie ich słucham. Tresor też bardzo lubię, gra się tam świetnie i samemu ciężko mi jeszcze uwierzyć, że już trzykrotnie dostałem zaproszenie do występu w tym legendarnym klubie.

A jak oceniasz rozwój kultury klubowej w Polsce?
Moim zdaniem wszystko idzie w dobrym kierunku. Jest coraz więcej osób odwiedzających kluby, promotorzy wkładają ogromną energię i kawał serca w profesjonalne przygotowane wydarzenia i ciekawe line-upy. Atmosfera, która panuje u nas, przyciąga bardzo wielu artystów spoza granic kraju i wszyscy, których miałem okazję poznać, wspominają swoje występu w Polsce pozytywnie. Czuję, że jeśli będziemy działali zgodnie ze swoimi ideami, z otwartością na to, co nowe, ciekawe, innowacyjne i szczere, wszystko będzie się dobrze rozwijać.

Masz też swoje własne wydarzenie, które promujesz w Polsce już od ponad 4 lat – cykl koncertów „Why So Silent?", gdzie zaproszeni przez ciebie artyści na żywo tworzą soundtrack do niemych filmów.
Tak, chociaż jednym z kluczowych założeń nie jest, jak to nazwałaś, soundtrack do filmu. Najbardziej zależy mi na muzyce i artyście, który przyjeżdża. Film to tylko początek dla inspiracji, sercem projektu od początku była i jest muzyka. Obrazy często są punktem zaczepienia dla muzyków czy Dj-ów. Ważne jest również to, że pozwalają skupić się publiczności na muzyce i występie moich gości.

Jestem bardzo szczęśliwy, że projekt od małych spotkań w gronie znajomych zatacza coraz szersze kręgi i mogę go prezentować szerokiej publiczności. Dzięki współpracy z Polskim Instytutem w Sztokholmie w październiku wyjeżdżam do Sztokholmu, gdzie do współpracy zaprosiłem VARGa. W Sztokholmie robimy polsko-szwedzką wymianę, ja będę grał do „Haxan" – szwedzkiego filmu o czarownicach i demonach, a dla VARG wybrałem film polskiego reżysera, prekursora filmów lalkowych, Władysława Starewicza. Mam cichą nadzieję, że odbiór projektu będzie podobny jak w Warszawie.

Sam dobierasz filmy dla muzyków biorących udział w pokazach?
Oczywiście, choć śmiało można powiedzieć, że na początku byłem w tej sferze laikiem.
Po kilku latach poszukiwań dowiedziałem się o kinie niemym nieco więcej. Jak się okazało, powstało bardzo wiele awangardowych i eksperymentalnych obrazów, które pchały sztukę do przodu. To właśnie takich filmów szukam i takie wybieram, celowo pomijając te najbardziej oczywiste, jak chociażby „Metropolis". Na początku zawsze zapraszam artystę,
a dopiero później dobieram film, który w moim odczuciu będzie pasował do tego występu
i atmosfery wieczoru. To, w jakim stopniu goście przygotowują się, jak bardzo inspirują się samym filmem, pozostawiam im samym i zawsze wychodzi to świetnie. Do tej pory pamiętam live act Jacka Sienkiewicza, który grał do „Dante's Inferno" z 1911 roku. Był to jeden z najciekawszych dla mnie występów podczas 4 lat, kiedy się tym zajmuję. Pamiętam również znakomite występy Mogano, Modvs, Silvi Rymnd oraz bardziej osobisty moment, czyli nasz pierwszy live act z Claudio Prc.

Skąd pomysł na ten cykl?
Grałem kiedyś w Augustowie do wspomnianego wcześniej tytułu – „Metropolis" na inauguracji działalności DKF Kinochłon. Stwierdziłem, że chciałbym podobne wydarzenie zorganizować w Warszawie, ale żeby sercem całości była muzyka. Dlatego prawie od samego początku nie podaję tytułów filmów w opisach wydarzenia. Bardzo mi zależy na tym, aby widzowie nastawiali się na pewien rodzaj doznań muzycznych i skupili się na samej atmosferze. O pomyśle rozmawialiśmy z menadżerką klubokawiarni Znajomi Znajomych, Dorotą Tomaszewską, która umożliwiła organizowanie tych wydarzeń. Dzięki niej cykl funkcjonuje już tak długo.

Twoja ostatnia EPka „Dark Awakenings" narodziła się właśnie z tego projektu.
Tak, składa się z kilku utworów, które tworzyłem na przestrzeni roku. To pomysły, które rozwijałem i grałem podczas bardziej eksperymentalnych wieczorów przy okazji „Why So Silent?", gdzie gram często muzykę niezwiązaną z przestrzenią klubową. Praca nad całym projektem oraz tymi utworami była właśnie takim przebudzeniem i odskocznią od techno, którym zajmuję się na co dzień.
Utwory ujrzały światło dzienne dzięki The Gods Planet. Nigdy nie traktowałem ich jako kawałków, które mogą zbudować pełne wydanie, ale po rozmowach z Claudio Prc wszystko nabrało kształtów. Bardzo się cieszę, że ten materiał ujrzał światło dzienne i nie jest jedynie częścią mojego archiwum na dysku.

T-Mobile Electronic Beats jest wszędzie tam, gdzie dobre emocje łączą ludzi. To projekt, który odkrywa i promuje ciekawe, wartościowe wydarzenia w świecie kultury i mediów. Electronic Beats jest blisko muzyki, technologii i sztuki, bo właśnie tam kryją się inspiracje warte wspólnego przeżywania.

Przeczytaj też: „Baasch: milion czujnych oczu"

Tagged:
t-mobile electronic beats
muzyka wywiad
Błażej Malinowski