Reklama

10 tys. zdjęć z jednorazówek

Jamaal Davies​ rozsyła aparaty jednorazowe do ludzi z całego świata, by pokazać nam ich życie.

|
lut 9 2018, 2:06pm

Awful Records, Atlanta. 

Reklama

Zdjęcia z „Diary of Disposables" pokazują prywatny świat bohaterów z różnych kultur i stron świata. Znajdziecie na nich m.in. głowę manekina na stole w Chicago, różową watę cukrową w Abu Zabi i zamaskowanego rapra na scenie w Londynie. Różne albumy ze strony diaryofdisposables.us pokazują życie fotografów ze Szwecji, Tajlandii, Anglii i Sierra Leone. Wszystko dzięki temu, że w 2015 roku Jamaal Davies z Waszyngtonu zaczął rozsyłać aparaty jednorazowe ludziom z całego świata, z jedną prostą prośbą: aby uwieczniali swoje życie przez siedem dni i odesłali mu potem film, który wywoła i zamieści na stronie.

„Wszystkie historie są dla mnie wyjątkowe", powiedział nam Davies. Teraz pracuje w Nowym Jorku jako fotograf i twórca wideo, a jego współpracownik Nosidam, muzyk i DJ, prowadzi biuro w Chicago. „Myślę o tym, jak poznałem tych wszystkich ludzi i jak się z nimi skontaktowałem. Z każdym albumem wiąże się inna historia, coś pięknego. Wszystkie są wyjątkowe na swój sposób". Po wywołaniu ponad 10 tys. zdjęć w ciągu trzech lat Daviesowi udało się pokazać życie barwnej grupy ludzi w różnym wieku i z różnych kultur. Udział w projekcie wzięli m.in. Ashani, Lloyd Foster, Vicky Grout i CJ Harvey, a na zdjęciach pojawiają się Migos, Mick Jenkins i Young M.A.

Lloyd Foster, Sierra Leone

Od czego zaczął się ten projekt?
Moja ciocia miała galerię w Waszyngtonie, w której pracowałem. Wkręciłem się wtedy w fotografię. Spora część mojej rodziny mieszka w Gujanie. Pochodzę z Afryki Zachodniej, więc mam rodzinę w różnych zakątkach świata. Byłem zaciekawiony ich życiem, zastanawiałem się co robili moi znajomi. W galerii nie zarabiałem wiele, ale pamiętam, jak za pierwszą wypłatę kupiłem dziesięć aparatów jednorazowych i wysłałem je pocztą. Chciałem zobaczyć, co robią ludzie z całego świata.

Nosidam, SXSW.

Do kogo wysłałeś pierwsze aparaty?
Pierwsze dziesięć trafiło do ziomka, który DJ-ował i wybierał się na studia na NYU oraz do innego kolegi, który pracował w galerii w Chicago. Jeden trafił do Indii, jeden do Gujany. Kontaktowałem się z ludźmi, którzy podróżowali. Na początku sam chciałem pojechać w te wszystkie miejsca, ale nie było to możliwe. Nie byłem pewien czy będą wiedzieli co zrobić z tymi aparatami. Napisałem krótką instrukcję, opisywałem aparaty markerem, wysyłałem je, a potem cisza. Nic się nie działo. Mieszkałem wtedy z mamą i pewnego dnia po powrocie usłyszałem od niej: „Na ganku czeka na ciebie 10 aparatów".

Mike, Hongkong

Jak się czułeś, przeglądając zdjęcia z pierwszych wywołanych filmów?
Wspaniale. Jestem fotografem, więc umiem sam wywoływać zdjęcia. Praca w ciemni jest bardzo ekscytująca, to jedna z moich pięciu ulubionych rzeczy na świecie. Wywołując cudze filmy czułem się, jakbym przeżywał ich historię, ich przygody z siedmiu dni. Publikując je czuję się świetnie, bo mogę przekazać to poczucie podekscytowania dalej.

Galica Spain, Sora Magazine

Moim zdaniem wychodzenie poza granice swojego kraju jest ważne, tak jak szukanie więzi na świecie. A ty co sądzisz o wadze pokazywania różnych historii?
Na początku nieco mi się obrywało, bo oczywiście wiele osób pracuje z aparatami jednorazowymi. To trwa od dawna, ale naturalność tego procesu jest wciąż piękna. Wręczałem aparaty ciotkom po czterdziestce, które jechały do rodzinnego kraju i bawiły się przy fotografowaniu równie dobrze, jak 17-latki w skate parku. Słyszałem od ludzi na przykład, że „ten aparat zainspirował ich do spróbowania sił w fotografii" albo „to zainspirowało ich do powrotu do malarstwa".

Bryan Allen Lamb, Chicago

Czy jakieś zdjęcia były zbyt szalone lub prowokacyjne, by je opublikować? A może wrzucasz wszystko?
Nigdy nie dostałem niczego obraźliwego, ale zdarza się nagość, zdjęcia broni. Wywoływałem dość dziwne fotki, ale to tylko wynik różnic w stylu życia. Jeśli tak wygląda czyjaś codzienność, to czemu mam ją cenzurować? Jeśli Instagram lub inna witryna chcą je usunąć, to proszę bardzo, ale ja pokażę wam to, co dostałem od tych ludzi, prawdziwie i szczerze.

Leah Solomon, Erytrea.
Reklama

Każdy album stanowi oddzielny rozdział. Co sądzisz o historii, którą do tej pory przedstawiłeś?
Chodzi właśnie o te historie, tworzę platformę na której ludzie mogą je opowiedzieć. Gdybym nie dał aparatów małym kuzynom z Gujany i reszty Afryki, nikt nie wiedziałby co robią, a przecież też są ważni. Robią fajne rzeczy, np. budują skate parki w Afryce Wschodniej, ekstra sprawa. Uważam, że świat musi się o tym dowiedzieć. Nie dlatego, że to super, ale żeby im pomóc, wpłacić pieniądze, podać pomocną dłoń. Chcę, aby moja platforma łączyła ludzi. Jeśli jesteście czymś zainteresowani, skontaktujcie się z daną osobą, albo my was skontaktujemy. Nieważne ilu macie obserwujących albo jakie znajomości. Serio, jeśli robicie coś fajnego i uważacie, że świat powinien to zobaczyć, opublikujmy to razem.

diaryofdisposables.us

Syd Lomax, California.
Haymei Tesfaye, Etiopia
Deeper Band, Chicago.
Vicky Grout, Londyn.
Mark Custer, Nowy Jork.

Artykuł pochodzi z amerykańskiego wydania i-D.

Sprawdź też:

more from i-D