Reklama

jeśli lubicie techno, pokochacie borshch

Zajrzyjcie do świata muzyki Berlina, Kijowa i Kopenhagi razem z założycielami magazynu o muzyce elektronicznej.

tekst Juule Kay
|
lut 5 2018, 2:39pm

Zdjęcie: George Nebieridze

Reklama

Borshch, czyli barszcz, to jak wiemy zupa z buraków i innych warzyw, która długo gotuje się na małym ogniu, żeby smaki wszystkich składników się przegryzły. BORSHCH to także magazyn o podziemiu sceny elektronicznej. Jednak co mają ze sobą wspólnego tradycyjne danie z Europy Wschodniej i muzyka elektroniczna? Według założycieli magazynu, Tiago Biscaia i Mariany Berezovskiej, całkiem sporo. „Gdy wpadliśmy na ten pomysł, nazwa początkowo była żartem, ale im dłużej myśleliśmy na jej temat, tym bardziej docierało do nas, że nasza zupa będzie składać się z 'electronic beat-roots' [czyli buraków, ale także korzeni bitów]". Portugalski grafik i ukraińska dziennikarka muzyczna i pisarka opublikowali razem pierwszy numer, w którym pojawiły się takie nazwiska, jak Fatima Al Qadiri i Nina Kraviz.

Drugi numer brzmi równie imponująco. Mają się w nim pojawić wywiady z berlińskim DJ-em Rødhådem oraz artystką wytwórni Ostgut, Steffi. Zaprezentuje zróżnicowanie miejscowego środowiska, a także zanurzy się w muzycznych światach Kijowa i Kopenhagi. Ponieważ w internecie nie znaleźliśmy zbyt wielu informacji na temat tajemniczego magazynu, zaprosiliśmy do siebie jego twórców, by porozmawiać przed premierą BORSHCHU #2.

Dlaczego postanowiliście stworzyć BORSHCH?
Zawsze fascynowały nas papierowe magazyny, bo czytelnicy wchodzą z nimi w interakcję i są trwałe. Stworzenie magazynu o muzyce elektronicznej było idealnym rozwiązaniem ze względu na nasze zainteresowania i ścieżki kariery. Nazywając go po tradycyjnej, ukraińskiej zupie pokazaliśmy, że nie jesteśmy nadęci, ale otwarci.

Mieszkacie w Berlinie. Co sądzicie o scenie muzyki elektronicznej w tym mieście?
Wszyscy wiedzą, że kwitnie. To niesamowicie stymulujące środowisko, w którym można odkrywać muzykę elektroniczną przez różne środki wyrazu, poznać producentów z miejscowej i międzynarodowej areny, nawiązać kontakty. Mówi się, że Berlin był o wiele bardziej wyzwolony jakieś 10 lat temu, ale dla nas to wciąż plac zabaw pełen przygód. Dyskusja odbywa się nie tylko w klubach, ale także poza nimi. Zupełnie jakby muzyka elektroniczna pulsowała w żyłach miasta. Tylko od nas zależy, czy wykorzystamy tę energię, by tworzyć czy niszczyć siebie. Czasem idzie to w parze.

Zdjęcie: Lesha Berezovskiy

Dajcie swoim czytelnikom możliwość poznania berlińskiej sceny, zaglądacie też do innych miast. Dlaczego to było dla was ważne?
Na całym świecie istnieje tylu wspaniałych producentów i fanów muzyki, których historie zasługują na nagłośnienie w przemyślany, zapadający w pamięć sposób. Na przykład materiał na temat Kijowa powstał jako odpowiedź na typowe artykuły na temat elektroniki tego miasta. Maya Baklanova miała dość wyświechtanych banałów na temat kultury klubowej Kijowa, ukształtowanej przez sytuację polityczną — chciała pokazać coś świeżego. Jej celem było zanurzenie się w historii, odgrzebanie zapomnianych nazwisk, pokazanie miejscowego światka z nowej perspektywy, ze zrozumieniem. To chyba najprzyjemniejszy aspekt pracy nad magazynem ukazującym się dwa razy do roku. Mamy możliwość pokazywania znanych tematów pod innym kątem, więcej czasu na gromadzenie materiałów i źródeł oraz tworzenie treści, które pozostawią ślad.

Photography Sean Schermerhorn; Photography George Nebieridze

Jak wybraliście materiały do drugiego numeru?
Chcieliśmy w świeży sposób podejść do tematu nowych płyt, reedycji i imprez, które odzwierciedlają te czasy i w przyszłości pozostaną istotne. Na przykład Volruptus i Rødhåd w bardzo różny sposób opisali swoją wizję przyszłości, co jest ciekawe. Umieszczając na okładce Volruptusa, najmłodszego i pewnie najmniej znanego z tego numeru muzyka, też chcieliśmy coś udowodnić. Stwierdziliśmy, że jego futurystyczne pomysły na temat interakcji muzyków i technologii oraz jego wartości są bardzo blisko związane z naszą wizją przyszłości muzyki elektronicznej.

Jak według was będzie wyglądać przyszłość muzyki elektronicznej?
Jak wspomniał Volruptus, w niedalekiej przyszłości wraz z rozwojem technologii zmieni się sposób tworzenia i odtwarzania muzyki. Po prostu będziemy myśleć o piosenkach, które staną się faktem. Może wkrótce będziemy w stanie przekazywać muzykę neurologicznie.

Zdjęcie: George Nebieridze
Reklama

Kompozytor Mark Ayres powiedział w jednym z wywiadów coś bardzo ciekawego. „Gdy utwór powstaje z dźwięku, który trudno rozpoznać, od razu staje się magiczny, inny". Kiedy ostatnio się tak czuliście po odsłuchu jakiegoś utworu?
Faktycznie, to bardzo ciekawa myśl jednego z pionierów muzyki elektronicznej. Przypomina, że jeszcze niedawno muzyka elektroniczna musiała walczyć, by w ogóle nazywać ją muzyką i traktować poważnie w środowisku akademickim. Brzmienie elektroniki jest dziś tak integralną częścią naszego życia, że nie postrzegamy go jako czegoś 'odmiennego'. Jednak wciąż ma tę magię, szczególnie gdy pomieszczenie jest przystosowane, by tworzyć specjalne brzmienie i efekty świetlne. Może wręcz wywołać gęsią skórkę, a całość staje się niesamowitym przeżyciem. Pierwsza instalacja w MONOM Berlin's Center for Spatial Sound w Funkhaus była czarująca.

Photography Daan Dam

Gdybyście do BORSHCHU #2 dołączali płytę, co by na niej było?
Połączenie ambientu i acidu, czasem lekkie jak chmurka, czasem ostre i gwałtowne. Dałoby się wśród niego usłyszeć odległe głosy dzieci, bawiących się z cyborgami na podwórku, dźwięki syren karetek i intensywnego remontu domu. Helena Huff i Brian Eno stworzyli dla nas ścieżkę dźwiękową BORSHCHU, nagrywając dźwięki z otoczenia, tego co się dzieje, gdy siedzimy, chodzimy, palimy, pijemy kawę w środku mocy i tworzymy dla nas magazyn. Właśnie tak brzmi tworzenie magazynu o muzyce elektronicznej w Berlinie.

Artykuł pochodzi z niemieckiego wydania i-D.

Sprawdź też:

more from i-D