Reklama

dlaczego muszę się golić i malować?

Blogerka Morgan Mikenas, która nie goli włosów na ciele, opowiada o długiej drodze do samoakceptacji i miłości.

|
gru 15 2017, 1:20pm

Zdjęcie via Instagram 

Morgan Mikenas nie goli włosów na ciele — nie powinno to budzić wielkich kontrowersji, szczególnie, że połowa populacji świata przez całe życie nawet nie zbliży maszynki do futra na swoich kończynach i nikogo to nie obchodzi. Jednak z jakiegoś powodu (wpajanego nam przez lata systematycznego seksizmu) ludzi nadal szokuje kilka włosów na kroczu czy łydce kobiety. Dlatego nieogolone pachy Miley stają się materiałem na newsa, Petra Collins wkurza się na reklamy maszynek, w których nigdy nie ma włosów, a wideo „Why I Don’t Shave" (Dlaczego się nie golę) fitnessowej youtuberki Morgan Mikenas zdobyło prawie 2 mln wyświetleń. Na szczęście nie wszyscy widzowie poczuli się głęboko urażeni — wielu z nich podziwiało Morgan. „Wydaje mi się, że to akt podporządkowania się zdominowanej przez mężczyzn kulturze, w której żyjemy", powiedziała nam blogerka. „Golenie nóg sprawiało, że czułam się bezsilna. Gdy podejmujesz decyzje, mając na względzie zdanie innych — szczególnie, jeśli robisz to, żeby postrzegali cię jako 'seksowną i piękną' według naszej kultury — tracisz władzę". Spotkaliśmy się z nią, by omówić jej przeszłe, przyszłe i obecne poglądy na definicję piękna.

„Dorastałam w małym mieście Valparaiso w stanie Indiana, w którym wszyscy się znają, a środowiska są bardzo hermetyczne. Zawsze czułam się wyrzutkiem, ale próbowałam dopasować się, udając kogoś innego. Byłam bardzo zdołowana, czasem godzinami leżałam w ciemności w swoim pokoju. Bałam się szkoły, martwiłam się, że nie jestem wystarczająco dobra i skupiałam się tylko na negatywnych stronach. Miałam bardzo niską samoocenę i nie czułam się pięknie, dopóki ktoś inny nie sprawił mi komplementu. To chore.

Reklama

W dzieciństwie każdego ranka patrzyłam, jak mama szykowała się do pracy. Patrzyłam, jak nakłada makijaż i się czesze, podziwiałam jej urodę. W głębi nie rozumiałam jednak czemu codziennie musi przechodzić ten rygorystyczny proces. Później nauczyła mnie, jak się malować, czesać i golić nogi (kiedyś wróciłam ze szkoły zapłakana, bo dziewczyny śmiały się z moich owłosionych nóg). Znowu nie rozumiałam, czemu „muszę" robić te rzeczy, ale wszyscy inni tak robili, więc się podporządkowałam.

Zaczęłam malować się w gimnazjum. Wcześniej, w podstawówce, mama chciała mnie przekonać do błyszczyka, ale szczerze go nienawidzę i nadal nie zmieniłam zdania. Nakładałam za dużo eyelinera i wyglądałam jak szop pracz. Robiłam to, bo „popularne" dziewczyny tak się malowały, a chłopcy je lubili. Też tego chciałam. Nigdy nie wychodziłam z domu bez szminki — czułam się z nią seksowna i bardzo kobieca.

W większości przypadków makijaż sprawiał, że czułam się ze sobą „lepiej", ale nie kochałam siebie. Nigdy nie wypełnił tej pustki, którą czułam wewnątrz. Makijażem można zamaskować kompleksy, ale dopóki nie zaakceptujesz w sobie wszystkiego, zawsze będziesz mieć nierozwiązane problemy. Minęło sporo czasu, zanim to zrozumiałam.

Całe życie podążałam za innymi w poszukiwaniu akceptacji i miłości — aż nie poznałam mojego wspaniałego chłopaka Connora, który na zawsze odmienił moje życie. Dostrzegł we mnie osobę, którą jestem, mimo moich problemów i pielęgnował tę część mnie. Dodał mi pewności siebie i sprawił, że jestem z siebie dumna.

Reklama

Teraz jestem starsza, nie maluję się i nie golę. Mój rytuał urodowy to w zasadzie wyłącznie olej kokosowy. Trzymam się z dala od produktów zawierających fluorki. Myję włosy 2-3 razy w tygodniu, ale korzystam wyłącznie z naturalnych produktów. Czasem maluję rzęsy, ale to tyle. Gdy nakładam trochę tuszu, myślę sobie: „Wow, ale jestem piękna", ale to dlatego, że rzadko go u siebie widzę. Pokochałam i zaakceptowałam to, jak wyglądam bez makijażu.

Dziś mam o wiele lepsze podejście do swojego ciała, niż kiedykolwiek wcześniej. Nie obchodzi mnie, co inni o mnie myślą. Chcę odnaleźć równowagę między umysłem, ciałem i duchem. Uwielbiam kreatywność i wyrażanie siebie. Czuję się najpiękniejsza i najsilniejsza, gdy gram na pianinie, ćwiczę jogę, maluję praktycznie nago, wolna od wszelkich oczekiwań, śpiewam, tańczę i wkładam duszę w to, co robię. Pragnę głębokich rozmów o egzystencji, próby osiągnięcia wspólnego celu z innymi ludźmi. Dzielenie się sprawia, że czuję się bardzo seksownie.

Pracuję na siłowni jako trenerka personalna. Możesz sobie wyobrazić, jak to na mnie wpłynęło. Postaw się w mojej sytuacji. Jesteś kobietą z owłosionymi nogami i pachami, które widać w ubraniach do ćwiczeń. Idziesz przez siłownię, a ludzie wytykają cię palcami i szepczą, śmieją się, krzywo patrzą i docinają. Nauczyło mnie to potęgi świadomości. Muszę nieustannie otaczać się bańką własnej miłości i pewności siebie, żeby zignorować, co dzieje się poza nią. Zmieniam nienawiść w miłość, bo jeśli ktoś zionie nienawiścią, to znaczy, że najbardziej potrzebuje miłości. Mój wygląd zewnętrzny nie określa kim jestem, to zależy od tego co robię, jakie akcje podejmę, by stać się lepszym człowiekiem. W tym także pomagam innym. Wyobraźcie sobie, gdybyśmy po prostu akceptowali wszystkich takich, jacy są, odrzucili osądzanie innych i naprawdę ich pokochali. Nigdy nie wiadomo, przez co ludzie przechodzą. Może przez to, co wy? Przez miłość i akceptację ułatwimy im życie.

Reklama

Dzieciakom, które chcą iść naprzód, powiem tak: macie w sobie wiele pięknych cech. Macie cel, a piękno można znaleźć w waszych sercach. Musicie sami je odnaleźć. Musicie pokochać siebie. Przestańcie tak surowo się oceniać i zwróćcie uwagę na wszystko, co w was wspaniałe. Dla mnie piękno to o wiele więcej niż to, co widać gołym okiem. To coś, co trzeba poczuć, stworzyć we wnętrzu".

Artykuł pochodzi z brytyjskiego wydania i-D.

Sprawdź też:

more from i-D