Reklama

samotność w queerowej społeczności

Świat LGBT+ jest przesiąknięty samotnością — jednym z największych skutków ubocznych depresji. Temat stał się inspiracją dla zina.

|
gru 12 2017, 12:09pm
Reklama

Queerowa społeczność zbyt dobrze zna ból samotności. W nieheteronormatywnym świecie łatwo poczuć się zepchniętym na margines obserwatorem życia. Wystarczy zakochać się w kimś hetero, utknąć na karuzeli anonimowych schadzek, albo schować się nocą pod kołdrą, żeby czytać wątki dyskusyjne o coming outach. 18% młodzieży LGBT cierpi na poważną depresję. Nic więc dziwnego, że świat LGBT+ jest przesiąknięty samotnością — jednym z największych skutków ubocznych depresji.

Queerowy artysta Richard Dowdell postanowił zająć się tym tematem po tym, jak siostra i bliski przyjaciel popełnili samobójstwa, a jego samego przytłoczyła samotność. Tak wpadł na ponury tytuł zina „Not Here, A Queer Anthology on Loneliness" (Nie tutaj: Queerowa antologia samotności) i poprosił przyjaciół ze społeczności LGBTQIA o wysyłanie zgłoszeń. „Interesuje mnie tworzenie wspólnoty", mówi Richard. Mówi, że do podjęcia kwestii wszechobecnego, lecz zamiatanego pod dywan, poczucia samotności zainspirowało go pragnienie stworzenia poczucia jedności, wyłaniającego się „z chaosu, żałoby i piekła" życia. „Tak naprawdę wciąż jeszcze tego nie rozgryzłem".

Teksty z „Not Here" są nieoszlifowanymi diamentami. Zdania pełne szczegółów, napisane jednym ciągiem sugerują, że historie są wyrwane prosto z serc autorów i wysłane do Richarda pod wpływem impulsu. Na przykład Paul Hughes wspomina rozmowę o Grindrze ze swoimi heteroseksualnymi znajomymi, którzy jego zdaniem byli zbyt krytycznie nastawieni. „Od razu poczułem, że nie chcę mieć niczego wspólnego z heteroseksualnymi ludźmi", napisał. „Resztę wieczoru spędziłem osuwając się w okropną depresję, poczucie winy i niedopasowania, jakbym psuł im wieczór".

Reklama

Dzięki tej szczerości „Not Here" przemówiło do czytelników z całego świata. Po publikacji i dystrybucji w londyńskich księgarniach, zin trafił do nowojorskiego Printed Matter. „Dostałem wiadomości od ludzi z krajów, w których bycie gejem jest nielegalne lub grozi karą śmierci", mówi Richard. „Dziękowali mi za nadzieję, jaką im dałem oraz za upublicznienie poczucia samotności".

Spotkaliśmy się z Richardem, żeby porozmawiać o tym, jak samotność zrobiła z niego lepszego człowieka i dlaczego następnym tematem będzie „radość”.

Jak to się stało, że postanowiłeś stworzyć queerową antologię o samotności?
To była zupełnie spontaniczna decyzja. Nigdy wcześniej nie wydałem zinu ani antologii, ale jak tylko wpadłem na ten pomysł, wszystko potoczyło się dość szybko. Znajdowałem się w momencie mojego życia, w którym czułem niesamowite osamotnienie. Moja siostra, a potem dobry przyjaciel, popełnili samobójstwa. Przeżyłem wstrząs, to było bardzo dziwne. Pewnego dnia poszedłem na odczyt „Close To The Knives" Davida Wojnarowicza, zorganizowany przez pisarkę Olivię Laing. Wydarzenie okazało się pięknym przeżyciem, pełnym solidarności i dzielenia się przemyśleniami. Zainspirowało mnie to do stworzenia czegoś na papierze, co mogłoby ująć tego ducha jedności i rozmów o samotności.

Ile czasu zajęło zebranie wszystkich materiałów? Z jakimi przeszkodami musiałeś się zmierzyć?
Od pomysłu do publikacji minęły niecałe trzy miesiące. Zamieściłem na Facebooku i Twitterze otwarte ogłoszenie o naborze materiałów z krótkim terminem. Chciałem, żeby zainteresowani odpowiedzieli szybko i podzielili się tym, co w danej chwili czuli, bez czasu na namysł. Dla mnie, jako osoby z dysleksją i zerową tolerancją technicznych wpadek, największą przeszkodą było formatowanie tego cholerstwa. Po drodze zaliczyłem kilka gaf. Mój chłopak dużo mi pomógł. Inny przyjaciel zebrał pieniądze na wydrukowanie pierwszego nakładu. Jestem im za to dozgonnie wdzięczny.

Jak wygląda twoja własna relacja z samotnością?
Dla mnie samotność — tak jak żal i rozpacz wszelkiej maści— jest queerowym przeżyciem. Uważam, że samotność jest jednym z tych doświadczeń w życiu, które najbardziej mnie ukształtowały. Dorastałem w wiejskiej, konserwatywnej społeczności, potem przeniosłem się do miasta. Czułem się zagubiony, niezadowolony z tego, że powinienem się cieszyć, bo jako queerowa osoba mam jakieś tam prawa, że powinienem okazać wdzięczność i płynąć z prądem. Samotność kształtowała i nadal będzie kształtować moje prace. Wkład w zina mieli tacy artyści jak Colby Keller, Marc Hundley i Alice Goodman.

Reklama

Jak znalazłeś twórców, którzy pojawili się w zinie?
Zamieściłem ogłoszenie w mediach społecznościowych. Podałem w nim tytuł zina i czekałem na reakcję. Nie miało to zbyt oficjalnej formy. W zasadzie ogłoszenie było dość chaotyczne i żenujące. Na początku angażowali się tylko moi przyjaciele i ich znajomi, ale wszystko zaszło o wiele dalej, niż się spodziewałem. Zaprosiłem też kilka osób, które moim zdaniem miały ciekawy związek z queerową polityką i samotnością, np. gwiazdora porno, Colby'ego Kellera i pisarkę oraz aktywistkę, Sarę Schulman. Zrobiłem to z dość samolubnych pobudek: chciałem, żeby ludzie, których podziwiam, znaleźli się w czymś, co sam stworzyłem. To mój sposób na walkę z własnym poczuciem odrzucenia i izolacji od kultury głównego nurtu.

Nad czym teraz pracujesz?
W 2018 roku wydam kolejną antologię. Tym razem podejmę inną tematykę. Zgłoszenia będę zbierać w ten sam sposób, ale wybiorę uczucie i dziedzinę życia, o których od dłuższego czasu myślałem. Może coś bardziej naiwnego i pełnego nadziei niż wcześniej. Może to się nie uda, a może właśnie dzięki temu odnajdę radość.

Mam już tytuł roboczy: „Over There, A Queer Anthology of Joy" (Gdzieś tam: Queerowa antologia radości).

richdodwell.com

Artykuł pochodzi z amerykańskiego wydania i-D.
more from i-D